British Cycling nie wie, co było w tzw. „paczce Wigginsa”

Szef British Cycling nie był w stanie potwierdzić, że w tzw. „paczce Wigginsa” znajdował się środek fluimucil, twierdzi brytyjski dziennik „Daily Mail”.

Bob Howden, który przed świętami odpowiadał na pytania przed Komisją Kultury, Mediów i Sportu brytyjskiej Izby Gmin, został przez parlamentarzystów zobowiązany do dokonania inspekcji archiwum federacji i wraz z lekarzem związku sprawdzenia, czy w paczce, która stała się źródłem skandalu wokół ekipy Sky, istotnie znajdowały się leki wydane przez personel British Cycling.

Tzw. „paczka Wigginsa” to koperta o nieznanej zawartości, którą w czerwcu 2011 roku z Manchesteru do francuskiego La Toussuire przewiózł pracownik zarówno British Cycling, jak i Team SkySimon Cope. Paczka adresowana była do lekarza zespołu Sky – Richarda Freemana. Sprawa wywołała kolejny skandal wokół ekipy Sky i jej ówczesnego lidera Bradleya Wigginsa, gdyż nieco wcześniej światło dzienne ujrzały dokumenty potwierdzające uzyskanie pozwoleń na stosowanie silnego leku antyalergicznego przez Brytyjczyka przed Tour de France (2011 i 2012) oraz Giro d’Italia (2013). Tajemnicza paczka i brak odpowiedzi na pytania o nią ze strony zespołu sprawił, że sprawą zajęli się śledczy z Brytyjskiej Agencji Antydopingowej (UKAD).

Howden, który podczas przesłuchania wyjaśnił, że nie prowadził wewnętrznego dochodzenia w sprawie, gdyż zabroniła mu prowadząca śledztwo Brytyjska Agencja Antydopingowa (UKAD), teraz miał oświadczyć, że nie był w stanie sprawdzić archiwum wydanych środków, gdyż te zabezpieczyli śledczy UKADu.

Według zeznań szefa Team Sky Dave’a Brailsforda, paczka zawierać miała lek mukolityczny fluimucil, który Cope zabrał przy okazji podróży do Francji, gdzie pomagać miał ekipie w logistyce. Manager zespołu nie był w stanie udowodnić tego przed parlamentarną komisją. Howden, który nie był w stanie sprawdzić archiwum działu medycznego, przychylił się do tej wersji.

Problem w tym, że fluimucil to lek nielicencjonowany w Anglii, za to powszechnie dostępny we Francji, a zatem wydatek 600 funtów na jego dostarczenie na odległość ponad 1500 kilometrów zakrawa na ekstrawagancję. Dodatkowo, według zeznań Shane’a Suttona, Cope wracał do Anglii tego samego dnia, co kłóci się z wersją, że miał pomagać w logistyce przed obozem treningowym. Podczas rozmowy z komisją Brailsford nie był także w stanie wyjaśnić, dlaczego proste wyjaśnienia w sprawie złożył dopiero przed jej obliczem, a nie w odpowiedzi na pytania dziennikarzy.

Całą sprawę w październiku 2016 roku ujawnił „Daily Mail”, po tym jak szefostwo Sky przez dwa tygodnie nie było w stanie wyjaśnić co zawierała koperta. Jak się później okazało, zespołowi zależało na niepublikowaniu historii, do czego nakłaniać miał dziennikarza sam Brailsford. Brytyjska ekipa na przestrzeni ostatnich tygodni nie przedstawiła jasnych wyjaśniań, a zmieniające się wersje wydarzeń sprawiły, że sprawa trafiła z czołówek mediów do brytyjskiego parlamentu, w którym jedna z komisji zajmuje się zjawiskiem dopingu w sporcie. W sprawie śledztwo prowadzi też Brytyjska Agencja Antydopingowa.

Końca sprawy póki co nie widać – UKAD nie zakończyła jeszcze śledztwa, natomiast w powietrzu wisi kolejne zebranie parlamentarnej komisji, gdyż parlamentarzyści mają kolejne pytania do Dave’a Brailsforda.

banner