Vuelta a Espana 2017: Paweł Poljański: "Wiedziałem, że muszę uważać na Marczyńskiego"

Paweł Poljański

Nie ma zwycięstwa, ale jest przełamanie pewnej bariery. Paweł Poljański drugim miejscem na szóstym etapie Vuelta a Espana pokazał swój duży potencjał.

27-letni zawodnik od czterech sezonów, najpierw w Saxo Bank/Tinkoff, a teraz Bora-hansgrohe, pracuje na sukcesy Rafała Majki. Kilka razy miał możliwość pojechania na własne konto, ale 9. miejsce w Int. Österreich-Rundfahrt (2015) czy 20. w Tour of Romadnie (2016) nie mogło satysfakcjonować.

Dziś znalazł się w ponad 30-osobowej ucieczce dnia, a po ostatnim podjeździe, pozostał z przodu z Tomaszem Marczyńskim (Lotto Soudal) i Enrico Masem (Quick-Step Floors). Trójka utrzymała prowadzenie do końcowej prostej w Sagunto, gdzie nie sprostał na finiszu swojemu rodakowi.

Poljański za metą był zadowolony, ale daleki od euforii.

Po czterodniowych problemach żołądkowych dziś poczułem się tak dobrze, że mogłem na nowo jechać z najlepszymi. CeCe [Benedetti] bardzo mi pomógł, z jego wsparciem było znacznie łatwiej w ucieczce kontrolować sytuację. Na ostatnim podjeździe czułem moc, dlatego postanowiłem ruszyć do ofensywy. Na ostatnich 20 kilometrach jechałem ile bozia dała, nasza przewaga wynosiła zaledwie 30 sekund. Może dałem z siebie zbyt wiele, nie wiem, ale przecież nie jestem szybkim kolarzem. Wiedziałem, że muszę uważać na Marczyńskiego, ale na finiszu był nie do pokonania. Wynik jest świetny, jednak przyjechaliśmy tu po zwycięstwo, dlatego wciąż będziemy próbować

- zaznaczył w bojowym nastroju.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: