Vuelta a Espana 2016: wypowiedzi po 14. etapie

Col d'Aubisque: gloria Gesinka, próby Quintany, za wolno dla Contadora, za szybko dla Valverde.

Zasłużył jak mało kto. Robert Gesink w zawodowej karierze przeszedł już chyba wszystkie możliwe kłopoty. Kontuzje, złamania, problemy z sercem. W sezonie, poza sezonem, w trakcie wyścigów. Problemy rodzinne, wycofania się, braki formy. Lista tarapatów, w jakich znajdował się w ostatnich sezonach 30-latek, jest dłuższa niż lista jego sukcesów.

Dziś Holender był nie do zatrzymania i po ataku na Col d'Aubisque triumfował na mecie 14. etapu Vuelta a Espana.

Walczyłem, dałem z siebie wszystko. Miałem takie skurcze, że nie mogłem już pedałować na siedząco. To mój pierwszy sukces etapowy na trasie Grand Touru, po tylu latach ścigania. Zwycięstwo przyszło w dobrym momencie, bo sezon nie układał się najlepiej. Teraz czuję, że wyszedłem na prostą po kraksie w Szwajcarii

- mówił na mecie.

Kolarz LottoNL - Jumbo to zawodnik o olbrzymim potencjale - dwukrotnie szósty w Vuelcie (2009 i 2012), siódmy (2008), szósty w Tour de France (2010 i 2015). Na tegorocznej Vuelcie ściga się po przerwie spowodowanej chorobą i w obliczu wycofania się Stevena Kruijswijka walczy o etapowe zwycięstwa.

Nie udało się na Lagos de Covadonga, udało się na Col d'Aubisque. Pojechaliśmy z bardzo dużą grupą. Nie byłem pewny, czy uda mi się ograć ich wszystkich. Jestem bardzo szczęśliwy. Na Covadondze było blisko, ale Quintana mnie pokonał. Chciałem spróbować jeszcze raz, to był dzisiejszy dzień. To piękne, że mogłem to tak wykończyć

- dodał z zadowoleniem.

Nairo Quintana po dwóch tygodniach wciąż dzierży koszulkę lidera wyścigu i nad drugim Christopherem Froomem (Team Sky) notuje 54 sekundy przewagi. Kolumbijczyk nie czuje się jednak komfortowo i na górskich odcinkach pragnie nadrobić, mając w pamięci, że przedostatniego dnia czeka go długa i w większości płaska czasówka - etap, na którym Brytyjczyk może nadrobić.

Próbowaliśmy wszystkiego by urwać Froome'a, ale on prędzej czy później łapał moje koło. To był intensywny dzień, ale jako ekipa wypadliśmy dobrze. Jestem zadowolony ze swojej dyspozycji, robiliśmy co mogliśmy by poprawić swoją sytuację

- mówił po etapie 26-latek.

Ile nadrobić może Froome na 37 kilometrach? W tym sezonie Brytyjczyk i Kolumbijczyk na podobnym dystansie startowali podczas Tour de France, choć trasa była mocno pofałdowana. Lider Team Sky w najwyższej formie nadrobił nad nieprezentującym optymalnej dyspozycji Quintaną 2 minuty. Na 19. etapie, gdy obaj czuli będą trudny sezonu, na płaskiej trasie wyniki mogą inne, acz trasa wyraźnie faworyzuje urodzonego w Kenii zawodnika.

Kalendarz mój i Froome'a był dość podobny, a po dwóch tygodniach Vuelty czuję już w nogach zmęczenie. Mam nadzieję, że noga będzie kręciła do końca, oby lepiej niż jego. Jutrzejszy etap będzie bardziej eksplozywny, ale przed ustalaniem jak go rozegramy musimy poczekać na uformowanie się ucieczki

- analizował Kolumbijczyk.

Znany ze swoich umiejętności zmian rytmu i adaptacji do stylu jazdy przeciwników Alberto Contador dziś nie czuł się pewnie przy ciągłych zmianach rytmu. Lider ekipy Tinkoff na mecie zameldował się jako 19., z niewielką stratą do dwójki liderów wyścigu, ale z większą stratą do Simona Yatesa, który dzięki śmiałej akcji wskoczył na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej.

Próbowałem trzymać się Quintany i Froome'a, ale ciągłe zmiany rytmu mi w tym przeszkadzały. Z drugiej strony, nie miałem kłopotów by jechać z innymi zawodnikami. Może ludzie się zdziwią gdy to powiem, ale czuję się dobrze. Kręciłem z nimi dość długo i na nich się skupiałem, ale było sporo ataków ze strony innych zawodników, których ja muszę kontrolować, a oni nie

- mówił na mecie, odnosząc się do akcji Simona Yatesa i Estebana Chavesa (Orica-BikeExchange) czy ataków Samuela Sancheza (BMC).

Contador, który na trasie wciąż porusza się z taśmami na nogach i bandażami na ręce, stracił dziś 20 sekund do duetu Froome i Quintana, w klasyfikacji generalnej spadając z 5. na szóstą pozycję.

Kiedy Chaves zaatakował, jechaliśmy wolno. Nie odpowiadało mi tempo jakim podjeżdżaliśmy - było sporo momentów zwolnienia, a kiedy Chaves przycisnął jechaliśmy naprawdę bardzo bardzo wolno. Trudno było przyspieszyć. Czułem się dobrze i mój atak obliczony był tylko na zmianę rytu, chciałem wymusić bardziej regularne tempo. Próbowałem trzymać równe tempo, ale w końcówce zabrakło mi trochę by finiszować z Nairo i Froomem

- tłumaczył "El Pistolero", który do lidera traci 3 minuty i 28 sekund, a jego bezpośrednimi rywalami są śmiało poczynający sobie Samuel Sanchez (7., +3:58) i Leopold König (5., +2:38).

Blisko 11 minut stracił dziś Alejandro Valverde, wypadając z walki o czołowe pozycje. Hiszpan, który w tym sezonie mierzy się z trzecim Grand Tourem, po prostu nie dał rady.

Kryzys nie był zaskoczeniem, wiedziałem na co się zapisuję. Nie czułem się dobrze, jechałem ostatni podjazd swoim tempem. Priorytetem jest praca na Nairo, aby dowieść koszulkę do Madrytu

- skomentował trzeci kolarz tegorocznego Giro d'Italia i szósty zawodnik Tour de France.

Peleton jutro czeka ostatni górski etap przed drugim dniem przerwy - na 118 kilometrach zlokalizowano trzy górskie premie, a tym finałową wspinaczkę na Aramón Formigal (kat. 1; 14,5 km; 4,6%, maks. 10%).

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: