Daniel - odzież kolarska

Były kolarz Team Sky przyznał się do wstrzykiwania sobie witamin

Brytyjczyk Joshua Edmondson przed kamerami stacji "BBC" przyznał się do złamania regulacji antydopingowych podczas swojego pobytu w Team Sky.

24-latek, który w brytyjskiej ekipie spędził sezony 2013 i 2014, miał zostać nakryty na wstrzykiwaniu sobie mieszanki witamin w połowie 2014 roku, łamiąc tym samym zakaz robienia zastrzyków bez medycznego powodu.

Edmondson w wywiadzie z "BBC" przyznał, że o swoich kłopotach nie powiedział wcześniej nikomu w zespole, z obawy przed negatywną reakcją. Brytyjczyk twierdzi także, że sprawa zastrzyków została zamieciona pod dywan przez kierownictwo zespołu.

Wersję tę podważa ówczesny szef sztabu medycznego, doktor Steve Peters, który wyjaśnia, że incydent nie został zgłoszony z dwóch powodów. Raz, że Edmondson miał wtedy zaprzeczyć robieniu zastrzyków (co oznaczało złamanie zespołowych regulacji, nie zasad antydopingowych), a dwa, że zespół na pierwszym miejscu postawić miał troskę o stan psychiczny zawodnika.

Edmondson przyznał też, że podczas Tour of Britain 2013 otrzymał od lekarza spoza ekipy silny środek przeciwbólowy tramadol. Lek miał stosować dłużej, co doprowadzić miało go do stanów depresyjnych.

W rozmowie z "BBC" Edmondson opowiedział o sytuacji, która doprowadziła go do złamania zakazu robienia zastrzyków.

Po pierwsze, chciałem przedłużyć kontrakt. Po drugie, chyba najważniejsze, nie chciałem nikogo zawieść. Ten zespół dał mi szansę, pozwolił mi wystartować w Grand Tourze. Przed wyjazdem do Austrii pojechałem do Włoch by kupić witaminy. Przywiozłem je do Nicei razem z zestawem do robienia zastrzyków. Kupiłem karnitynę, kwas foliowy, dwa inne suplementy i witaminę B12. Wstrzykiwałem to dwa-trzy razy w tygodniu, karnitynę częściej, szczególnie kiedy chciałem zrzucić wagę

- tłumaczył.

Zakupione przez Edmondsona środki są legalne, ale od 2011 roku kolarzy obowiązuje zakaz robienia zastrzyków, chyba że wymaga tego sytuacja medyczna.

To niesamowicie deprymujące. Siedziałem w pokoju w obcym kraju i w nocy się nakłuwałem. To było dziwne, to nie jest coś, co przychodzi łatwo. Robiłem to, bo czułem, że jest mi to potrzebne. To był mój sposób nadrabiania bez dopingu. Będą tacy, co pomyślą, że to szary obszar i że po to jest zakaz zastrzyków, ale sportowcy przez lata wstrzykiwali sobie witaminy. To taka alternatywa dla dopingu. To nie to samo. Jeśli bierzesz doping, dużo zyskasz. Witaminy po prostu "odświeżają" to co robisz na czysto

- mówił.

Według materiału brytyjskiej stacji, konspiracja Brytyjczyka skończyła się podczas Tour de Pologne, gdy środki w jego pokoju znalazł kolega z zespołu, zrobił ich zdjęcia i przekazał kierownictwu zespołu. Po incydencie doktor Peters miał rozmawiać z Edmondsonem.

Całkowicie się posypał. Zadałem mu kilka pytań, kilka rzeczy naprawdę mnie zaniepokoiło. Był w bardzo stresującej sytuacji, zdawał sobie sprawę, że jego pozycja w zespole jest zagrożona. Zabraliśmy fiolki, tylko jedna była otwarta, reszta była zalakowana. To były witaminy, które można kupić legalnie w aptece. Spytałem: "dlaczego w ten sposób?". On stwierdził, że nie zrobił zastrzyku, bo nie wiedział jak go zrobić

- wspomina były lekarz Team Sky, także przepytywany przez "BBC".

Z wypowiedzi lekarza wynika, że choć Peters miał zastrzeżenia co do prawdomówności kolarza, ekipa, po konsultacji ze sztabem prawnym, nie zgłosiła incydentu Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI). Peters w wywiadzie twierdzi, że na pierwszym miejscu postawił dobro zawodnika i jego zdrowie psychiczne, argumentując, że pchnięcie sprawy na formalne tory mogłoby zaszkodzić i tak już mającemu problemy kolarzowi.

Mogliśmy to zgłosić. Mogliśmy podjąć inną decyzję. Myślę, że z punktu widzenia bezpieczeństwa zawodnika, istniało spore ryzyko, że chłopak się złamie. Dlatego podtrzymuję swoją decyzję

- stwierdził Peters.

Nie uważam, że on próbował oszukiwać. To była paniczna reakcja. Podejmował złe decyzje, nie był w najlepszym stanie, więc w moim odczuciu najpierw powinniśmy byli pomóc mu, a potem zabierać się za tę sprawę. Pchnięcie tego na formalne tory mogłoby mu poważnie zaszkodzić.

Lekarz zaprzeczył jakoby cała sprawa została zamieciona pod dywan.

Nie twierdzę, że nie powinniśmy byli tego zgłosić. Musieliśmy podjąć decyzję i nie było to łatwe. Nikt z nas nie czuł się z tym komfortowo, było sporo dyskusji na ten temat. Jedyne co mogliśmy powiedzieć, to że naruszył nasze wewnętrzne zasady [posiadanie strzykawki i igły]. W kwestii zasad UCI, nie naruszył ich, gdyż w momencie konfrontacji powiedział, że zastrzyków nie robił, bo nie wiedział jak używać igły.

Jeżdżący dziś w kontynentalnej grupie NFTO Edmondson twierdzi, że sprawa została zatuszowana. Brytyjczyk nie otrzymał prolongaty kontraktu z zespołem na sezon 2015, a ekipa w wydanym wtedy oświadczeniu jako powód podała "słabą komunikatywność i brak profesjonalizmu".

To oznaczałoby dla nich większe kłopoty. Musieliby publicznie powiedzieć, że dzieciak się kłuł. Kłucie jest źle postrzegane. To nie były zabronione substancje, ale użycie igły jest wbrew zasadom.

Sprawa Edmondsona to kolejna plama na wizerunku Team Sky. Brytyjska ekipa od jesieni 2016 roku regularnie trafia na czołówki mediów, tym razem nie w kontekście zwycięstw, a zaniedbań i dopingowych oskarżeń. Po tym, jak Daily Mail ujawnił, że w czerwcu 2011 roku pracownik British Cycling i Team Sky - Simon Cope - przewiózł z Manchesteru do francuskiego kurortu La Toussuire tajemniczą paczuszkę. Jej zawartość miał znać doktor Richard Freeman, który podać ją miał Bradleyowi Wigginsowi po ostatnim etapie Criterium du Dauphine. Szefostwo zespołu Sky długo nie potrafiło odpowiedzieć na pytania zainteresowanych sprawą dziennikarzy, a Brailsford miał nawet próbować wpływać na jednego z reporterów.

W świetle ujawnionych wcześniej przez rosyjskich hakerów dokumentów medycznych, z których wynika, że Wiggins w latach 2011, 2012 i 2013 otrzymał wyłączenia dla celów terapeutycznych (TUE) na kortykosteroid triamcynolon, sprawa nabrała rozgłosu. Śledztwo wszczęła UKAD, a bohaterowie afery stanęli przed parlamentarną komisją, która zajmuje się badanie zjawiska dopingu w sporcie. Dopiero przed nią Brailsford powiedział, że w paczce znajdować się miał tani lek wykrztuśny fluimucil, co jednak, w świetle mało przejrzystych wyjaśnień, nie przekonało członków parlamentu.

Co więcej, w 2014 roku były kolarz Team Sky, Michael Barry, twierdził, że w zespole w latach 2010-12 rozdawano tramadol, a informacje te pośrednio potwierdził Jonathan Tiernan-Locke, według którego lek administrowano w brytyjskiej reprezentacji podczas mistrzostw świata w 2012 roku.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

4 Comments

  1. Władysław Dar

    17 marca 2017, 13:20 o 13:20

    Ilu o tym nie mówi...

  2. Szymon Malmon

    17 marca 2017, 18:03 o 18:03

    Cale Sky to przekret

  3. Hermenegilda Wagner

    17 marca 2017, 19:16 o 19:16

  4. jacek

    17 marca 2017, 22:07 o 22:07

    Któregoś pięknego dnia ktoś puści takiego bąka, że nie da się już udawać, że nic nie czuć. Team Sky to taki Us Postal bis, też później Dave, Krzysiek i Brad będą gardłować, że musieli bo oczekiwano wyników.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: