Paryż-Roubaix 1988 – dzień chwały ucieczki

kolarze na trasie Paryż-Roubaix

Podczas, gdy faworyci 69. edycji Paryż-Roubaix patrzyli sobie głęboko w oczy, na metę jako pierwsza wpadła ucieczka dnia.

10 kwietnia 1988 roku. W Compiègne, 80 kilometrów na północ od stolicy Francji, był słoneczny dzień, a wiatr gdzieś się zapodział. Pogoda wyjątkowo sprzyjała zawodnikom na starcie „Piekła Północy”. Wśród nich byli między innymi triumfator imprezy z 1984 i 1986 roku Sean Kelly (KAS-Canal 10), dwukrotny zwycięzca Tour de France Laurent Fignon (Système U) i broniący tytułu Eric Vanderaerden (Panasonic-Isostar). Łącznie do boju ruszyło 194 zawodników. Czekało na nich 266 kilometrów, morderczych kilometrów, na których miało dojść do upadków i kontuzji. Droga do Roubaix w końcu nigdy nie była łatwa. Tam, po raz trzeci z rzędu, zawodnicy mieli ukończyć rywalizację nie na słynnym welodromie, ale w centrum miasta, na Avenue des Nations-Unies. Zmianę wymusił główny sponsor, firma La Redoute, której biura znajdowały się właśnie w tej alei.

Początek, tak jak zwykle w tym monumencie, był dynamiczny, gdyż tuż po starcie rozpoczęła się walka o załapanie się do ucieczki. Każda z ekip chciała oddelegować swojego przedstawiciela, pomimo, iż szanse powodzenia odjazdu były nikłe. Chodziło o to, aby zawodnik z przodu mógł później działać jak „stacja przekaźnikowa” i ciągnąć swojego lidera na końcowych kilometrach lub oddać koło w chwili potrzeby.

W końcu akcja zawiązała się po 45 kilometrach. Jej inicjatorem był Thierry Casa (Caja Rural-Orbea), a za nim podążyło dwunastu innych śmiałków, w tym m.in. Allan Peiper (Panasonic-Isostar), Stephan Joho (Ariostea-Gres), Thomas Wegmüller (KAS-Canal 10), Gerard Veldschoten (Weinmann - La Suisse), Roy Knickman (7-Eleven), Loïc Le Flohic (Z-Peugeot), Dirk Demol (AD Renting-Mini-Flat-Enerday) i Franck Boucanville (Fagor-MBK). Żaden z nich nie należał do mocnych „klasykowców”.

Czołówka wzorowo dzieliła się pracą – zawodnicy często wymieniali się na prowadzeniu, a pociągnięcia prowadzącego grupę kolarza były krótkie i dynamiczne. Przy wjeździe na najtrudniejszy odcinek brukowy dnia, liczący 2400 metrów Trouée d’Arenberg, różnica pomiędzy nią a peletonem wynosiła pięć minut. Niełatwa trasa prowadząca przez słynny las podzieliła ucieczkę. Pierwsi wyjechali z niego Van Rijen, Wegmüller, Demol, Veldscholten, Joho, Peiper i Boucanville. Pozostali zaliczyli kraksę lub defekt i stracili dużo czasu.

W głównej grupie powstał problem. Faworyci cały czas oglądali się jeden na drugiego, a mała liczba pomocników sprawiła, że żadna z ekip nie chciała podyktować tempa. Bruno Wojtinek (Z-Peugeot) miał powiedzieć po zakończeniu rywalizacji, iż wszyscy „bali się poddania”. W pewnym momencie skontrował Guido Bontempi (Carrera Jeans-Vagabond), lecz po długiej, trwającej ponad godzinę akcji, został wchłonięty przez peleton. 15 kilometrów przed końcem czołówka miała 3 minuty przewagi i obecni na miejscu eksperci zaczęli rozważać, czy śmiałkowie dojadą do Roubaix jako pierwsi.

Gdy ucieczka wjechała na ostatni wymagający sektor brukowy, Carrefour de l'Arbre, zaatakował Wegmüller, zwycięzca Grand Prix de Lugano z 1987 roku. Na jego kole siadł tylko Demol. Dwójka zawodników natychmiast zaczęła zyskiwać przewagę i pomknęła do miasta. Tam Szwajcar przejechał po pozostawionej na środku szosy plastikowej reklamówce, która utknęła mu w przerzutce i pozbawiła możliwości zmiany przełożeń. Szybko zjechał do wozu technicznego swojej drużyny, gdzie mechanicy próbowali w biegu wyjąć reklamówkę. Ryzyko było ogromne, gdyż tempo dwóch kolarzy było bardzo wysokie. Choć przerzutkę udało się uwolnić, nadal musiał jechać na tej samej tarczy, gdyż mechanizm wciąż był zablokowany. 28-latkowi zaproponowano wymianę roweru, lecz ten odmówił, wiedząc, że w momencie postoju rywal zyska nieodwracalną przewagę.

Demol zauważył kłopoty swojego rywala i gdy ten powrócił na „czoło” odmówił wyjścia na zmianę. Wegmüller musiał dyktować tempo, w zasadzie tracąc szansę na wygranie Paryż-Roubaix. Z tyłu atakowali Fignon i Marc Sergeant (Hitachi), dościgając Joho, który kręcił wcześniej w ucieczce, lecz nie zdołali doścignąć czołowej dwójki. Gdy ta wjechała na Avenue des Nations-Unies, zaatakował Belg, pozostawiając swojego rywala z tyłu i odnosząc największe zwycięstwo w swojej karierze. Wcześniej wygrał tylko Grand Prix de Waregem.

Wegmüller stracił w końcówce dwie sekundy do triumfatora. Jako kolejna na metę wpadła trzyosobowa grupka Fignon-Sergeant-Joho, przekraczając ją minutę i 55 sekund po Demolu. W sprincie triumfował Fignon, lecz miał być wyjątkowo niezadowolony ze swojego wyniku.

Wyścig zatem padł łupem uciekinierów. Dziś w zawodowym kolarstwie o takie rozstrzygnięcia jest jeszcze trudniej, choć, jak pokazał Matthew Hayman, "Piekło Północy" nie jest zamknięte dla uciekinierów.

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: