Vuelta a Espana. Chris Froome: "wyścig jeszcze się nie zakończył"

Chris Froome na rowerze czasowym

Dominacja trwa nadal. Chris Froome wyraźnie wyprzedził swoich rywali na szesnastym etapie Vuelta a Espana i powiększył przewagę w "generalce" imprezy. 

Urodzony w Nairobi Brytyjczyk rozpoczął samotną walkę z czasem dość spokojnie - na pierwszym punkcie pomiaru czasu miał piąty rezultat, tracąc 25 sekund do Wilco Keldermana (Team Sunweb). Kolejne kilometry były jednak po prostu popisem jadącego w czerwonej koszulce kolarza Team Sky. "Froomey" systematycznie powiększał przewagę nad konkurencją, a na mecie w Logroño miał wynik lepszy od drugiego Holendra o 29 sekund.

Po prostu jechałem z taką prędkością, jaką uważałem za słuszną. Nie otrzymywałem zbyt wielu informacji odnośnie wyniku, więc nie wiedziałem, jak mi idzie. Przestraszyłem się bo pomyślałem, że nie jest dobrze, trochę się denerwowałem w połowie trasy. Na ostatnich sześciu czy siedmiu kilometrach usłyszałem jednak, że jadę po zwycięstwo. To była ogromna ulga

- przyznał 32-latek w rozmowie w organizatorami.

Dzięki dzisiejszemu rezultatowi Froome powiększył swoją przewagę w klasyfikacji generalnej - obecnie wynosi ona niecałe dwie minuty nad Vincenzo Nibalim (Bahrain-Merida). Czterokrotny zwycięzca Tour de France (2013, 2015-2017) podkreślił jednak, że to zbyt mało, żeby spocząć na laurach, a priorytetem będzie utrzymanie pozycji.

To niesamowite, że jestem tu, gdzie jestem, lecz wyścig jeszcze się nie zakończył. Będę musiał walczyć codziennie

- stwierdził.

Teraz, po tym jak dołożył rywalom na sprzyjającym mu etapie, kolarz z Wysp Brytyjskich musi tylko bronić przewagi, żeby wywalczył swój pierwszy sukces na Półwyspie Iberyjskim. Wydawałoby się, że to będzie proste wyzwanie, lecz organizatorom udało się ustawić przed nim pewną przeszkodę. Z całej trasy tegorocznej rywalizacji ostatni tydzień jest najtrudniejszy - trzy etapy kończą się na podjazdach, które na pewno nie należą do łatwych, a inne wspinaczki nadal czekające na zawodników również powinny sprawić trudność. Z pięciu etapów, które pozostały, tylko jeden jest płaski - ten ostatni, prowadzący do Madrytu.

Wszystko wskazuje na to, że podopieczny sir Dave'a Brailsforda poradzi sobie z tą próbą. Póki co, jego pomocnicy zawsze przychodzili mu z pomocą na trudnych odcinkach, a gdy Froome jechał sam, również skutecznie radził sobie z sytuacją. Rywale Brytyjczyka jednak nie śpią i będą chcieli zdetronizować obecnego lidera imprezy, a przynajmniej wpędzić go w kłopoty na stromych ściankach północnej Hiszpanii.

Jutrzejszy dzień będzie brutalny, na Los Machucos będzie wojna. Chciałbym jednak podziękować całej machinie Team Sky, bo to właśnie dzięki niej mogłem zrobić to, co zrobiłem

- zakończył Froome.

To właśnie na Los Machucos zakończy się siedemnasty etap 72. Vuelta a Espana. Górska trasa powinna wskazać kto najlepiej zaoszczędził siły po dzisiejszej próbie i kto może jeszcze walczyć o sukces w całym wyścigu.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: