GP de Plouay-Bretagne 2016: najlepszy start Polek w historii

"Kto nie próbuje, ten nie wygrywa", "górki szybko się kończyły", czyli wyścig w Plouay oczami Małgorzaty Jasińskiej, Katarzyny Niewiadomej i Katarzyny Pawłowskiej.

Triumf Eugenii Bujak w GP de Plouay-Bretagne, czwarte miejsce Katarzyny Niewiadomej i 11. pozycja Małgorzaty Jasińskiej, połączone z pracą na trasie Katarzyny Pawłowskiej i Anny Plichty składa się na najlepszy rezultat Polek w historii startów w najważniejszych imprezach globu.

W historii polskiego kolarstwa szosowego biało-czerwone sukcesy odnosiły zazwyczaj pojedynczo, ale jak dotąd w cyklu Pucharu Świata czy Women's WorldTour nie zanotowały zwycięstwa. Trzy miejsca w czołówce silnie obsadzonego i prestiżowego wyścigu w Plouay to wynik bez precedensu, ale potwierdzający za to, że osiągnięte w ostatnich sezonach rezultaty polskich zawodniczek to nie przypadek.

W sobotę na trasie szczególnie widoczne były Katarzyna Pawłowska (Boels Dolmans) i Katarzyna Niewiadoma (Rabo Liv). Pierwsza wraz z mistrzynią świata Elizabeth Armitstead pracowała na rzecz drużynowych koleżanek, druga w obrębie ostatnich 40 kilometrów atakowała na każdym wzniesieniu, stopniowo zmniejszając grupę liderek.

W planie miałyśmy, że jedziemy na mnie albo Marianne, w zależności jak sytuacja rozwinie się na wyścigu i jak każda z nas będzie się czuła. Ja miałam szukać swoich szans atakując na podjazdach i zabierać się w ucieczki z liderkami pozostałych drużyn. Marianne oszczędzać się i czekać na finisz

- relacjonowała po wyścigu 21-latka, szósta zawodniczka igrzysk olimpijskich.

Lubimy ścigać się agresywnie, tak też chciałyśmy pojechać tym razem. Moim zadaniem było krycie ataków, zabieranie się w ewentualne ucieczki i utrzymanie naszych liderek w czubie peletonu

- tłumaczyła Pawłowska.

Sobotnie ściganie w Bretanii poprowadzono na pagórkowatych rundach wokół Plouay. Dwa podjazdy w końcówce sprawiły, że wariantów rozegrania walki o medal było co najmniej kilka, a co za tym idzie - nie zabrakło ataków i zwrotów akcji.

Wyścig tak naprawdę rozpoczął się po 80 kilometrach, gdzie zaczęły się pierwsze poważne ataki i ruchy groźnych zawodniczek. Ja czułam się bardzo dobrze, byłam w każdym odjeździe i tez próbowałam ciągle swoich szans, niestety górki szybko się kończyły i grupa pościgowa nie pozwalała na jakikolwiek odjazd

- mówiła Niewiadoma, która koszulkę liderki klasyfikacji młodzieżowej Women's WorldTour na czele pokazywała za każdym razem gdy droga minimalnie wznosiła się do góry.

Sztywne podjazdy Cote de Lezet i Cote de Ty-Marrec nie były jednak długie i nie zdołały trwale rozerwać czołówki - Niewiadomej wprawdzie udało się oderwać z piątką zawodniczek na 4 kilometry przed metą, ale grupkę złapano na kilometr przed metą. Polka na finiszu zajęła 4. miejsce - wynik bardzo dobry, jeśli wziąć pod uwagę, że sprint nie jest jej najmocniejszą stroną, a walka toczyła się z czołowymi zawodniczkami peletonu.

Ogólnie jestem zadowolona z wyścigu, bo wróciła mi motywacja i chęć do ścigania, znowu cieszę się kolarstwem i robię to co lubię najbardziej. Wygrać się nie udało, ale wiem, że jeszcze moja szansa przyjdzie! Jestem natomiast szczęśliwa, że na pierwszym stopniu podium stanęła Polka. Gienia wygrała po pięknym, długim i bardzo mocnym finiszu

- relacjonowała zawodniczka z Ochotnicy.

Na 11. miejscu do mety dotarła Małgorzata Jasińska (Ale Cipollini), która w swoim stylu atakowała z grupy faworytek w obrębie ostatnich 25 kilometrów. Polka odjechała z Rozanne Slik (Team Liv Plantur), ale akcja została zakończona na 16 kilometrów przed metą.

Jestem zadowolona z mojego występu... na przedostatniej rundzie próbowałam swoich sił w dwuosobowym odjeździe, więc trochę zabrakło w finale... ale kto nie próbuje ten nie wygrywa. Mam nadzieję, że i ja doczekam się także mojego momentu. Jeszcze raz gratulacje dla Gieni

- podsumowała trzykrotna mistrzyni Polski.

Zacięty finisz czołówki był pierwszoplanowym wydarzeniem w sobotnie popołudnie, jednak Plouay było także świadkiem pożegnania Evelyn Stevens. Amerykanka, pięciokrotna zwyciężczyni etapów Giro Rosa i triumfatorka m.in. Walońskiej Strzały, po 8 latach w zawodowym peletonie kończy karierę i szukała będzie nowych wyzwań - prawdopodobnie w sektorze finansów, gdzie pracowała przed późnym rozpoczęciem ścigania.

Czterokrotna mistrzyni USA w jeździe na czas na metę wjechała w otoczeniu koleżanek z grupy Boels Dolmans, dziękując im za wspólną przygodę w peletonie.

To był ostatni wyścig szosowy Evie. Przed nią jeszcze jazda drużynowa na czas na mistrzostwach świata, ale już nigdy nie wystartuje w wyścigu wspólnym. Eveline to wspaniała osoba! Gwiazda kobiecego kolarstwa, która zawsze jest uśmiechnięta, zawsze daje z siebie wszystko i jak to mówią, szklanka zawsze do połowy pełna! Taka sama jest poza wyścigami. Szeroki uśmiech, służy dobrą radą, przy niej nie można mieć złego humoru

- charakteryzowała drużynową koleżankę Pawłowska.

Stevens w październiku stanie na starcie mistrzostw świata w jeździe drużynowej na czas. Grupa Boels Dolmans z Pawłowską w składzie wygrała ostatnio wyścig w tej konkurencji w szwedzkiej Vargardzie i przygotowuje się do walki na płaskiej i wietrznej trasie w Katarze, gdzie ma nadzieję poprawić rezultat sprzed roku - srebrny medal.

To bardzo cenne zwycięstwo dla nas, ale jeszcze nie do końca wiadomo jaki będzie skład na mistrzostwa w Katarze. Mamy bardzo silne dziewczyny, każda może bardzo wiele wnieść. Wszystko okaże się po Holland Ladies Tour

- zaznaczyła dwukrotna mistrzyni świata w scratchu, która 1 września rozpocznie ściganie na trasie Tour de Ardeche, a później na mistrzostwach Europy w Plumelec.