Transmisja "na żywo" od kuchni

Studio reżysera transmisji na żywo

Kolarstwo to jeden z tych sportów, w których rywalizację lepiej śledzi się na ekranie telewizora. Przyglądamy się jak powstaje telewizyjna transmisja z wyścigu.

Transmisje telewizyjne z wyścigów zrewolucjonizowały kolarstwo. W czasach gdy dominującym mediami była prasa i radio zaledwie garstka osób mogła śledzić wyścig naprawdę na żywo. Śledzący zmagania reporterzy mieli więc pełną swobodę w kreowaniu obrazu wyścigu. Opisywane przez nich wydarzenia nie zawsze miały miejsce, a jeszcze częściej ubarwione były kwiecistymi opisami i porównaniami. Wysiłki pierwszych kolarskich dziennikarzy przedstawiające sport tamtych czasów do dziś pozostają częścią kolarskiego folkloru i mitologii. Wraz z wprowadzeniem relacji telewizyjnych niemal każdy mógł zobaczyć jak rozgrywane się kolarskie wyścigi. Dla wielu prawdziwym szokiem było to, że kolarstwo ma naprawdę niewiele wspólnego z opisami mistrzów słowa, których czytali i słuchali do tej pory.

Czasy, gdy wyścig śledziły pojedyncze kamery już dawno minęły. Dziś kibic na kanapie chce widzieć wszystko, a postęp technologiczny i telewizja ochoczo mu w tym pomagają. Relacje w jakości HD, nagrania z niewielkich kamer umieszczonych na rowerach zawodników czy wyświetlane na żywo tętno albo prędkość, to dzisiaj nic wielkiego. Jednak za tym, co dziś bierzemy za oczywiste, stoi cały sztab ludzi i mnóstwo sprzętu. Oglądane przez nas ujęcia są organizacyjnym i technologicznym majstersztykiem. Przyjrzyjmy się zatem, co musi się wydarzyć, zanim piękny alpejski krajobraz albo zabójczy atak na zjeździe trafi do naszych telewizorów.

Podczas pierwszego etapu tegorocznego Tour de Suisse żar lał się z nieba. Niewielkie miasteczko nad wodami jeziora Zugsee na weekend znalazło się w centrum kolarskiego świata. Ulice zostały udekorowane, kramy rozłożone, autobusy drużyn zaparkowane, scenografie rozłożone a tuż przy nich teren odgrodzony dla telewizji. To właśnie tam zmierzam po załatwieniu wszystkich spraw z kolarzami. Etap rozgrywa się leniwie, kibice i rodziny z dziećmi posilają się albo biorą udział w konkursach organizowanych przed sponsorów wyścigu. Transmisja telewizyjna jeszcze się nie rozpoczęła, ale w telewizyjnym "obozowisku" praca wre. Moim przewodnikiem jest Lino, rzecznik prasowy działu sportowego szwajcarskiej telewizji.

Gdy ja liczyłem na szybkie zwiedzanie i kilka zdjęć, ku mojemu zaskoczeniu mój opiekun jest gotowy spełnić każdą moją prośbę. Zaczynamy od szybkiego obejścia stanowisk telewizyjnych. Po odgrodzonym od publiczności i zastawionym ciężarówkami obszarze kręcą się wciąż techniczni, którzy albo to sprawdzają setki metrów kabli, albo rozkładają kolejne. Na parkingu stoją ciężarówki pełne dodatkowych kabli i innego sprzętu, samochody obsługi, kilka samochodów dostawczych, ale przede wszystkim 4 pojazdy krytyczne dla całego przedsięwzięcia. Pierwszy z nich to przyczepa, w której dochodzi od obróbki obrazu, który następnie trafia do kolejnej ciężarówki, gdzie znajduje się stanowisko reżysera, grafików i dźwiękowców. Pomiędzy nimi stoi, ciągle jeszcze złożony, tak zwany "skyworker", czyli wysięgnik z antenami odbierającymi sygnał z helikopterów i samolotu.

Gdy stoimy przy wysięgniku Lino wyciąga planszę, która przedstawia drogę obiegu z kamer od nich samych aż po studio telewizyjne. Tu gdzie właśnie stoimy znajduje się centrum całej produkcji. Sygnał z kamer trafia do tego miejsca kilkoma drogami. Stacjonarne kamery umieszczone na finiszowej prostej przekazują obraz do wozów transmisyjnych bezpośrednio za pomocą kabla. Obraz z czterech znajdujących się na trasie motocykli trafia najpierw do latającego jakieś 8 kilometrów nad ziemią samolotu lub do jednego z helikopterów, a dopiero potem jest przekazywany dalej do anten na szczycie "skyworkera". Obraz z obu krążących nad peletonem śmigłowców trafia również najpierw do samolotu. Wszystkie anteny, zarówno te zamontowane na szczycie wysięgnika, jak i te na poszczególnych motocyklach, helikopterach czy samolocie wyposażone są w automatyczne silniki, które ustawiają je w kierunku najsilniejszego sygnału.

Zanim wejdziemy do kolejnych z wozów transmisyjnych idziemy na stanowiska komentatorów znajdujące się tuż finałowej kresce. Żar lejący się z nieba jest dla wielu ciężki do zniesienia na dworze, ale wewnątrz naczepy, w której pracują sprawozdawcy duchota jest nie do zniesienia. Każda wersja językowa szwajcarskiej telewizji ma tu swoje własne stanowisko i dwójkę komentatorów. Ot, uroki kraju z kilkoma urzędowymi językami. Na każdym stanowisku znajduje się niewielki ekran telewizyjny, słuchawki z mikrofonem, komputery przenośne, a także konsola która pozwala przełączać się pomiędzy nasłuchem różnych kanałów - od producentów po radio wyścigu.

Z naczepy komentatorów zmierzamy na spotkanie z producentem transmisji. Sergio Gerosa ma przeszło 14 lat doświadczenia w produkcji Tour de Suisse. Dziarski pan wita się ze mną i zabiera mnie do pierwszego wozu, gdzie płynący z kamer obraz ulega obróbce i ujednoliceniu. Producent zaczyna mi tłumaczyć co dokładnie dzieje się z obrazem, gdy szybkim krokiem podchodzi do niego inny członek ekipy. Relacja na żywo już trwa i właśnie zdarzyło się coś, co wymaga uwagi samego producenta. Rolę gospodarza szybko przejmuje szef tego wozu Francesc Zihlman.

Do jego wozu trafia obraz ze wszystkich kamer, które rejestrują wyścig, a zadaniem załogi jest dołożenie wszelkich starań by obraz był zawsze jednolity. Sygnał pochodzi z różnych kamer znajdujących się w różnych miejscach na trasie ale zawsze musi mieć ten sam kontrast czy nasycenie kolorem. jednym słowem musi być jednolity, bo jeżeli pomiędzy obrazem z różnych kamer wystąpią różnice, widz będzie miał wrażenie, że ogląda zupełnie różne imprezy. Realizatorzy w tym wozie mają również możliwość radiowego kontaktu z motocyklistami i helikopterami. Starają się jednak nie nadużywać tego przywileju, ponieważ motocykliści i tak cały czas słuchają radia wyścigu i komend od reżysera.

Współpracownicy Francesca śledzą również na bieżąco pozycję wszystkich kamer i mogą z wyprzedzeniem reagować, jeśli widzą, że może dojść do zakłócenia sygnału przez na przykład tunel. Realizatorzy Tour de Suisse z tunelami mają bardzo wiele pozytywnych doświadczeń. Po raz pierwszy transmitowali wyścig z tunelu już w 2006 roku, a dwa lata później pomogli zastosować tę samą technologię podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie gdzie peleton również przejeżdżał przez tunel. W tym roku w drodze na lodowiec w Sölden kolarze mieli do pokonania niemal 2 kilometrowy tunel. Dzięki innowacyjności widzowie mogli zobaczyć nie tylko światełko w tunelu, ale również to, co działo się podczas przejazdu.

Dopieszczony sygnał trafia do kolejnego wozu, gdzie znajduje się reżyserka, pokój dźwiękowców i stanowisko pracy grafików. Reżyserem relacji z Wyścigu dookoła Szwajcarii jest Armin Frankhauser. Siwy pan oglądający wyścig na kilkunastu ekranach decyduje o tym, co i kiedy zobaczymy na naszych telewizorach. Najpierw powiadamia przez radio operatora danej kamery, że za chwilę będzie częścią relacji, a potem przełącza obraz jednym przyciskiem. I tak co chwilę "Moto 4... und... top!". W pewnym momencie na ekranie pojawia się grafika z prowizoryczną klasyfikacją górską. Niestety nie współgra ona za bardzo z kadrem kamery, więc reżyser prosi kamerzystę by uniósł kamerę nieco wyżej. I od razu wszystko jest jak trzeba.

Po wyjściu z reżyserki żegnam się z Lino i idę zobaczyć finisz. Na żywo.

Kamerzysta przy rampie startowej

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. kolarz

    27 czerwca 2017, 10:39 o 10:39

    Dla kontrastu i porównania, pokażcie jak to robi nasza TVP 😉

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: