Vuelta a Espana. Burzliwa noc na Półwyspie Iberyjskim

O niedzielnym wieczorze zapomnieć będzie chciał peleton Vuelta a Espana, a zwłaszcza Niki Terpstra. 

Na trasie tegorocznej Vuelty organizatorzy zaplanowali liczne transfery pomiędzy kolejnymi miejscowościami etapowymi, co oznacza, że kolarze spędzają dużo czasu w trasie. Szacuje się, że podczas wyścigu czeka na nich 3000 kilometrów transferów, dwa razy więcej niż na Giro d'Italia i Tour de France. Na to składają się również dwie podróże samolotem - pierwsza odbyła się wczoraj, z Andaluzji do Logrono, zaś w niedzielę rano peleton przeleci z Gijon do Madrytu.

Problemy rozpoczęły się właśnie wczoraj wieczorem, jeszcze w stacji narciarskiej Sierra Nevada, w której triumfował Miguel Angel Lopez. Bezpośrednio stamtąd kolarze mieli zostać przewiezieni na lotnisko w Granadzie, lecz z nieznanych powodów pokonanie 60-kilometrowej trasy zajęło im dwie godziny. To opóźniło wylot na północ Hiszpanii.

Sam lot przebiegł bez przeszkód, lecz na lotnisku w Logrono znów sytuacja się skomplikowała. Podczas, gdy na Tour de France organizatorzy użyli dziewięciu samolotów na transfery, tutaj kolumnę wyścigu przewiozły ledwie dwie maszyny. Dużo mniej, ale i tak był to zbyt duży napływ dla miejscowego lotniska.

To lotnisko ma tylko dwa zestawy schodów, a teraz korzysta z nich inny samolot

- napisał na Twitterze Chad Haga.

Tym "innym samolotem" była pierwsza maszyna wyczarterowana przez Unipublic, właściciela wyścigu. Sprawiło to, że pasażerowie drugiego lotu zostali uwięzieni na pokładzie dopóki schody nie zostały zwolnione. Opóźniło to również odjazd do hotelu niektórych ekip, ponieważ ich sztab został podzielony.

Zawodnicy mocno krytykowali harmonogram przygotowany przez organizatorów, gdyż ostatecznie przyjechali na miejsce wypoczynku dopiero pomiędzy jedenastą wieczorem, a północą.

Godzina 40 minut przed etapem, 4 godziny jazdy, 2 godziny zjazdu ze Sierra Nevada autobusem przed lotem do Logrono, a potem kolejna godzina do hotelu! Ależ planowanie, brak szacunku!

- stwierdził Alessandro De Marchi (BMC Racing Team), który do hotelu dojechał 30 minut przed północą.

Dwie godziny na etap, cztery jazdy, dwie na lotnisku, godzina piętnaście lotu, godzina do hotelu, przyjazd o północy bez kolacji.

- wtórował mu wściekły Clément Chevrier (Ag2r La Mondiale).

Dodatkowe problemy miał Niki Terpstra. Podczas oczekiwania na lotnisku w Grenadzie Holender opublikował na Instagramie film, którym uraził ekipę Manzama Postobon, a pośrednio również wielu Kolumbijczyków.

Lecimy czarterem, a więc normalnie nie mamy kontroli bezpieczeństwa. Ale dziś mieliśmy, z powodu ekipy Manzama Postobon

- powiedział.

Zwycięzca Paryż-Roubaix z 2014 roku przeprosił potem za pośrednictwem Twittera, lecz jego wiadomość nie została mile przyjęta przez publikę. Pod wpisem pojawiły się komentarze oskarżające go o chamstwo, brak szacunku. Pojawiły się również groźby śmierci. Niektórzy dodali, że sprawa została skierowana do Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI). Ta na razie nie skomentowała wygłupu Holendra.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

3 Comments

  1. Przemek

    4 września 2017, 10:05 o 10:05

    Masakra 😀

  2. Andrzej

    4 września 2017, 14:05 o 14:05

    Może Terpstra faktycznie jest głupi... a może po prostu wielu ludzi nie zrozumiało żartu i postanowili niepotrzebnie okazać swój ból d**y.

  3. Bo

    4 września 2017, 17:59 o 17:59

    Jakib trzeba byc zjebem zeby za czarny humor grozic komus smiercia... To tak jakby seryjny morderca wsciekal sie na lokalnych zlodziejaszkow

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: