Paweł Poljański: "pomóc mu wygrać Grand Tour"

O chorobie i słabszym sezonie, dorastaniu w peletonie, roli w ekipie i pracy z Rafałem Majką.

Paweł Poljański w sezonie 2017 ścigał się będzie w szeregach zespołu Bora-Hansgrohe. 26-letni zawodnik po trzech latach w rosyjskiej grupie Tinkoff przechodzi do niemieckiej ekipy i otwiera nowy rozdział w swojej zawodowej karierze.

Niemiecka grupa, dotychczas istniejąca pod szyldem Bora-Argon 18, współpracowała będzie z firmą Hansgrohe oraz producentem rowerów Specialized, mając nadzieję na wskoczenie do grona najlepszych ekip świata. Jeżdżący dotychczas z licencją ProContinental zespół Ralpha Denka ubiega się o status WorldTour, a skład oprzeć planuje o Słowaka Petera Sagana i Polaka Rafała Majkę, a także Czecha Leopolda Königa.

Poljański startem w Il Lombardia zakończył swoją trzyletnią przygodę z ekipą Tinkoff, grupą, która jeszcze pod rządami Bjarna Riisa dała mu szansę przejścia na zawodowstwo. Dobiegający końca sezon nie był udany dla kluczowego pomocnika Rafała Majki - 26-latek przez sporą część okresu startowego walczył z chorobą, która osłabiła go na Giro d'Italia, a potem pokrzyżowała zamiary debiutu w Tour de France i udziału w igrzyskach olimpijskich. Start w czerwcowym Tour de Slovenie i mistrzostwach Polski tylko potwierdził, że słabość podczas Giro d'Italia nie była wypadkiem przy pracy i Poljański wysłany został na badania.

Pojechałem do Katowic, zrobiłem wszystkie badania od A do Z i tam wyszło, że mniej więcej od maja walczyłem z wirusem cytomegalii. To tak jakby mononukleoza, strasznie osłabia organizm. Przechodziłem to w czasie Giro d'Italia. Męczyłem się strasznie, wiedziałem, że coś jest nie tak. Myślałem, że mam jakiś słaby czas, bo podstawowe badania niczego nie wykazały

- wspominał w rozmowie z rowery.org.

Żeby tę chorobę zwalczyć potrzebny jest czas, a to mnie wykluczyło ze ścigania na dwa miesiące. W kalendarzu był Tour de France, była olimpiada. To był trochę taki głupi okres. W połowie sierpnia wyniki badań się poprawiły i dostałem zielone światło od naszych lekarzy w kwestii treningów. Później myślałem jeszcze, żeby pojechać Vueltę, ale nie ukrywam, że byłem bez formy.

Mistrz Polski orlików z 2012 roku w drugiej partii sezonu startował tylko w norweskim Tour des Fjords, a także włoskich klasykach - Tre Valli Varesine i Mediolan-Turyn, sezon kończąc startem w Il Lombardia.

Mogłem zakończyć sezon szybciej, ale chciałem się jeszcze ścigać, bo męczyłem się w domu. Jak już mogłem normalnie trenować, to siedziałem po 5-6 godzin na rowerze, ale to bardziej z myślą o przyszłym sezonie. Po ostatnich startach zawsze miałem miesiąc bez roweru, teraz ta przerwa będzie krótsza, bo straciłem jednak te dwa ważne miesiące.

Po trzech latach w jednej z najlepszych ekip świata kolarz z Rumi zna swoją wartość w peletonie, ale zdaje się także mieć pomysł na siebie i swoją przyszłość. Przed Poljańskim otwiera się bowiem nowy rozdział w karierze - w niemieckim zespole czekają go wyzwania, ale mierzył się z nimi będzie w otoczeniu znanych sobie ludzi, z którymi współpracował już wcześniej.

W Tinkoffie spędziłem trzy lata. Przejechałem 3 Grand Toury, mogę stwierdzić, że nie jestem zawodnikiem, który może zająć pierwsze miejsce w Tour de France czy Vuelcie, jak Rafał. Ale jakąś swoją drogę poznałem, myślę, że czuję się lepiej w roli pomocnika. Pracowałem na Majkę, Contadora, Sagana. Dużo się nauczyłem jako kolarz

- ocenił.

Paweł Poljański 2012 - 2016; fot. Wolfgang Brylla i Jakub Zimoch dla Rowery.org

Poljański w grupie Olega Tinkova na wyścigach etapowych stanowił główne ogniowo gwardii Rafała Majki - początkowo niewidoczne, z czasem, w miarę rozwoju lidera grupy, coraz wyraźniej zaznaczające swoją obecność i pracujące na jego sukcesy w Giro d'Italia czy podium Vuelta a Espana.

Trzeba znać swoją rolę w peletonie. Ja się nie czuję zawodnikiem, który może wygrywać Grand Toury jak Rafał. Wiem, że on ma szansę na wygranie takiego wyścigu, a ja będę się starał mu w tym pomóc. Idę do Bora-Hansgrohe by pomóc mu wygrać Grand Tour. To jest priorytet.

W ciągu trzyletniej przygody z ściganiem w wyścigach WorldTour, Polak na swoim koncie zapisał 9. miejsce w Tour of Austria (2015) i 14. w USA Pro Challenge (2014).

Zdarzały się sytuacje, że miałem wolna rękę, pewnie w Borze też tak będzie. Ale jeśli mówimy o najważniejszych wyścigach, wyścigach trzytygodniowych, to Rafał będzie walczył o pierwsze miejsca, a ja będę się starał mu pomóc. Robię swoja robotę i dyrektorzy u nas i w innych ekipach doceniają to, co widać było po ofertach, które miałem w tym czy w poprzednim roku

- dodał, przyznając, że propozycje transferu przychodziły z czołowych zespołów WorldTour.

Transfer polskiego tercetu (w niemieckiej grupie znajdzie się także Maciej Bodnar) do Bora-Hansgrohe to także transfer struktur - za zawodnikami podążają mechanicy, masażyści czy dyrektor sportowy.

W tym sezonie, podobnie jak rok temu, były okazje, żeby pójść do innych ekip bez Rafała, ale my się dogadujemy bardzo dobrze - zarówno w warunkach wyścigowych, jak i poza rowerem, znamy się końcu wiele lat. Chcieliśmy iść razem. Było wprawdzie kilka ekip, do których mogliśmy przejść, ale w Borze dostaliśmy lepsze warunki w kontekście wyścigów trzytygodniowych

- podkreślał.

Komfort bycia w znanym sobie otoczeniu i wśród ludzi, z którymi współpracował wcześniej były najważniejszymi czynnikami przy podejmowaniu decyzji w sprawie przyszłości.

Dostałem bardzo dobre warunki w Borze na dwa lata, kontrakt podpisałem wcześnie i miałem spokojną głowę. Jest tu Maciek Bodnar, jest Arek Wojtas jako masażysta. To będzie grupa, w której się dobrze czujemy. To cieszy, bo pójść do innej grupy za większe pieniądze to nie jest sztuka. Z tymi ludźmi spędzasz 10 miesięcy w ciągu roku i musisz się wśród nich dobrze czuć.

26-latek z Rumi myślami jest już przy nowych wyzwaniach i w okresie względnego odpoczynku w kalendarzu zakreśla pierwsze spotkania ze strukturami nowej ekipy, a także, zbliżające się coraz bardziej, pierwsze obozy treningowe.

Mam nadzieję, że te kolejne lata będą dobre. Grunt to zdrowie. Teraz cieszę się, że wszystko jest w porządku i ze spokojną głową przygotowuję się do następnego sezonu

- podsumował optymistycznie.