Tour of Oman 2018. Nathan Haas śladami Fabiana Cancellary

Na Youtubie oglądał Fabiana Cancellarę, pogłówkował i na drogach Omanu ograł Grega van Avermaeta. Nathan Haas udanie rozpoczął przygodę z ekipą Katusha-Alpecin.

Nowy lider Tour of Oman, Nathan Haas, zwycięstwem na drugim odcinku pustynnego wyścigu dał grupie Katusha-Alpecin pierwszy triumf w sezonie 2018, a sobie - spory zastrzyk pewności siebie. Australijczyk udanie rozpoczyna sezon, w którym liczy na zaprezentowanie swoich umiejętności w imprezach WorldTour.

Haas przez kilka sezonów w ekipie Garmin notował dobre wyniki na antypodach, w Europie pokazywał się z dobrej strony jednym, dwóch startach, ciągle szukając przełomu. Krok naprzód zrobił po przejściu do Dimension Data, notując w 2016 roku zwycięstwo na etapie Vuelta a Burgos i meldując się w czołówce GP Quebec i Montreal. W 2017 roku, po 4. miejscu w Tour Down Under, 10. w Tour of Oman, błysnął podczas Amstel Gold Race, walcząc z najlepszymi i ostatecznie zajmując 4. miejsce. Pary nie wystarczyło już na Giro d'Italia, a Haas z końcem sezonu zdecydował się na zmianę otoczenia.

W nowej ekipie Australijczyk dostał więcej możliwości, ale także silniejsze niż w Dimension Data wsparcie. O ile w tym roku ekipa Trek-Segafredo mówić zaczęła o postawieniu na trening oddechu i pracę z trenerami nurków, zawodnik z antypodów o postawieniu na takie szkolenie w toku przygotowań opowiadał już rok temu.

W szwajcarsko-rosyjskiej grupie jego rolą jest walka w mniejszych imprezach etapowych i klasykach, w których dobrze spisują się kolarze eksplozywni, świetnie radzący sobie na niewielkich podjazdach i w finiszach z mniejszych grupek.

Koledzy z zespołu byli niesamowici. Po raz pierwszy od dłuższego czasu musiałem po prostu jechać na kole i nie musiałem zaprzątać sobie głowy kombinowaniem. Doprowadzili mnie do punktu, w którym zaczynała się moja rola. Przed rokiem byłem tu piąty, ale wtedy kończyliśmy na szczycie. Dziś ściganie było na innej szybkości. Trzymałem koła, w ogóle nie myślałem o sprincie. Miałem wa finisze - ten na szczycie i ten na mecie

- tłumaczył 28-latek, który na finiszu pokonał nie byle kogo, bo samego mistrza olimpijskiego Grega van Avermaeta (BMC Racing).

Haas przyznał, że przed etapem dokonał rozeznania terenu i finisz obejrzał w internecie. Z identyczną końcówką kolarze mierzyli się w 2015 roku, a sprint z małej grupki wygrał wtedy, nieco niespodziewanie, Fabian Cancellara, pokonując Alejandro Valverde i van Avermaeta.

Przygotowałem się, poszperałem przed startem. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem jednym z wielkich kolarzy, więc muszę jeździć sprytnie albo po prostu lepiej się przygotowywać. Wiedziałem, że tu najlepiej wykonać sprint z dalszej pozycji.  Naśladowałem trochę Fabiana Cancellarę

- wyjaśnił.

W klasyfikacji generalnej kolarz Katusha-Alpecin ma 4 sekundy przewagi nad van Avermaetem, 6 nad Alekseyem Lutsenką (Astana), a 10 sekund nad większą grupką, w której znajdują się wspinacze tacy jak Merhawi Kudus (Dimension Data), Miguel Angel Lopez (Astana) czy Jesus Herrada i Daniel Navarro (Cofidis).

Myślę, że na wspinaczkach idzie mi lepiej niż przed rokiem. Jestem lżejszy, mam świetny rower. Będę walczył do końca, bez względu na to, czy mam szansę na obronę koszulki czy podium. To jest kolarstwo, dobre rzeczy potrafią się przytrafiać, kiedy jedziesz w koszulce lidera

- podsumował optymistycznie Haas.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: