Tour de France 2017. Burghardt: "nie możemy przecież tylko wjeżdżać"

Marcus Burghardt

Tegoroczny Tour de France zakończył się dla jednego z faworytów, Richiego Porte'a (BMC Racing), na zjeździe z Mont du Chat. Dan Martin skrytykował w tym kontekście organizatorów wyścigu.

Irlandczyk z drużyny Quick Step nie był w stanie minąć swojego kolegi z Tasmanii, w konsekwencji czego uderzył w niego.

Padało, było mokro, droga była bardzo śliska. Myślę, że organizatorzy dostali to, co chcieli. Na asfalcie leżało dużo piachu, zjazd był bardzo techniczny

– powiedział Martin w rozmowie z "Cyclingnews".

Inny Martin, Tony Martin, podziela to stanowisko.

Gdyby organizatorzy myśleli trochę o zdrowiu zawodników, można by sobie oszczędzić podobne zjazdy. Ale trzeba też dodać, że swoje zrobiła również pogoda

– stwierdził kolarz Katusha-Alpecin. Paryska L’Equipe nazwała trasę niedzielnego etapu „bezwzględną”.

Zmieniła się mentalność zawodników. Dziesięć lat temu w takiej sytuacji nikt nie atakowałby na zjeździe

– dodał John Degenkolb (Trek-Segafredo).

Marcus Burghardt (Bora-hansgrohe) sądzi jednak, że kierownictwo Touru nie ponosi odpowiedzialności za kraksy.

Wypadki się zawsze zdarzają. Nie można przecież cały czas wjeżdżać, trzeba też zjeżdżać. Być może lepiej byłoby usytuować  metę na górze, abyśmy następnie nie zjeżdżali. Ale co zrobisz? Takie rzeczy mogą się wydarzyć wszędzie. Jasne, zjeżdżałem w gruppetto, niezbyt szybko, lecz według mnie zjazd nie był super techniczny. Było co prawda kilka ostrych zakrętów, ale świetnie je było widać

– mówił.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: