Vuelta a Espana. Dyplomata Contador, Chaves na czuja, Froome strażnikiem statusu quo

Vincenzo Nibali ogląda się na Chrisa Froome'a

Ściganie w paśmie Sierra Nevada nie przyniosło trzęsienia ziemi w klasyfikacji generalnej, ale wskazało wyraźnie na co grają główni rozgrywający wyścigu.

Za plecami zwycięskiego Rafała Majki walka o sekundy w klasyfikacji generalnej trwała w najlepsze - pozycję prowadzącego Chrisa Froome'a (Team Sky) atakowali kolejno Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida) i Alberto Contador, a także młodsza generacja - Miguel Angel Lopez (Astana) i Esteban Chaves (Orica-Scott).

Froome utrzymał prowadzenie, grunt pod nogami stracił Chaves, a zyski zanotował Lopez. Bonifikata pozwoliła Nibalemu na odrobienie 4 sekund, za to do góry pnie się Contador. Hiszpan wprawdzie do Froome'a i Nibalego stracił dziś 6 sekund, ale problemy Michaela Woodsa (Cannondale-Drapac) pozwoliły mu na awans na 8. miejsce. Plasujący się bezpośrednio przed nim Fabio Aru (Astana) i David de la Cruz (Quick-Step Floors) nie wyglądają najlepiej, co na kolejnych etapach zwiastować może dalszy marsz "Księgowego" po podium.

Dzień nie należał do łatwych, wiało. Znowu wspinaczka kosztowała sporo energii, więc zobaczymy jak będę czuł się jutro. Widok Chrisa z tyłu grupki to normalne, to nie znaczy, że on się źle czuje, on po prostu kontroluje. Może nie rozegrałem końcówki i straciłem kilka sekund, ale to był dobry etap

- analizował "El Pistolero".

Contador, wytrawny animator szalonych akcji na trasach Grand Tourów, doskonale wie, że alianse z zawodnikami walczącymi o czołowe lokaty to nie to samo co współpraca z mniejszymi rybami, które pomogą mu gdy po defekcie pod koła kłody rzucać będzie zespół Astana. To nie jazda w imię paniberyjskiej solidarności, gdy w trudnym momencie zmianę dadzą mu Hiszpanie, Portugalczycy czy byli koledzy z ekipy, dla których możliwość pomocy campeonowi to naturalna reakcja w sytuacji gdy w grę nie wchodzi interes ich własnej ekipy.

Nie zawieram aliansów z żadnym zawodnikiem, z żadną ekipą. Jadę swój wyścig, jak już powstaje grupa, to patrzę czy mam z kimś wspólny interes

- mówił po szaleńczej gonitwie na początku trzeciego tygodnia ubiegłorocznej Vuelty, gdy do spółki z Nairo Quintaną w kłopoty wpędzał Froome'a i Chavesa.

Kończący karierę 34-latek wie, że w jego wypadku sojusze zawiązują się doraźnie.

Współpraca z Nibalim? Sojusze się zawiązują lub nie, nie jest to łatwe. Obaj próbowaliśmy, na tym podjeździe musieliśmy ruszyć. Na ostatnim kilometrze dałem chyba o dwie zmiany za dużo, co było błędem. Wszyscy byli u kresu sił

- ocenił Hiszpan.

Gonitwę na Aramon Formigal doskonale pamięta prowadzący dziś w wyścigu Froome - etap ten kosztował go zwycięstwo w klasyfikacji generalnej wyścigu. Lider Team Sky dziś jechał swoje i nie przestraszył się wczesnych ataków wyprowadzanych przez Hiszpanów, Kolumbijczyków i Włocha.

To był niebezpieczny etap, w przeszłości na podobnych etapach mieliśmy prawdziwe fajerwerki

- tłumaczył.

Myślę, że to był dla nas fantastyczny etap. Chłopaki nie spanikowali gdy do ataku ruszyli tacy zawodnicy jak Chaves, Nibali czy Contador. Nie panikowaliśmy, jechaliśmy razem, trzymaliśmy równe tempo i myślę, że możemy być zadowoleni z tego jak poszło.

fot. Unipublic/Luis Angel Gómez

Formacja Sky, podobnie jak w dniach poprzednich, nie miała nic przeciwko powodzeniu ucieczki. Kolarze w czarnych koszulkach zainteresowani są jedynie dowiezieniem swojego lidera w czerwonej koszulce do Madrytu i pilnowaniem jego najgroźniejszych rywali.

Jechaliśmy dziś mając na uwadze trudy niedzielnego etapu. Chłopaki oszczędzali trochę nogę, nie pracowali aż tyle. Jutro bardzo ważny etap, krótko i wybuchowo.

O ile Froome nie zamierzał ryzykować, wszystko na jedną kartę postawili Chaves i Lopez. Kolumbijska młodzież szarżowała na ostatnich kilometrach, ale powodzeniem zakończyła się tylko akcja kolarza Astany, który dzięki bonifikacie nadrobił 6 sekund nad Nibalim, 10 nad Froomem oraz 16 sekund nad Contadorem.

To mogło być moje drugie zwycięstwo, zabrakło kilku sekund by złapać ucieczkę. Pojedziemy krok po kroku. Mam dobre odczucia, nogi kręcą dobrze, a ponieważ na początku roku miałem sporo problemów związanych z kontuzją, teraz jestem chyba najbardziej wypoczętym zawodnikiem spośród faworytów

- komentował drugi na kresce "Superman".

Wysiłek rodaka pochwalił jego przeciwnik z australijskiej grupy.

Zaatakowałem około 3-4 kilometry przed metą. Rano oglądałem wideo z podjazdu i wiedziałem, że to najtrudniejsza partia. Po tym ataku przyszło mi jednak zapłacić za wysiłek i straciłem czas. Najlepiej taktycznie rozegrał to Miguel Angel Lopez. Taką taktykę sugerował mi też Stevo [Neil Stephens, dyrektor sportowy], ale nie posłuchałem, poszedłem na czuja

- przyznał niski Kolumbijczyk.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: