Bez nich peleton będzie inny

Na kogo trzeba uważać w kolarskim peletonie Anno 2017, to już wiemy. Kogo już jednak nie ujrzymy, bo zakończył swoją zawodową karierę? Subiektywny wybór.

Fabian Cancellara: 35-letniego Szwajcara nie trzeba przedstawiać, bo „Spartakus” stał się już prawdziwą legendą. Niczym filmowy „Gladiator”. Cancellara żegna się będąc na samym szczycie. W swoim ostatnim występie wygrał złoty medal olimpijski na czas. Przez szesnaście lat był postrachem innych: na czas, w klasykach, na etapach wielkich tourów. Bo Cancellara to marka sama w sobie. Kurcze, już  tęsknimy.

Pierrick Fedrigo: pamiętacie tego Francuza, który uciekał i atakował na Tour de France stając się jednym z bohaterów potomków Asteriksa i Obeliksa? W wieku 38 lat były zawodnik Fortuneo-Vital Concept nie był w stanie powtórzyć osiągnięć z czasów w Credit Agricole, Bouygues Telecom oraz FDJ, czyli czterech etapów Touru czy triumfu w GP Plouay (2008).

fot. Kare Dehlie Thorstad / ASO

Jean-Christophe Peraud: rodak Fedrigo to był kozak. Mając 37 lat zajął drugie miejsce w Grand boucle, na kolarstwie szosowym w pełni skoncentrował się dopiero w 2010 roku. Związał się początkowo z Omega Pharma-Lotto, potem trafił do Ag2r, gdzie już pozostał. Wcześniej Peraud specjalizował się w MTB. W zeszłym i tym roku doskwierały mu kontuzje.

fot. Kuba Zimoch / rowery.org

Gianni Meersman: decyzja Belga zaskoczyła niejednego z nas. 31-latek, dwukrotny zwycięzca etapowy tegorocznej (!) Vuelta a Espana zawiesza buty na kołku. Dlaczego? Przez szwankujące zdrowie. Okazało się, że serce Meersmana nie do końca pracuje tak, jak powinno. Kontrakt, jaki podpisał z Fortuneo-Vital Concept , stracił ważność. Meersman od 2013 roku reprezentował Etixx.

Linus Gerdemann: jeden z trzech Niemców na liście. Zamieszany niegdyś w tzw. aferę fryburską 34-latek uważany był kiedyś za gwiazdę, za następcę Jana Ullricha. W 2007 roku wygrał etap Touru, na jeden dzień zdobył maillot jaune. Jeździł dla T-Mobile/Columbia, Milram, RadioShack, MTN-Qhubeka, w 2015 roku był w składzie Cult Energy, a w 2016 w Stölting. W 2015 roku przesądził jeszcze na swoją korzyść generalkę Tour de Luxembourg.

Fabian Wegmann: jedyny do tej pory Niemiec, który został królem gór w Giro d’Italia (2004). Razem z Gerdemannem jeździł ostatnio dla Cult i St­ölting, wcześniej dla Gerolsteiner, gdzie zaczynał, Milram, Leopard oraz Garmin. W 2005 roku wygrał etap Tour de Pologne do Szklarskiej Poręby, był trzykrotnym mistrzem kraju, jego ulubiony wyścig to Amstel Gold Race oraz Giro di Lombardia.

fot. Paumer/Kåre Dehlie Thorstad

Dominik Nerz: początki Nerza w zawodowym peletonie były całkiem, całkiem. Po rocznym epizodzie w Milram podpisał umowę z Liquigasem, potem z BMC Racing, by przez ostatnie dwa lata ścigać się dla Bora-Argon 18. Na koncie ma etap w Giro del Trentino czy czternaste miejsce we Vuelcie (2013). Na przeszkodzie stanęły mu jednak problemy zdrowotne.

Bartosz Huzarski: kolega Nerza z Bory. „Huzara” wszyscy znamy, nie trzeba o nim pisać. Tyleko tyle: zasłynął m.in. z tego, że był wierny. Kilka lat w Action Piotra Kosmali, kilka lat we włoskim ISD, kilka lat w NetAppie. Huzarski miał poniekąd pecha. Zawsze waleczny, zawsze rozważony, pan profesor, zaliczył wszystkie wielkie toury, choć nigdy nie reprezentował worldtourowego zespołu. Wszystkiego dobrego Bartek, w Sobótce dzieje się i będzie się działo.

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

Tomasz Kiendyś: piszę z pamięci, ale Kiendyś jest chyba współrekordzistą, jeśli chodzi o ilość triumfów w Grodach. Jego cała kolarska kariera związana jest z jednym teamem: CCC w różnych jego odsłonach. Pochodzący ze Szprotawy zawodnik był jedyną konstantą w grupie. Inni przychodzili, odchodzili, on był zawsze na miejscu.

Peter Velits: ojoj, Słowak miał być wielki. Nie jakiś tam Peter Sagan, tylko właśnie Velits, jeden z braci. W 2010 roku był drugi w Vuelta a Espana, przyszłość stała dla niego otworem. Stało się inaczej: zamiast sukcesów przyszła flauta. Po trzech przeciętnych sezonach w BMC Racing 31-latek powiedział „do widzenia”.

Oliver Zaugg: ciężko to sobie wyobrazić, ale Szwajcar ma już 35 lat. Swoją wędrówkę rozpoczął od słynnego Saunier Duval, potem przyszedł czas na Gerolsteiner, Liquigas, RadioShack, Tinkoff, a ostatnio IAM Cycling, który został rozwiązany. Również z tego powodu Zaugg podjął taką, a nie inną decyzję. W pamięć zapadł kibicom przede wszystkim z doskonałej jazdy w 2011 roku, kiedy wygrał Lombardię. Dobry góral, świetny pomocnik.

Johan Vansummeren: 2011, Paryż-Roubaix – zwycięstwo Belga. Niespodziewanie, bardzo niespodziewanie. Inni się patrzyli na siebie, za siebie, przed siebie, a Vansummeren odjechał. Cztery lata wcześniej tak samo niespodziewanie zwyciężył w naszym Tour de Pologne. 35-latek ścigał się m.in. dla Lotto, Garminu, ostatnio dla Ag2r. W 2015 roku zdiagnozowano u Vansummerena arytmię.

fot. QCF/Paumer/Kåre Dehlie Thorstad

Fränk Schleck: piętnaście lat spędził w peletonie, dłużej niż brat Andy, który już po sezonie 2014 przeszedł na emeryturę. Fränkie był najlepszy w Tour de Suisse (2010), Amstel Gold Race (2006), dwóch etapach Touru. Wskoczył też na najniższy stopień podium „Wielkiej Pętli” (2011). Rok później wpadł na substancji tuszującej doping, został na rok zawieszony. Od 2012 roku w RadioShack/Trek, wcześniej przez długie lata u Bjarne Riisa i jeden rok we własnym projekcie Leopard.

Joaquim Rodriguez: znakomity kolarz, który choć był wysoko, choć był blisko, nigdy nie mógł się cieszyć z wiktorii w trzytygodniówce. „Purito” miał zakończyć karierę po Igrzyskach Olimpijskich w Rio, Katusha poniekąd zmusiła go do startu w kilku jesiennych imprezach. 37-latek następnie, co było niespodzianką, wylądował w Bahrain-Merida, gdzie miał się niby nadal ścigać. Ostatecznie stanęło na tym, że Hiszpan zostanie dyrektorem sportowym. Po ONCE i Saunier Duval zakładał koszulkę Caisse d’Epargne. Jest wicemistrzem świata z Florencji (2013), wygrywał Fleche Wallonne i dwukrotnie Lombardię, wygrywał etapy wszystkich wielkich tourów, lądował na podium wszystkich wielkich tourów. Zabrakło jedynie pierwszego miejsca.

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

Bradley Wiggins: pierwszy brytyjski zwycięzca Touru. Po wiosennej kampanii w 2015 roku opuścił Sky przechodząc do własnego zespołu Wiggins, gdzie miał się skoncentrować na torze. Cel: Rio. 36-letni „Wiggo” startował jednak nadal i na szosie. Po brazylijskiej olimpiadzie mówił o kontynuowaniu kariery. Potem jednak wybuchła afera w związku z TUE oraz tajemniczą przesyłką w trakcie Dauphine Libere (2011). Rekordzista świata w jeździe godzinnej postanowił więc poświęcić więcej czasu swojej rodzinie.

fot. ASO/P.Ballet