Adam Kuś: ostatnie wyścigi w sezonie

Podsumowanie drugiej części sezonu przed zasłużonym odpoczynkiem.

Po nieudanych dla mnie Mistrzostwach Polski w Świdnicy ciężko było mi się pozbierać. Tydzień po nich pojechałem na maraton do Bielawy, który wygrałem, ale jakoś nie poprawiło mi to humoru. Na duchu podniosło mnie dopiero powołanie do juniorskiej kadry na kolejny Puchar Świata w Luksemburgu - GP General Patton.

Zmotywowało mnie to do pracy. Na wyścig pojechałem walczyć, ale niestety na chęciach się skończyło, bo moja dyspozycja nie była taka, jaką bym sobie życzył. Pierwszy etap zakończyłem na 68. miejscu, drugi na 51., a w klasyfikacji generalnej wylądowałem na 61. miejscu. Wyścig trochę mnie zmęczył i zdołował, ale po krótkiej przerwie i odpoczynku zebrałem się w sobie i rozpocząłem przygotowania do Górskich Szosowych Mistrzostw Polski, które miały odbyć się pod koniec wakacji.

Wszystko szło zgodnie z planem. Przygotowania rozpocząłem od wyścigu, „Niemen”- etapówki rozgrywanej na Białorusi i w Polsce. Mocno popracowałem na tym wyścigu. Na pierwszym etapie zająłem 8. miejsce, a na ostatnim 9. Przygotowania szły pełną parą, gdy na początku sierpnia udałem się na ciężki górski wyścig do Czech. Chciałem pokazać się tam z dobrej strony, ale niestety nie wyszło. Miejsca w drugiej i trzeciej dziesiątce mnie nie zadowalają.

Tydzień po tym wyścigu udałem się na zgrupowanie do Wysowej Zdrój. Setki razy przejeżdżałem trasę „Górskich”. Ciężko przepracowany okres przygotowawczy zakończyłem wyścigiem w centralnej Polsce w Bełchatowie, który wygrałem. W końcu coś odpaliło, czułem że noga zaczęła podawać! W międzynarodowym towarzystwie, bo w wyścigu startowali Czesi i Białorusini, okazałem się najsilniejszy. Uwierzyłem, że za tydzień może się udać. Jednak już przed samym wyjazdem na mistrzostwa pojawiły się pierwsze problemy - w rowerze pękła rama... W ciągu 2 godzin musieliśmy znaleźć zastępczy rower, o geometrii jak najbardziej zbliżonej do starego. Udało się i pojechaliśmy.

Dzień przed startem zaliczyłem krótki trening i byłem gotowy. Tak zmotywowany i skoncentrowany jeszcze nie byłem, czułem się bardzo dobrze, przygotowany byłem w 100%. Już po starcie jechałem czujnie, kontrolowałem wyścig. Wszystko zaczęło się sypać po przejechaniu przez bufet, kiedy zostałem prawie wywrócony. Musiałem gonić, kiedy w tym samym momencie poszedł odjazd dnia. Próbowałem przeskoczyć, ale nie udawało mi się. Do tego wszystkiego po 70 km zaczęła się moja odwieczna walka ze skurczami. Do 100 km cierpiałem niesamowicie rywale mijali mnie, a ja nie mogłem zareagować.

Na 90 km musiałem zejść z roweru, ponieważ nie mogłem wykonać żadnego ruchu nogą. Całkowicie sparaliżowały mnie skurcze, załamany chciałem się wycofać, ale powiedziałem sobie, że to nie może się tak skończyć. Wsiadłem z powrotem na rower, chwilę lekko pokręciłem aby rozluźnić nogę i po chwili ruszyłem w pogoń. Zacisnąłem zęby i nie oglądając się na nikogo po prostu jechałem swoje. Z ostatnich 5 km mało co pamiętam, ale udało mi się ukończyć „Górskie” na 17. miejscu. Z jednej strony słabo, ale z drugiej jestem z siebie zadowolony bo dałem z siebie 110%. Po raz kolejny pokonały mnie skurcze, ale cóż, trzeba trenować a przyjdzie dzień że to ja je pokonam 😉

Tydzień później wygrałem swój drugi wyścig: kryterium w Imielinie. Noga podawała jak nigdy, dlatego postanowiłem wystartować w mistrzostwach Polski w maratonie MTB. Jak to u mnie bywa, pech na mistrzostwach mnie nie opuszcza, już na 10 km złapałem gumę, a chwilę później hamulce odmówiły posłuszeństwa. Mistrzostwa zakończyłem na 15. miejscu.

Do końca sezonu pozostało już tylko kilka wyścigów, w tym kryterium w Wieluniu na swoich śmieciach. W Wieluniu pogoda nie dopisywała: zimno i deszcz. Mimo to, po walce zająłem dobre 9. miejsce. Tydzień później już tak fajnie nie było. Na kryterium w Prudniku odcięło mi zasilanie i nie ukończyłem zmagań. Ostatni start na szosie to kryterium w Bolkowie, gdzie po kraksie zająłem tam wysokie 3. miejsce i tym miłym akcentem zakończyłem sezon szosowy. Ale to nie był jeszcze koniec ścigania, ponieważ postanowiłem wystartować jeszcze w Pucharze Polski w przełajach. I to był dobry pomysł! Zająłem tam po raz kolejny świetne 3. miejsce. Po tym wyścigu stwierdzam, że mogę zacząć zasłużony wypoczynek.