Paryż-Nicea 2018. Luis Leon Sanchez i ściganie słońca

Paryż-Nicea to bez wątpienia wyścig etapowy, w którym na przestrzeni lat Luis Leon Sanchez spisywał się najlepiej.

34-letni kolarz ma na swoim koncie triumfy etapowe na trasach czterech edycji Tour de France (2008, 2009, 2011, 2012), wygraną w Tour Down Under (2005) czy dwa zwycięstwa w Clasica San Sebastian (2010 i 2012), ale w jego palmares to Paryż-Nicea wystaje jako wyścig etapowy, w którym osiągał największe sukcesy i dobrze wypadał najbardziej regularnie.

Sanchez, kolarz świetne radzący sobie w jeździe na czas, ale także stosunkowo eksplozywny, potrafiący przyspieszyć na niezbyt długich podjazdach, a do tego mający świetne wyczucie sytuacji. Już w 2006 roku, jako 22-letni kolarz Liberty Seguros, wygrał klasyfikację młodzieżową tejże etapówki, pokonując m.in. Alberto Contadora czy Stefana Schumachera.

Po roku wrócił by zająć trzecie miejsce i ustąpić tylko "El Pistolero" i Davide Rebellinowi i w pamięci komentatorów zapisać się etapową wiktorią. W 2008 roku skończył jako piąty i ponownie wygrał etap, a w 2009 roku, po batalii z Contadorem i Frankiem Schleckiem wygrał "wyścig ku słońcu".

Wyścig 9 lat temu był pokazem wszechstronności Sancheza - Hiszpan w czołówce trzymał się cały czas, na podium kończąc otwierającą czasówkę (tylko za Alberto Contadorem i Bradleyem Wigginsem). Na Montagne de Lure był obok Franka Schlecka jedynym zawodnikiem, który nawiązać próbował walkę z ścigającym się w innej lidze "El Pistolero", a następnego dnia, na najeżonym 10 wspinaczkami etapie, rzucił wszystkie siły w ucieczkę.

Straceńczy atak na 15 kilometrów przed metą zaskoczył Contadora, któremu za wysiłek dnia poprzedniego organizm szybko wystawił rachunek za prąd. Sanchez wygrał i następnego dnia stanął na najwyższym stopniu podium w Nicei, odnosząc, do tego dnia, największy sukces w karierze.

Ciemna karta

Czasy największych sukcesów wielokrotnego mistrza Hiszpanii w barwach Liberty Seguros, Caisse d'Epargne, a także Rabobanku to także ciemny okres dla kolarstwa. Po skandalu Operation Puerto w 2006 roku i rozpadzie grupy Liberty Seguros, powoli do peleton zawitało lepsze testowanie, paszporty biologiczne, a kilku kolarzy bardzo szybko wjeżdżających pod górę zostało wysłanych na wakacje od zawodowego uprawiania sportu.

Sanchez nie był bezpośrednio zamieszany w skandal wokół Eufemiano Fuentesa, acz jego nazwisko kilkukrotnie pojawiło się w kontekście dopingowych afer. W 2011 roku w kontekście organizacji spotkania z osławionym lekarzem wspomniał go raport hiszpańskiej policji, rok później w aktach Amerykańskiej Agencji Antydopingowej Hiszpan łączony był z Michele Ferrarim. Sanchez przyznał, że w 2007 roku spotkał się ze stojącym za dopingowym reżimem Lance'a Armstronga lekarzem, acz zaprzeczył jakoby spotkanie miało coś wspólnego z dopingiem.

W 2013 roku, przy okazji początku procesu afery Puerto, w rewelacjach holenderskich mediów Sanchez identyfikowany był jako klient Fuentesa o pseudonimie "Huerto". Sprawa nie miała finału w sądzie ani przed organami antydopingowymi, natomiast skutkowała zwolnieniem Sancheza z ekipy Blanco (wcześniej Rabobank) i poważnie odbiła się na jego reputacji.

Sanchez wiatr w żagle złapał w lokalnej Caja Rural, a w 2015 roku dołączył do ekipy Astana, następczyni Liberty Seguros, którą kieruje także jeden z bohaterów dopingowych skandali z 2007 roku – Kazach Aleksander Winokurow.

9 lat później

W tym roku Hiszpan wraz z drużynowymi kolegami rozdawał karty w wiosennych wyścigach - kazachska grupa, nad którą wisi widmo upadku, bardzo aktywnie podeszła do pierwszych startów. Dominacja na górskim etapie Tour of Oman dała efekty, Omloop Het Nieuwsblad wygrał Michael Valgren po świetnej pracy kolegów, a pałeczkę w Paryż-Nicea przejął Sanchez.

34-latek na trzecim etapie dobrze rozegrał odjazd i wskoczył na drugie miejsce w klasyfikacji ogólnej, prowadzenie przejmując kolejnego dnia po dobrym, 7. miejscu na czasówce. Koszulkę utrzymał przez dwa dni, ale na górskim etapie nie miał wiele do powiedzenia.

Hiszpan wczoraj nie wytrzymał trudów wspinaczki na Valdeblodre la Colmiane i koszulkę lidera oddał Simonowi Yatesowi (Mitchelton-Scott).

Spodziewaliśmy się, że ten etap będzie bardzo trudny i taki był. Pogoda była bardzo kiepska, ja w takich warunkach nie spisuję się najlepiej. Walczyłem, dałem z siebie wszystko na ostatnim podjeździe, ale to nie wystarczyło. Jestem zadowolony z tego jak przebiegł tydzień, chcę podziękować ekipie za wsparcie w tych dniach

- mówił na mecie.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: