Katarzyna Pawłowska w Team Virtu Women

Katarzyna Pawłowska w sezonie 2018 reprezentowała będzie duński zespół Team Virtu Women.

Polska zawodniczka, od lat z sukcesami łącząca ściganie torowe i szosowe, po czterech latach spędzonych w najlepszym zespole świata - holenderskiej ekipie Boels Dolmans - zmienia barwy i przenosi się do grupy z Półwyspu Jutlandzkiego.

Decyzja przyszła nieco spontanicznie, poczułam, że czas na zmiany. Każdy w życiu ma taki moment, że czuje, że trzeba się ruszyć. Dlaczego Virtu? Pomyślałam sobie, że grupa, choć dopiero powstała, już robi bardzo dobrą robotę, świetnie się prezentują i mają duży potencjał. Fajnie byłoby budować taki projekt i wykorzystać jego potencjał. Chcę walczyć w wyścigach i odzyskać radość ze ścigania

- zaznaczyła w rozmowie z Rowery.org.

Zespół Virtu Women powstał pod koniec 2016 roku i kontynuuje tradycje duńskiego klubu BMS BIRN. W sezonie 2017 był żeńską filią grupy Bjarna Riisa i Larsa Seiera - Team Veloconcept. Zmiany sponsora i udziałowców we wrześniu 2017 zmieniły nazwę na Team Virtu oraz Team Virtu Women, a w ostatnich dniach zespół poinformował o zatrudnieniu swojej byłej zawodniczki - Carmen Small - na stanowisku manager kobiecej formacji.

Grupa oparta w dużej części o młode Dunki - m.in. podwójną mistrzynię Europy orliczek Pernille Mathiesen i dobrze rokująca Christinę Siggaard - w swoim składzie miała także Amerykankę Amber Neben czy Nowozelandkę Lindę Villumsen. W sezonie 2018, oprócz Pawłowskiej, koszulkę duńskiej formacji nałoży pozyskana przed kilkoma dniami Włoszka Barbara Guarischi (Canyon-SRAM).

Znam Carmen Small, ona jeszcze do niedawna się ścigała, więc wie jak to wygląda od środka - to na pewno przemawiało na korzyść tej ekipy. Ona jest bardzo nakręcona i to motywuje. Zastanawiałem się nad zmianą grupy, nie byłam pewna. Boels Dolmans to najlepsza ekipa na świecie. W Boels Dolmans spędziłam cztery lata, zżyłyśmy się bardzo z dziewczynami i obsługą. Decyzja nie była lekka. Chciałam im bardzo podziękować za to co zrobili dla mnie - byli ze mną w dobrych i złych chwilach, a tych ostatnich było w tym roku więcej.

Pawłowska sezon rozpoczęła późno - upadek na prezentacji ekipy zakończył się kontuzją nogi i dłuższą pauzą. Polka startowała później w Holandii i Luksemburgu, a do formy zdawała się wracać w czerwcu, co potwierdziła tytułem mistrzyni Polski w jeździe na czas. Dobra jazda podczas Thüringen Ladies Tour oraz 7. miejsce w jeździe na czas podczas mistrzostw Europy dawały nadzieję na lepsze zakończenie sezonu - Pawłowska w kadrowych barwach triumfowała na dwóch odcinkach francuskiego wyścigu Tour de l'Ardeche, ale kraksa na szóstym odcinku skończyła się potłuczeniem żeber i wyeliminowała ją z mistrzostw świata w Bergen.

Cieszę się, że ten sezon się już skończył. Co tu dużo mówić, niefart od początku roku. Kontuzje, upadki, ale pocieszeniem jest to, że kiedy miałam być mocna, to byłam mocna. Nie mogę się doczekać kolejnego sezonu

- przyznała.

Cele i moja rola wciąż przede mną, wciąż do omówienia. Po wstępnych rozmowach z Carmen wiem, że widziałaby mnie we wiosennych klasykach. Dla mnie to super, zawsze chciałam się sprawdzać w tych wyścigach. Nie wiem jak mi to wyjdzie, bo dawno nie miałam takiej szansy, ale bardzo mnie to motywuje. Dobrze jest mieć cel i widzieć do czego się człowiek przygotowuje. Fajnie jeśli wiem, czego oni ode mnie oczekują i mam nadzieję, że będę mogła te oczekiwania spełnić.

Pawłowska nie ukrywa, że motywację czerpie też ze współpracy z młodszymi zawodniczkami.

Dla mnie ważne, żebyśmy się dobrze dogadywały. Jak się będziemy dogadywać to łatwiej wygrywać wyścigi, jeśli będziemy razem pracowały, to nie ważne czy wygram ja czy jedna z młodszych dziewczyn. Co mi się podoba jeszcze w młodym zespole to energia, którą one nas zarażają i nas nakręcają. Mam to odczucie z kadry narodowej - tak torowej, jak i szosowej - i wiem, że mi to dużo daje. W ten sposób ja mogę się czegoś od nich nauczyć i one mogą się nauczyć ode mnie.

Trzykrotna mistrzyni świata na torze w nowych barwach nadal łączyła będzie ściganie na welodromach ze startami na szosie, mając na uwadze igrzyska olimpijskie w Tokio.

To była pierwsza rzecz o jaką zapytałam, bo nie ukrywam, że chciałbym się przygotować do Tokio i tam walczyć o dobry rezultat. Carmen powiedziała mi, że jeśli to [łączenie szosy i toru] mi pomoże, to okej. Trzeba to dobrze ułożyć, dobrze dograć plan startów, ale w sezonach, w których dobrze szło mi na torze, byłam też mocna na szosie

- wspominała Pawłowska, która obecnie przygotowuje się do Torowych Mistrzostw Europy (18-22 października) oraz Pucharu Świata w Pruszkowie (4-5 listopada).

Czuję się lepiej niż się spodziewałam, po kontuzji na Ardeche miałam tydzień luzu, dopiero w ostatnich dniach wznowiłam normalne treningi, ale do mistrzostw będę gotowa

- zapowiedziała.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: