La Fleche Wallonne 2017. Valverde: "ten wyścig jest stworzony dla mnie"

Alejandro Valverde i Anna van der Breggen

Alejandro Valverde po raz piąty w swojej karierze jako pierwszy wjechał na Mur de Huy, zostając triumfatorem 81. edycji Fleche Wallonne. 

"Balaverde" po raz kolejny zaatakował na ostatnich metrach "Chemin des Chapelles" i uzyskał niewielką przewagę nad pozostałymi zawodnikami. Nie roztrwonił jej i po raz piąty w tym sezonie mógł się cieszyć ze zwycięstwa w wyścigu.

Sukces zawdzięczam przekonaniu o własnej sile i nieustającemu wsparciu ekipy. Miałem dużo szacunku dla swoich rywali, ale wiedziałem, że jestem w dobrej kondycji i musiałem to wykorzystać. Wierzyłem, że uda się ponownie wygrać i dlatego koledzy pracowali już od pierwszego kilometra. Szczerze mówiąc, chyba ten wyścig jest stworzony dla mnie

- powiedział 36-latek z Murcji.

Kolejnym celem Valverde na najbliższe dni jest dobry wynik w Liege-Bastogne-Liege, a więc w wyścigu, w którym triumfował w 2006, 2008 i 2015 roku. Hiszpan zastrzegł jednak, że wszystko będzie zależało od jego dyspozycji w dniu rywalizacji.

Zobaczę jak będę się czuł w niedzielę. Bardzo lubię tę imprezę, gdyż w końcu wygrałem w niej trzy razy, a ponadto jestem w dobrej formie. Obecnie priorytetem jest jednak radość z dzisiejszego wyniku. Potem pomyślę, co dalej

- stwierdził kolarz Movistar Team.

Jako drugi na metę przyjechał Daniel Martin, powtarzając swoje osiągnięcie z 2014 roku. Irlandczyk popisał się niezłym finiszem na ostatnich, bardziej płaskich metrach rywalizacji, wyprzedzając większość rywali, z wyjątkiem Valverde.

Chyba muszę poczekać, aż Alejandro odejdzie na emeryturę. Wtedy dopiero wygram w "Strzale"

- zażartował kolarz Quick-Step Floors.

Dzisiejsza rywalizacja była dziwna, wiało mocno w twarz, więc prędkość była niewielka. Duża liczba podjazdów w końcówce doprowadziła też do niepewności. Podczas wyścigu chcieliśmy podkręcić tempo a potem wysłaliśmy do przodu Boba Jungela. Sam byłem spokojny i wiedziałem, że mogę zyskać w końcówce ale nie mogłem usiąść na kole Alejandro. Jego siła jest potężna.

Jestem dumny, że przegrałem z kimś takim jak Valverde, ale trzecie podium bez zwycięstwa nieco boli

- podkreślił 30-letni zwycięzca Tour de Pologne z 2011 roku.

Trzecie miejsce niespodziewanie zajął Dylan Teuns. Młody, 25-letni kolarz z Diest jechał na kole "Balaverde" podczas finałowej wspinaczki i był w stanie dotrzymać mu tempa, lecz nie mógł skontrować jego ataku. Mimo wszystko, dzięki mocnej wspinaczce, kolarz BMC załapał się na najniższy stopień podium tegorocznej Fleche Wallonne. Po raz pierwszy w swojej karierze ukończył wyścig z cyklu UCI World Tour w czołowej "trójce".

Byłem spokojny, aż do ostatnich dwóch, trzech kilometrów. Na Mur de Huy trzeba jechać na dobrej pozycji, najlepiej z przodu i po prostu jechać jak najszybciej pod górę. W końcówce nie musieliśmy gonić bo z przodu był Alessandro De Marchi

- opisał końcówkę Teuns.

Widziałem na żywo zwycięstwo Philippe'a Gilberta w 2011 roku i spróbowałem atakować w tym samym miejscu co on, lecz zablokowali mnie Michał Kwiatkowski i Sergio Henao. Czułem, że to był właściwy moment. Potem, wiedząc, że głównym faworytem jest Valverde, siadłem mu na koło i próbowałem jechać za nim. Zostałem jednak na długość roweru i musiałem jechać sam aż do końca. Nogi bolą

- dodał Flandryjczyk.

Najwyżej sklasyfikowanym Polakiem był Michał Kwiatkowski, który ukończył "Walońską Strzałę" na 7. miejscu. Mistrz świata z 2014 roku przystąpił do finałowej wspinaczki na dobrej pozycji, lecz nie wystarczyło to do zajęcia wyższej lokaty.

Na Mur de Huy zawsze się pocimy i w tym roku nie było zmiłuj. Nie pokonaliśmy Alejandro, ale razem z Sergio [Henao] jesteśmy dumni z pracy ekipy, zwłaszcza w końcówce. Byliśmy wysoko aż to końca i to się liczy przed Liege-Bastogne-Liege. Dziękuję wszystkim za wsparcie

- powiedział Torunianin.

Na trasie widoczna była koszulka mistrza Polski Rafała Majki. Kolarz Bora-hansgrohe zajął 29. miejsce z 35-sekundową stratą do zwycięzcy.

Po miesięcznej przerwie od ścigania nie liczyłem na wiele, ale jestem miło zaskoczony swoją dyspozycją. Na krótkich i dynamicznych górach nieco mi brakuje, ale nie mogę narzekać na swoją formę w tym momencie sezonu. Liege-Bastogne-Liege będzie mi bardziej odpowiadało ze względu na najcięższy profil ze wszystkich ardeńskich klasyków.

4 komentarzy

  1. Andrzej Łabacki

    19 kwietnia 2017, 17:43 o 17:43

    Brawo.

  2. Patryk Ćwiertnia

    19 kwietnia 2017, 17:49 o 17:49

    znalazł sposób na ciągłe wygrywanie wyścigu - kolarze go nienawidzą; sprawdź jaki!

  3. cHarlie

    20 kwietnia 2017, 22:34 o 22:34

    Nic by im nie dało siadanie na kole Valde Verdego, mogliby co najwyżej doznać otarć naskórka okolicy pośladków.

Dodaj komentarz