Podsumowanie sezonu WorldTour 2016: Jesień

W ostatni tydzień roku 2016 zapraszamy na ostatnią część podsumowania najważniejszych wydarzeń kolarskiego sezonu.

Wybranie najbardziej pasjonujących momentów końcówki tegorocznego ścigania było z jednej strony proste, a z drugiej nastręczało trudności w kwestii hierarchizacji. O ile jasno błyszczą triumfy Estebana Chavesa w Il Lombardia czy niespodziewane zwycięstwo Olivera Naesena w Plouay, o tyle ograniczenie Vuelta a Espana do kilku pocztówkowych scen nie przychodzi łatwo po trzech tygodniach dynamicznego ścigania.

O ile więc wszelkie pochwały zebrał już Nairo Quintana, my w kontekście hiszpańskiego Grand Touru wybraliśmy momenty, w których główne role odgrywali inni kolarze.

Jesień zaczynamy więc od niespodzianki we Francji...

Szalony rajd Naesena w Plouay

Wyścig Bretagne Classic – Ouest-France zazwyczaj kończy się finiszem z okrojonej grupy, jednak w tym roku było nieco inaczej. Ściganie, jak to przystało na klasyki, rozpoczęło się od wczesnej ucieczki, która została złapana już na 50 kilometrów przed metą. 

Wtedy na kontrę zdecydowała się trójka w składzie Oliver Naesen (IAM Cycling), Alberto Bettiol (Cannondale-Drapac) i Guillaume Martin (Wanty-Groupe Gobert). Grupka szybko wykorzystała moment stagnacji i wypracowała minutę przewagi, ale w teorii atak pozostawał akcją bez historii, grupką straceńców jadących by pokazać barwy sponsora.

Przed wjazdem na ostatnią rundę ucieczka miała 1 minutę i 13 sekund przewagi. W peletonie piekielne tempo nadawali kolarze Orica BikeExchange, za sprawą czego przewaga malała, ale Bettiolowi i Naesenowi udało się dojechać z zapasem 25 sekund do ostatniej wspinaczki Cote du Ty-Marrec. Dwójce niespodziewanie udało się także utrzymać nieznaczną przewagę aż do samej mety. Najwięcej siły na finisz zachował Belg, dla którego wygrana stała się największym sukcesem w karierze. Bettiol musiał zadowolić się drugim miejscem, ale nie był zmartwiony, gdyż także zapisał życiowy wynik.

Dla Oliviera Naesena to niewątpliwie niezwykle istotne zwycięstwo w karierze. Można powiedzieć, że od tego momentu Belg zmienił swój styl jazdy. Walczący o kontrakt w obliczu rozpadu zespołu IAM Cycling, Belg nie bał się atakować, a to szybko przyniosło rezultaty - m.in. 2. miejsce w Eneco Tour i Tour de l'Eurométropole. 26-latek takimi wynikami zapracował sobie na kontrakt w ekipie AG2R La Mondiale. W kolejnym sezonie będzie musiał potwierdzić swoje umiejętności, a mierzy wysoko, bo jego celem będą Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix.

Mistrz Europy Peter Sagan 

Po zdobyciu po raz piąty w swojej karierze zielonej koszulki dla najlepszego sprintera i wygraniu trzech etapów Tour de France, Peter Sagan w ramach przygotowań do obrony tytułu mistrza świata wystartował w mistrzostwach Europy w Plumelec

Wyścig o tytuł mistrza Europy przebiegał na dość interesującej trasie, jednak żadna z reprezentacji narodowych nie była w stanie wziąć odpowiedzialności za los wyścigu. Mimo wielu akcji i szarpanego tempa doszło do finiszu z peletonu. Trudy ponad 230 kilometrów wytrzymało sześciu zawodników, którzy stanęli do walki o medale. Sagan był jednak poza zasięgiem rywali, na finiszu po medal zmierzał na innej prędkości niż Julian Alaphilippe i Daniel Moreno.

Tym startem Słowak potwierdził, że jest wielkim kolarzem, który potrafi utrzymywać wysoką formę przez cały sezon. Warto wziąć pod uwagę, że był to dla niego start w ramach przygotowań do mistrzostw świata, a nie jeden głównych celów sezonu. Sagan jest nie tylko pierwszym mistrzem Europy na szosie w elicie, ale także pierwszym kolarzem, który tytuł ten zdobył w koszulce mistrza świata. Kolejny rekord, który pobić będzie trudno.

fot. Unipublic/Graham Watson

Vuelta: Quintana przed Froomem, ale Contador broni nie składa

Słabość na Tour de France Nairo Quintana tłumaczył tajemniczymi alergiami. Kolumbijczyk, który w Paryżu zajął (bagatela) trzecie miejsce, w drugiej partii sezonu wysłany został przez Eusebio Unzue na hiszpańską Vuelta a Espana, gdzie okazję miał zrewanżować się zwycięskiemu w lipcu Christopherowi Froome'owi.

26-latek o alergiach w Hiszpanii już nie wspominał i jechał o wiele pewniej. Nadrobił nad Froomem i Alberto Contadorem już na ósmym odcinku, na Alto de la Camperona zyskując pół minuty i obejmując prowadzenie w wyścigu. Dwa dni później, na Lagos de Covadonga, kłopoty miał Froome, a Quintana śmigał po kolejne sekundy i w klasyfikacji generalnej rywali dystansuje już o minutę. Więcej tracił w tym punkcie Contador, który do 15. etapu, kolejnej górskiej przeprawy, przystąpił na 6. miejscu, ze stratą 3:28 do Quintany i ponad 2 minut do drugiego Froome'a.

Contador, wyraźnie bez dawnej mocy, nie zamierzał zadowolić się miejscem poza podium i zrobił to, co robił najlepiej - wziął sprawy w swoje ręce. Na liczącym zaledwie 120 kilometrów 15. etapie wraz z kolegami z drużyny rozbił peleton na trzy grupy już na pierwszych kilometrach, gubiąc po drodze zawodników Orica-BikeExchange i wicelidera Chrisa Froome'a. Hiszpan nie kalkulował, nie oglądał się za siebie, jechał tak, jakby jego życie zależało od czasu, w jakim zatrzyma zegar na szczycie Aramon Formigal.

Quintana, dość osamotniony w tym dziwnym odjeździe, przyczaił się i na zmiany zaczął wychodzić dopiero w końcówce, w dobrze pojętym własnym interesie chcąc zdystansować jak najbardziej tracącego czas Froome'a. Kolumbijczyk wykorzystał pracę Hiszpana i w końcówce odjechał, drugim miejscem na etapie umacniając się na prowadzeniu w klasyfikacji ogólnej i zyskując spory bufor nad Froomem przed nadchodzącą czasówką.

Contador w wyniku całego zamieszania wskoczył na 4. miejsce i znacząco zbliżył się do trzeciego Chavesa. Hiszpan po raz kolejny pokazał, że jego styl jazdy nie zmieni się i nawet mimo braku mocy walczył będzie do upadłego, jeśli tylko dostrzeże szansę wykiwania rywali. Biorąc pod uwagę, że są to jedne z ostatnich występów "El Pistolero", warto zadać sobie pytanie o to, jak jego nieobecność w przyszłości wpłynie na walkę faworytów? Czy Nairo Quintana nadrobiłby tyle czasu nad Froomem bez rozkręcającego całą akcję Hiszpana?

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

Atak Chavesa po podium na Vuelta a Espana

Esteban Chaves był bliski zwycięstwa w Giro d'Italia, niestety na ostatnim górskim etapie złudzeń pozbawił go Vincenzo Nibali. Drugie miejsce to jednak ogromny sukces 26-letniego zawodnika, który mimo młodego wieku połączyć postanowił walkę na trasach dwóch Grand Tourów w jednym sezonie.

26-latek nie przygotował tak wysokiej formy na hiszpański tour jak na majowe Giro, ale mimo to jechał równo i starał się trzymać najlepszych. Przed ostatnim górskim etapem tracił 1 minutę i 11 sekund do trzeciego miejsca na podium, które zajmował Alberto Contador.

Australijska grupa nie zamierzała tak sprawy zostawić i na górskim etapie wyczekała do przedostatniego podjazdu, gdzie dyktować zaczęła mocne tempo i szybko pozbawiła Contadora pomocników. Chaves oczywiście zaatakował, a na drodze do finałowej wspinaczki na Alto de Aitana otrzymał pomoc ze strony pozostającego w ucieczce Damiena Howsona. Zagranie wyszło świetnie - Kolumbijczyk ostatnią trudność rozpoczął 2 minuty przed Contadorem i liderami, którzy nie kwapili się by pomóc mu w pogoni.

Na mecie Kolumbijczyk zameldował się z 1 minutą i 25 sekundami przewagi nad "El Pistolero", co pozwoliło mu wskoczyć na najniższe miejsce na podium. Ten etap pokazał, że Chaves nie boi się ryzyka i jeśli tylko widzi okazję, to na szali może postawić wiele, aby osiągnąć cel. Niewątpliwie jest to cecha wielkich kolarzy, która może mu w przyszłości przysporzyć wiele pięknych zwycięstw, ale także... spektakularnych porażek.

fot. ANSA - Peri / Bazzi

Lombardia dla Chavesa

Podia dwóch Grand Tourów w jednym sezonie i wzrastanie na jednego z najlepszych górali w peletonie to sukces nie tylko filigranowego Estebana Chavesa, ale i nowy rozdział w historii grupy Orica-BikeExchange, która po raz pierwszy stawiać zaczęła na walkę o miejsca w klasyfikacji generalnej Grand Tourów.

Chaves sezon zakończył startami w klasykach, wygrywając Giro dell'Emilia, a do górskiej Il Lombardia przystępując na pozycji jednego z faworytów. To właśnie jego atak na ostatnim poważnym podjeździe pod Stelvino, po 213 kilometrach ścigania, wykrystalizował czołówkę z Rigoberto Uranem, Romainem Bardetem i Diego Rosą - góralami młodego pokolenia. Ruch ten okazał się decydujący i czwórka między sobą rywalizowała o zwycięstwo.

Szarpiący się Rosa zdawał się mieć najwięcej sił i pewnie finiszował, dopiero na kresce ulegając wyskakującemu z trzeciej pozycji Chavesowi. Finisz z grupki to nie do końca styl, w jakim "wyścig spadających liści" wygrywał dwukrotnie inny filigranowy wspinacz - "Purito" Rodriguez - ale na usta ciśnie się nieśmiałe porównanie. Chaves wygraną w monumencie (pierwszą dla Kolumbii) potwierdził, że jest jednym z najlepszych górali w peletonie i oczywistym kandydatem do zwycięstwa w jednym z Wielkich Tourów w przyszłym roku, ale także jednym z najlepszych specjalistów od górskich "ścianek".

Buty to duże, czy 26-latkowi uda się w nie wskoczyć? Rywale z pewnością będą mieli na niego baczenie, ale sensownie prowadzony przez Australijczyków Kolumbijczyk prawdopodobnie wciąż posiada jeszcze spore rezerwy, które może przełożyć na poprawę swoich wyników.

Sagan tęczowy po raz drugi

Po wielu latach posuchy kolarski światek doczekał się wielkiego ambasadora i mistrza świata - Petera Sagana. Słowak w ubiegłym w roku w Richmond w wielkim stylu wywalczył tęczową koszulkę. O żadnej klątwie mistrza świata nie było mowy, ponieważ Słowak wygrał wyścig za wyścigiem. W październiku tego roku stanął do obrony tytułu w Dausze.

Na upalnej i nieco wietrznej trasie Sagana nie zabrakło w kluczowej grupce, która wykrystalizowała się po 180 kilometrach ścigania w piaskach Bliskiego Wschodu. Pochwały należą się całej słowackiej drużynie - Sagan w pierwszej grupce nie był sam, a osłaniali go niewidoczni na co dzień brat Juraj i drużynowy kolega Michael Kolar.

Słowak bezpiecznie dotarł zatem na finisz na "perłowej wyspie" i w końcówce wyczekał do finiszu, który najmocniejsi sprinterzy rozegrali po skasowaniu śmiałego ataku Toma Leezera. Po niespełna 260 kilometrach jazdy w upale i zmagań z wiatrem finisz nie jest taki sam jak na płaskim etapie Tour de France. Na ostatniej prostej niespodziewanie najszybszy okazał się Peter Sagan. Słowak wyprzedził wytrawnego sprintera Marka Cavendisha oraz niezwykle doświadczonego Toma Boonena, a na podium ustawiła się dzięki temu prawdziwa sztafeta sprinterskich pokoleń.

Peter Sagan drugi raz z rzędu został mistrzem świata. Tym samym powtórzył wyczyn Paolo Bettiniego z 2007 roku i obronił tęczową koszulkę mistrza świata. Ponadto, pierwszy raz w historii całe podium zajęli byli mistrzowie świata – Sagan, Mark Cavendish (2011) i Tom Boonen (2005).

Co będzie za rok? Strach myśleć. Sagan robi to co lubi i świetnie mu to wychodzi. Za rok mistrzostwa świata odbędą się w Bergen, w Norwegii, a trasa wywoła do tablicy specjalistów od wyścigów klasycznych. Może i tam Sagan po raz kolejny obroni tytuł mistrza świata?