Biało-czerwone pocztówki sezonu 2016

Przegląd występów najlepszych polskich szosowców w dobiegającym końca roku 2016.

Finiszuje rok kalendarzowy, zakończył się kolarski sezon 2016. U jego progu trzymaliśmy się wszyscy nadziei na sukcesy polskiego kolarstwa. Oczekiwania, jak to u kibiców, były wielkie, a jak sprawy się miały w zderzeniu z twardą rzeczywistością?

Zanim przejdziemy w wir przygotowań do startu nowego sezonu, zanim zaczną interesować nas trasy i transmisje z wyścigów, na których w 2017 roku zobaczymy polskich zawodników i zawodniczki, obok ogólnych podsumowań szosowego sezonu w najważniejszych imprezach globu, przyglądamy się występom najlepszych polskich zawodników i zawodniczek na szosach Europy i świata.

W nieco pocztówkowej formie przypomnijmy więc sukcesy wyróżniających się polskich zawodników i zawodniczek.

Rafał Majka

fot. ASO/P.Ballet

Kolarz z Zegartowic ma za sobą udany sezon. Walczył skutecznie, osiągając wiekopomne wyniki.

Wiosennym celem Majki był Giro d'Italia. Zawodnik Tinkoff nie przyjechał do Włoch w topowej formie, mimo to dzielnie trzymał się faworytów, jechał ekonomicznie i inteligentnie. W trzecim tygodniu  zabrakło mu nieco sił, ale własne tempo na alpejskich przełęczach pozwoliło ograniczyć straty do minimum. Nagrodą było 5. miejsce w Turynie, najwyższe w historii polskiego kolarstwa na trasie Giro d'Italia.

Rafał po krótkim odpoczynku i treningach w górach na chwilę wyskoczył do kraju. W Świdnicy w wielkim stylu zdobył tytuł mistrza Polski i w koszulce z orzełkiem pojechał prostu na Tour de France. Tam miał pomagać Alberto Contadorowi, ale Hiszpan poturbowany i chory wycofał się jak niepyszny. Polak dostał wolną ręką i znakomicie wykorzystał okazję, zdobywając po raz drugi koszulkę najlepszego górala wyścigu.  Znowu mogliśmy zobaczyć Polaka na podium w Paryżu. Zabrakło tylko wisienki na torcie. Etap, o który wytrwale walczył na niemal każdym górskim odcinku, przeszedł koło nosa, choć jak sam Majka przyznawał - priorytet miała koszulka w grochy.

Dwa tygodnie po Tourze przyszedł największy sukces w sezonie - olimpijski brąz. Kilka kilometrów przed metą Majka jechał po złoto, z przewagą 20 sekund. Gdy w goniącej grupie przebudzili się Greg van Avermaet i Jakob Fuglsang, wierzyć nie przestaliśmy, niestety siła dwóch na jednego okazał się zbyt wielka. Niemniej pierwszy indywidualny medal olimpijski w kolarstwie szosowym dla Polski od czasów Czesława Langa (1980) oraz pierwszy w epoce profi stał się faktem.

Po igrzyskach Rafał potwierdził transfer do Bora-Hansgrohe. W niemieckim zespole będzie liderem na 104. Tour de France. Oby nawiązał walkę z najmocniejszymi. Stać go na to.

Katarzyna Niewiadoma

fot. Paweł Gadzała/rowery.org

Sezon 2016 to wybuch talentu 22-letniej kolarki z Ochotnicy. Kasia udowodniła, że może już walczyć jak równy z równym ze ścisłą czołówką kobiecego peletonu.

Pierwszy sukces zanotowała już w marcu, gdy zajęła drugie miejsce w kobiecym Strade Bianche, a kilka dni później wygrała klasyk Ronde van Gelderland, atakując w końcówce. Następne zwycięstwo, po wielokilometrowej solowej akcji, zanotowała w prestiżowej etapówce Grand Prix Elsy Jacobs. Nie zwolniała tempa na Giro del Trentino Alto Adige, wygrywając jeden etap i cały wyścig. Zwycięską passę kontynuowała na mistrzostwach Polski w Świdnicy, gdzie sięgnęła po złote medale w jeździe indywidualnej na czas i wyścigu ze startu wspólnego, zaś lipcowy tour Giro Rosa zakończyła siódmym miejscem, zdobywając przy tym koszulkę najlepszej młodej zawodniczki.  

Rozczarowaniem dla samej Niewiadomej był wyścig olimpijski ze startu wspólnego, zakończony na szóstej pozycji. Twierdziła, że stać ją było na medal, co w tak młodym wieku nie udało się nikomu od 1984 roku. "Niepowodzenie" z Rio częściowo powetowała sobie na mistrzostwach Europy - w Plumelec zdobyła srebrny medal w elicie oraz złoto wśród młodzieży. 

Mistrzostwa Europy.. Niezapomniany start, wspaniała i mega mocna drużyna 🇵🇱❤️ Dziękuję dziękuję!!!!

A post shared by Katarzyna Kasia Niewiadoma (@kasianiewiadoma94) on

Dodatkowo Kasia wygrała klasyfikację młodzieżową inauguracyjnego WorldTouru kobiet, wyraźnie wyprzedzając pozostałe rywalki. Była zdecydowanym liderem grupy naszych eksportowych dziewcząt, ale w jednym przebiła ją Eugenia Bujak. Urodzona w litewskim Landwarowie kolarka słoweńskiej drużyny BTC City Ljubljana została pierwszą Polką, która wygrała wyścig WorldTour, sierpniowy klasyk GP de Plouay-Bretagne. Tour de l’Ardeche był już popisem całej reprezentacji, ukoronowany dwoma etapami Katarzyny Pawłowskiej.

Michał Kwiatkowski

fot. Unipublic/Graham Watson

Cóż, ostatni sezon Michała Kwiatkowskiego rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Trafiło się wartościowe zwycięstwo, ale i również starty o których każdy kibic chciałby szybko zapomnieć. I przede wszystkim, Torunianina prześladowały liczne kłopoty zdrowotne.

Początek był obiecujący - dwa drugie miejsca, w Trofeo Andratx i Trofeo Serra de Tramuntana, ostra walka o podium w Tirreno-Adriatico, no a potem popisowy triumf w E3 Harelbeke, gdzie "Kwiato" pokonał sprintem mistrza świata, Petera Sagana.

Ardeńskie klasyki, do których przygotowywał się wiosną Michał, zakończyły się klęską, a potem przyszło lato, które złej karty początkowo nie odwróciło. Na Tour de France nie pojechał, bo dostał zapalenia krtani, zwolnione w kalendarzu miejsce wypełnił Tour de Pologne. I kiedy wydawało się, że były mistrz świata nabiera rozpędu, w Rzeszowie niespodziewanie zajął trzecie miejsce, poobijał się podczas deszczowego etapu do Zakopanego. Wyścig ukończył, ale na dalekim miejscu.

O swojej wielkiej klasie całemu światu Kwiatkowski przypomniał w Rio de Janeiro. Podczas olimpijskiego wyścigu ze startu wspólnego ruszył do ucieczki i pedałował w niej grubo ponad połowę wyścigu, tylko po to by w kluczowym momencie posłużyć jako stacja przekaźnikowa dla Rafała Majki. Właśnie ta akcja pozwoliła liderowi polskiej drużyny cieszyć się na Copacabanie z brązowego medalu. W jeździe indywidualnej na czas zajął 14. miejsce. Ta specjalność nie była mocna strona Kwiatkowskiego w sezonie 2016, choć i tu trafiła się 3. lokata w prologu Tour de Romandie.

Jesienna Vuelta a Espana przyniosła zwycięstwo. Co prawda w jeździe drużynowej na czas, razem z ekipą Sky, ale jednak zwycięstwo. A drugiego dnia wyścigu, dzięki czwartemu miejscu na etapie, Michał został pierwszym polskim kolarzem, który założył koszulkę lidera hiszpańskiego wielkiego touru. Niestety stracił ją następnego popołudnia, gubiąc minuty na ostrej ściance do mety. Swoje kolejne grosze wtrącił ponownie pech, gdy na szóstym etapie Kwiatkowski upadł, a dzień później przegrał z bólem pleców, wycofując się z dalszej rywalizacji. 

W nowym sezonie "Kwiatkowi" przede wszystkim należy życzyć dobrego zdrowia. Wyniki przyjdą za tym same.

Maciej Bodnar

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

Pisząc o Macieju Bodnarze, trzeba mieć na uwadze jedno - rzadko ma okazję walczyć dla siebie, ponieważ pozostaje w dyspozycji Petera Sagana. Jednak w tym roku, oprócz wspierania Słowaka, kolarz z Oławy miewał okazje do jazdy dla siebie. I kilka razy je wykorzystał.

Popularny "Bodi" rozpoczął sezon w Argentynie, później prowadził swojego lidera przez trudy wiosennych wyścigów. O sobie najlepszy sposób przypomniał podczas Trzy Dni de Panne, gdzie wygrał czasówkę, pokonując m.in. późniejszego mistrza świata Tony'ego Martina. Niestety kraksa podczas treningu, zakończona złamaniem szczęki, zaprzepaściła przygotowania do Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix. 

Bolesna kontuzja nie załamała Macieja. Szybko odbudował formę i tuż przed Tour de France, na krajowym czempionacie, odzyskał tytuł w jeździe indywidualnej na czas, pokonując o pół minuty Marcina Białobłockiego. Kilkanaście dni później, na "Wielkiej Pętli", zabrakło naprawdę niewiele, aby po akcji całego wyścigu w kwartecie Bodnar-Sagan-Froome-Thomas, Polak odniósł zwycięstwo etapowe

Swoją profesjonalną robotę Bodnar kontynuował na Igrzyskach Olimpijskich w Rio. Najpierw bezpiecznie "przewiózł" Majkę przez odcinki bruku, a w indywidualnej czasówce zajął szóste miejsce, najwyższe w historii polskich startów w tej konkurenci na IO. Kolejny rekord wykręcił na na mistrzostwach Świata. W Katarze "pojedynek z czasem" Bodnar ukończył na najbardziej pechowym, czwartym miejscu. Do medalu zabrakło sześciu sekund. 

W następnym sezonie Bodnar, razem z Saganem i Rafałem Majką, trafi do grupy Bora-Hansgrohe. Wszystko co najlepsze ciągle przed nim.