Tour de France 2017. Ostatni taniec Contadora?

Alberto Contador w akcji

Alberto Contador jedzie swój być może ostatni Tour de France. Wygrać nie wygra, ale przegrać zamierza po walce. I to na swoich warunkach.

Michael Gogl będzie miał co opowiadać młodym adeptom kolarstwa w Austrii. Debiutujący w Tour de France 23-latek na 17. etapie został wysłany do ucieczki dnia i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie rola powierzona austriackiemu żółtodziobowi przez kierownictwo grupy Trek-Segafredo.

Gogl w czołówce czuć się mógł pewnie, mając u boku wyjadaczy takich jak filigranowego Kolumbijczyka Jarlinsona Pantano i holenderską fregatę Bauke Mollemę. Celem tercetu nie było jednak etapowe zwycięstwo w Alpach, a niecierpliwe oglądanie się przez ramię i nasłuchiwanie komunikatów w radiu.

Oczekiwanie dla Gogla skończyło się po 64 kilometrach, na Col de la Croix de Fer, gdy za jego plecami wyrosła smukła sylwetka Alberto Contadora. Tańczący w pedałach Hiszpan złapał koło młodszego kolegi i przez chwilę odpoczywał by znów odpalić silniki i na szczycie wspinaczki zameldować się nie tylko wśród uciekinierów, ale i z najlepszym czasem w historii wspinaczki.

To był olbrzymi wysiłek. Ucieczka miała pięć minut przewagi, musiałem mocno naciskać na pedały. Powiedziałem Nairo [Quintanie], żeby jechał ze mną, ale on nie dał rady. Potem, na Galibier, było sporo ataków, a ja zapłaciłem za swoją akcję. Pojechałem podjazd [Croix de Fer] na maksimum swoich możliwości i potem dało się to we znaki. Szkoda, nie pozostało wiele możliwości by walczyć o zwycięstwo. Czuję się dobrze, chcę walczyć, ale w tegorocznym Tourze miałem za dużo kłopotów

- komentował "El Pistolero".

Contador trzeci tydzień "Wielkiej Pętli" mógł rozpocząć poza pierwszą dziesiątką, bez formy i szczęścia pozwalającego na walkę o najwyższe lokaty, ale nie bez werwy do walki. Podkreślający od kilku sezonów, że styl jazdy jest równie ważny jak wyniki, 34-latek po raz kolejny animował zmagania i przyciągał kibiców przed telewizory swoim stylem jazdy i brakiem specjalnej kalkulacji.

Szarża Hiszpana impet straciła na Col du Galibier. Podobnie jak w 2011 roku, alpejska przełęcz zmogła wspinacza z Pinto, a lider Trek-Segafredo musiał oddać pole młodszym zawodnikom i przed szczytem został wchłonięty przez grupkę faworytów.

Nie dałem rady wygrać. To był cel, cóż, taki jest sport. Zbyt dużo kilometrów kręciłem sam, gdybym załapał się do pierwszej ucieczki, nie miałbym problemów. Przeskakiwanie sporo kosztowało

- dodał.

"El Pistolero", który przed trzecim tygodniem zapowiedział, że będzie się starał się wygrać jeden z alpejskich odcinków, jutro otrzyma na to ostatnią szansę. Po 17 etapach lider Trek-Segafredo zajmuje 9. miejsce w klasyfikacji ogólnej i do znajdujących się na podium zawodników traci blisko 7 minut.

Czy to jednak pożegnanie Contadora z "Wielką Pętlą"? Uznawany za jednego z najlepszych grandtourowców swojej epoki, Hiszpan na trasie "Wielkiej Pętli" nie zwojował nic od pamiętnego 2010 roku - zwycięstwa odebranego mu przez dyskwalifikację za złamanie przepisów antydopingowych. Powroty "El Pistolero" do Francji co roku rozgrzewały kibiców i zapełniały kolumny gazetowe, ale Contadorowi nigdy nie udało się wspiąć na szczyt. Na przeszkodzie stawały kraksy (2014 i 2016), a jeśli Hiszpan w jednym kawałku dojeżdżał do Paryża, to jego forma nie wystarczała by walczyć o podium lub etapowe zwycięstwo (2013, 2015).

Przyszłość Contadora nie jest jasna, a sam zawodnik i jego ekipa nie chcą tematu podejmować w czasie wyścigu. Pytany przez nas o kontrakt na 2018 roku manager amerykańskiego zespołu, Luca Guercilena, odpowiedział wymijająco, że rozmowy się toczą, zaznaczając równocześnie, że na stole jest kilka opcji.

Hiszpan, który z końcem sezonu miał zakończyć karierę, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, ale wśród czynników warunkujących dalszą współpracę z amerykańską ekipą ma pojawiać się życzenie sponsora. Firma Segafredo chce podobno by "El Pistolero" wystąpił w przyszłorocznym Giro d'Italia, o czym przed kamerami telewizji "NOS" wspomniał ostatnio dyrektor sportowy Steven de Jongh. Taki wariant wykluczałby start w Tourze, a przynajmniej start z jakąkolwiek myślą o czołowych miejscach.

Contador, który już wcześniej podawał różne daty odejścia z zawodowego peletonu, wątpliwości rozwieje zapewne dopiero po hiszpańskiej Vuelcie. Pewne jest jednak, że jutro, na alpejskich przełęczach, próbował będzie jeszcze raz. Tak jakby jechał swój ostatni Tour.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

8 Comments

  1. Mati

    19 lipca 2017, 23:41 o 23:41

    Froome może wygrał więcej razy TDF ale nigdy nie zrobił nic co by mnie zachwyciło. Kolarstwo jest jak Formuła 1. Możesz być najlepszym kierowcą ale i tak 90% zależy od zespołu. Tak tez jest ze SKY i Froomem. Contador to obecnie jedyny kolarz który w pojedynke potrafił wygrywać wyścigi.

    • Krzyś

      20 lipca 2017, 08:55 o 08:55

      Mati to przypomnij sobie ostatnie Giro gdzie nie jaki Tom mając zespół dużo słabszy niż Alberto zdobył róż. Zespół pomaga, daje więcej możliwości rozegrania etapu ale nie jest konieczny do wygrania Tour-u.

  2. cHarlie

    20 lipca 2017, 00:20 o 00:20

    Contador chyba zaatakował na Żelaznym Krzyżu, żeby na Telegrafie zatelegrafować do rodziny, że atakuje.

  3. Mati

    20 lipca 2017, 11:16 o 11:16

    Krzyś zgadza się, Tom w tym roku pokazał klasę. Jednak brakuje u niego tego błysku i ataku w górach, a nie uszykujemy sie takie etapy zapadają w pamięci. Wiedział że musi dojechać do czasówki bo tam miał ogromną przewagę nad każdym.

  4. MGR

    20 lipca 2017, 12:01 o 12:01

    Tegoroczne Giro to był jeden z najsłabiej obsadzonych wyścigów w historii i trudno o wyciąganie z niego wniosków. Tam błyszczeli ci, których na TdF nie ma, a są inni, dużo lepsi od tych z Giro.

    • Bayard

      20 lipca 2017, 12:35 o 12:35

      Zgadzam się z MGR. Pomimo, że to setna edycja, to obsada nie powalała na kolana. Uran w takiej formie jak teraz rozniósłby Toma w górach. To samo Bardet czy Froome.

      • EP

        20 lipca 2017, 13:39 o 13:39

        Chyba nie znacie się za bardzo na kolarstwie.Strategia wynikała z trasy a ta w Giro była kilka razy cięższa niż w Tourze.Nie było fajerwerków ale gdyby Wielka Pętla miała tak ciężką trasę to też by była pasywna jazda.Na etapie pod Blockhaus tylko Froome by miał szansę pokonać Quintanę który ten podjazd pojechał prawie jak Alpe d Huez z 2015.Sama obsada była lepsza od tej z 2016,2015 czy 2014 więc nie rozumiem czemu piszesz takie bzdury.Zresztą zobaczysz na Vuelcie czy Uran z Bardetem są mocniejsi od Dumoulina czy Nibalego.Ja jakoś nie jestem co do tego przekonany.

        • as

          20 lipca 2017, 14:11 o 14:11

          Daj spokój, ten MGR to troll, pisze takie bzdury pod każdym artykułem i liczy, na to że ktoś się da wciągnąć w dyskusję. Nie karm trolla.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: