O trzech takich z zaawansowaną cyklozą

Cyklomaniacy

Spotykamy się na torze. Właśnie kończą się Torowe Mistrzostwa Polski na tandemach. Można powiedzieć, że chłopaki dorabiają tu po godzinach. Towarzyszą ścigającym się słabowidzącym lub niewidomym jako ich piloci. Tu nie ma przypadkowych ludzi. Pilotami często bywają medaliści olimpijscy.

Po zawodach zawsze dużo się dzieje. Trzeba zebrać sprzęt, coś odkręcić, coś dokręcić. Wszyscy ruszają się wolniej niż zwykle, wysiłek – jak zawsze – był duży. Wciąż rozmawiają o rowerach. Przełożenia, koła, taktyka. Dyskutują, co robili inni. Nie możemy jeszcze zacząć rozmawiać, muszą teraz zjeść. Wreszcie siadamy wygodnie. Trochę znamy się już z zawodów, ale tak naprawdę to rozmawiamy po raz pierwszy.

– Kim wy w ogóle jesteście?

– Krzysztof Wolski, prowadzę firmę transportową.

– Adam Marciniak, jestem kurierem.

Łukasz jeszcze nie dotarł, ale kiedy już będzie, opowie o swoim gabinecie odnowy biologicznej, który prowadzi z żoną.

– Panowie, jak to jest? Jesteście dorośli, macie rodziny, obowiązki… Jak to się stało, że jedziecie startować w Mistrzostwach Świata? Dodam, że nie po raz pierwszy. Kiedyś byli zawodnikami. Reprezentowali Polskę w kolarstwie torowym.

Krzysiek: Znamy się od dwudziestu pięciu lat. Społem Łódź, do którego należeliśmy swego czasu, był kolarską potęgą. Jeździli w nim medaliści olimpijscy, mieliśmy od kogo się uczyć. Ale potem przyszły zmiany i klub nie miał pieniędzy, a na jeżdżenie za darmo nikogo nie było stać.
Adam: Człowiek kończy szkołę i musi iść do pracy. Życie.

– Kiedy to było?

Adam przestał się ścigać w dziewięćdziesiątym szóstym. Krzysiek pojeździł jeszcze dwa lata. Najdłużej został Łukasz, ale w końcu i jego dopadły obowiązki.

– W takim razie jak to się stało, że tu rozmawiamy?

Adam: Jakieś 5 lat temu wracałem z rodziną skądś tam, nie pamiętam. Miałem ze sobą starego górala i zostałem, żeby się jeszcze przejechać. Pojechałem dawną trasą, gdzie kiedyś trenowaliśmy. Wszystko zagrało: ciepłe popołudnie, wiatr w plecy, ale przede wszystkim ten sam zapach kwiatów, który tu był piętnaście lat temu. Po sześćdziesięciu kilometrach przejechanych w klapkach ledwo żył. Postanowił coś zmienić. Wtedy sobie nie wyobrażałem, jak mógłbym dodać jeszcze treningi do mojego dnia pracy. Wracałem do domu tak zmęczony, że nie miałem siły podnieść kanapki, żeby ją zjeść. Najpierw się parę razy zmusiłem, a teraz, gdy trenuję, mam więcej energii niż wtedy.

Krzyśkowi ktoś doniósł, że Adam wrócił do jeżdżenia, więc któregoś dnia zapukał do jego drzwi. I tak się zaczęło.

– Masz 35 lat, patrzysz w lustro, na to, jak się zapuściłeś, i coś w tobie pęka.

Łukasz: Zanim zacząłem jeździć rowerem, nie miałem czasu na nic. Teraz, kiedy się w to zaangażowałem, znalezienie czasu na trening przychodzi z wielką łatwością. Szukasz sposobu, żeby się udało. Tu pojadę na skróty, makaron sobie przygotuję wcześniej. Wszystko się temu podporządkowuje. Przestałem palić papierosy, chodzić na melanże. Żona się zaangażowała, też ma swój rower. Jest fanką Sagana.

Łukasz przyznaje, że ma łatwiej, ponieważ zatrudnia pracowników.

– Jak odstawię córkę do szkoły, mogę pójść na trening. Akurat kiedy skończę, to ją odbieram, potem lekcje, nauka – wiadomo.

Krzysiek: Najbardziej dostaje się naszym rodzinom. Na treningi poświęcamy od dwóch do czterech godzin dziennie – wtedy nie ma nas w domu. To nie jest łatwe. Ale są też takie momenty – jesteśmy u rodziców, cała rodzinka, jemy obiad, a w telewizji mistrzostwa świata i komentator mówi o nas, że też startowaliśmy. Jest duma, rodzina też się cieszy.

Adam: Gdyby nie sport, moglibyśmy teraz stać w kolejce do przychodni. Mamy prawie po 40 lat, to już jest ten wiek, kiedy człowiek zaczyna odczuwać różne rzeczy. Nie każde dziecko na pytanie “co robi twój tata?” może powiedzieć, że jest na mistrzostwach świata.

Wracamy do tegorocznych planów:

– Jak to się stało, że znów chcecie jechać na Mistrzostwa Świata Masters w kolarstwie torowym?

Adam: Kiedy zaczęliśmy jeździć, okazało się, że doświadczenie, które mamy (Krzysiek i Łukasz chodzili do szkoły mistrzostwa sportowego) przydaje się. Jeździliśmy szybko, wygrywaliśmy zawody w Polsce i tak padł pomysł pojechania na nasze pierwsze Mistrzostwa do Manchesteru.

Krzysiek: Te mistrzostwa były takie na wariata.

Łukasz: Adam był przeziębiony. Leżał cały czas z gorączką i wstawał tylko na starty. Cały czas faszerowaliśmy go witaminą C.

Adam: My już wtedy wiedzieliśmy, że to nie było to, ale jak to się mówi, trzeba zapłacić frycowe. I tak do pierwszego miejsca brakowało nam niewiele ponad sekundę, a już w tym roku odrobiliśmy pół sekundy. Czas, który wykręciliśmy wtedy, po raz pierwszy nie dał medalu. Wiemy, że to nie było wszystko, na co nas stać.

Krzysiek: Zajęliśmy czwarte miejsce, to nas naprawdę wkurzyło. Dlatego od razu wiedzieliśmy, że będziemy chcieli to poprawić. Nakręciliśmy się.

– Opowiedzcie trochę o samych zawodach.

Krzysiek: To jest doświadczenie – pod każdym względem. Głowy nam się kręciły dookoła, nie wiedzieliśmy w którą stronę patrzeć.

Adam: Wchodzimy na tor, a tam trzystu chłopa i nikt się nie rozgrzewa. Teraz tak się robi. Jesteśmy w tyle, nie ma co ukrywać. Sprzętowo i doświadczeniem. Oni mają własne ligi mastersów. Co dwa tygodnie zawody. Mają gdzie trenować. U nas raz w roku są Mistrzostwa Polski. Tam przyjeżdżają tacy zawodnicy, że ja bym sobie z nimi chciał zdjęcie zrobić, a co dopiero stanąć na starcie, nawet jeśli mnie facet rozgromił.

– Po co to robicie? Co wam to daje? Całe to kolarstwo.

– Satysfakcję.

– Odpoczynek psychiczny.

– Radość z życia.

Łukasz: Jest w Łodzi taki pan, ma 82 lata. Szczupły, zadbany, uśmiechnięty. On ma taką radość w oczach, bo to po oczach właśnie widać. Niedawno zdobył Mistrzostwo Polski w jeździe indywidualnej na czas i w parach. On ciągle jeździ po 50-80 kilometrów dziennie. Taka starość mi się marzy.

Adam: To, co widzieliśmy w Manchesterze, jest niemożliwe. Wyścig drużynowy kobiet w kategorii 60-70 lat. Tam było z 8 grup! Babcie, prababcie robią tempówki na rolkach. Jeszcze wiele lat jeżdżenia przed nami.

Życzę im tego. Jak ich tak słucham, zastanawiam się nad swoja codziennością. Oni nie jeżdżą po prostu na rowerze. To godziny wysiłku i analiz. Poprawek i ponownego wysiłku. Wyrzeczeń i z pewnością wyrzutów sumienia. Adam jest specjalistą od cyferek.

– Na jakich przełożeniach jechaliśmy? Łukasz – 52/14, ja – 50/13, Krzysiek – 51/13. Ale to się ciągle zmienia.

Na torze trenują na 56/12.

Adam potrafi przed pracą wyjść na szosę i przejechać 100 kilometrów, a pracę zaczyna o 7 rano. A Krzysiek zimą robił po 100 kilometrów na torze. Łukasz kupił sobie w tym roku nowy rower i wygrywa większość okolicznych ustawek. Jest rasowym sprinterem z sercem górala. Pomimo celowania z formą w październik każdy z nich zgarnął koszulkę torowego Mistrza Polski już na początku czerwca.

Co może ich powstrzymać? Wiadomo – finanse. Sprzęt kosztuje, a sponsorami są oni sami. “Sprzętem się dzielimy. Moja kierownica jest teraz na Mistrzostwach Europy”. “Za start w tandemach zdobywamy nagrody, potem inwestujemy je w rowery”. “Zawsze czegoś brakuje”.

Ja im kibicuję. Kiedy przechadzają się po torze w Łodzi podczas zawodów, nowi mówią o nich: „to ci, co wszystko zgarniają”, „nie ma na nich mocnych”, „czasami to aż strach podejść i zagadać, żeby się nie ośmieszyć” – a tu okazuje się, że to są zupełnie normalne chłopaki.

Tak więc, jeśli kiedyś zapuka do waszych drzwi kurier TNT z przesyłką, przyjrzyjcie mu się dobrze, to może być akurat Mistrz Polski w sprincie.

Chłopaków można wesprzeć na pomagam.pl/cyklomaniacy

nadesłała Dorota Rajska / velodame.pl

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. FilipO

    19 sierpnia 2017, 12:58 o 12:58

    " a tam trzystu chłopa i nikt się nie rozgrzewa" - dlaczego nikt się nie rozgrzewa? To jest ciekawe ;).

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: