Giro d'Italia 2017. Dillier: "powinienem podziękować Gilbertowi za to, że go tu nie ma"

Silvan Dillier

Wjeżdżając na metę 6. etapu 100. edycji Giro d'Italia jako pierwszy, Silvan Dillier (BMC Racing Team) odniósł największy sukces w swojej karierze. 

Szwajcar rozpoczął dzień łapiąc się do pięcioosobowej ucieczki, która zawiązała się kilka kilometrów po starcie ostrym. Wraz z nim w czołówce kręcili również Mads Pedersen, Jasper Stuyven (obaj Trek-Segafredo), Simone Andreetta (Bardiani CSF) i Lukas Pöstlberger (Bora-hansgrohe). Momentami ich przewaga wynosiła dziewięć minut, a podczas drugiej połowy odcinka, gdy zawiał silniejszy wiatr, ci mogli skutecznie bronić się przez pościgiem i dojechać na metę przed peletonem.

W sprincie z niewielkiej grupki, w skład której weszli również Stuyven i Pöstlberger, najlepszy okazał się właśnie 26-letni Dillier, który na prowadzącej pod górę drodze przyspieszył w idealnym momencie.

Nie wiem jak pokonałem Stuyvena, wspaniałego sprintera, ale gdy kończymy na podjeździe mam moc i mogę wrzucić większą tarczę. Starałem się uwierzyć w siebie i znaleźć więcej energii, aby zafiniszować. Dla mnie to najważniejsze zwycięstwo, póki co

- powiedział pochodzący z Baden kolarz BMC Racing Team.

Powinienem podziękować Gilbertowi za to, że go tu nie ma, choć wiem, że ostatnio nie ma łatwo

- dodał w rozmowie z portalem Cyclingnews w odniesieniu do swojego byłego kolegi drużynowego.

Drugie miejsce zajął właśnie Jasper Stuyven. Belg w końcówce musiał dyktować tempo, gdyż był uważany za najszybszego kolarza w czołówce. Jego koła dzielnie trzymał się Dillier, a gdy ten ruszył, kolarz Trek-Segafredo mógł tylko kontrować. Nie udało się, do zwycięstwa zabrakło mu kilkunastu centymetrów.

Jestem zmęczony i bardzo, bardzo rozczarowany dzisiejszym wynikiem. Nie często mam takie okazje, muszę je wykorzystywać, a dziś tego nie zrobiłem

- stwierdził w rozmowie z portalem Cycling Weekly, kończąc wypowiedź niecenzuralnym słowem.

Podium domknął Lukas Pöstlberger. Triumfator pierwszego etapu tegorocznego "Corsa Rosa" nie był w stanie rozpocząć własnego sprintu, gdy ruszyli dwaj pozostali zawodnicy i zrezygnował z walki o jak najlepsze miejsce, kończąc etap na trzeciej lokacie.

Spróbowałem i trafiłem do ucieczki. W końcówce wiedziałem, że powinienem przyspieszyć jako pierwszy ale po dwustu kilometrach na czele nie wiesz, jak mocne są twoje nogi. Moje dziś nie były aż tak dobre jak powinny, dlatego zająłem trzecie miejsce, co i tak mnie cieszy. Nadal będę walczył, czuję jeszcze siłę pochodzącą od różowej koszulki, a Giro jeszcze się nie skończyło

- zapowiedział Austriak.

Koszulkę lidera skutecznie obronił Bob Jungels (Quick Step-Floors). Jak sam tłumaczy, żaden z uciekinierów nie stanowił dla niego zagrożenia, dlatego pozwolono im na dojechanie do mety przed główną grupą.

To była idealna sytuacja i wierzyliśmy, że im się uda zebrać bonifikaty. W peletonie musiałem tylko pilnować konkurentów, co mi się udało. Póki co, to świetny wyścig - mamy różową, białą i cyklamenową koszulkę i nadal zamierzamy się z tego cieszyć. Liczę, że utrzymam koszulkę aż do niedzielnego etapu prowadzącego na Blockhaus, który będzie dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Na szczęście potem, po dniu przerwy, jest czasówka, gdzie będę mógł nadrobić ewentualne straty

- stwierdził 24-latek.

Jutrzejszy, siódmy etap 100. edycji Giro d'Italia jest płaski i liczy sobie 224 kilometry, prowadząc z Castrovillari do Alberobello. Na zawodników czeka tylko jedna premia górska czwartej kategorii i niełatwa końcówka - na ostatnim kilometrze zawodników czekają dwa zakręty w prawo, w tym jeden ostry, a końcowe metry prowadzą po łuku, co może utrudnić zadanie źle ustawionym sprinterom.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: