Kibicu, nie znasz się

"Znam się na wszystkim, więc się wypowiem", czyli o brakach w sztuce kibicowania.

Kibicu, nie znasz się i taka jest Twoja natura. Powiedzmy sobie szczerze. Kolarskie wyścigi śledzisz często z doskoku, z pracy, w samochodzie na Twitterze. Może czytasz więcej niż przeciętny fan kolarstwa, może oglądasz regularnie transmisje z wyścigów. Może sam jeździsz na rowerze, może nawet pofatygowałeś się na jakiś wyścig. Może, może, może...

Ale nie znasz się na diecie zawodowego kolarza, nie znasz się na specjalistycznym treningu, na watach. Nie masz pojęcia o planowaniu startów, obozach treningowych, o wypełnianiu ADAMSa. O przepisach UCI nawet nie wspominam. O życiu i problemach zawodowca masz blade pojęcie. Nawet jeśli orientujesz się lepiej w którymkolwiek z wymienionych aspektów, ciągle nie masz specjalnego wyobrażenia o sporcie wyczynowym i jego kuchni.

Fajnie, że oglądasz Eurosport, wszystkie filmiki na Youtube, super że klikasz lajki i propagujesz kolarstwo w swoim ognisku domowym. Ale zauważ, że do tego nie musisz umieć nic, nie musisz wiedzieć nic. Wystarczy, że usiądziesz, klikniesz i pooglądasz. Tak samo jak oglądasz Wiadomości czy inną telenowelę.

Spadek formy kibica

Dlaczego tak pastwię się nad fanem kolarstwa, swoim czytelnikiem? Nie zrozumcie mnie źle - tekst nie jest wymierzony we wszystkich kibiców sportów dwóch kółek. Rowery.org mogą się pochwalić jednak dość wyrobionymi czytelnikami, kolarstwo śledzącymi od lat i rozumiejącymi pewne zasadnicze procesy. To zrozumienie w szale kibicowania Polakom nie udziela się jednak wszystkim i dlatego dziś, nieco edukacyjnie, pod lupę biorę formę kibica.

Sytuacja sprzed kilku godzin. Michał Kwiatkowski wycofał się z Vuelty. Jeszcze nie podano oficjalnego komunikatu medycznego, a internet utonął już w negatywnych komentarzach. Nie po raz pierwszy zresztą, gdy Polakowi nie idzie.

Cytuję: "toitoi był zamknięty". „Klasycznie się wycofał.” „Jestem zniesmaczony”. „Czy on w ogóle ukończył jakiś znaczący wyścig?” „Czas przestać mydlić oczy”. „Cofa się w rozwoju”. I tak dalej. Poznajesz swój wpis? To dobrze, wyróżniłeś się. Niestety niezbyt pozytywnie.

To jest tekst o brakach w sztuce komentowania. To nie jest tekst w obronie Michała. Powiedzmy sobie szczerze, Kwiatkowski w kwestii komunikacji z kibicami i mediami jest słaby. Bardzo słaby. Mówiąc otwarcie, prawie nie istnieje. Daleko nie szukać - jego media społecznościowe odzywają się sporadycznie, wywiadów udziela jak musi, przed wyścigami. Brak komunikacji i otwarcia z pewnością nie pomaga w takich sytuacjach, gdy noga nie podaje albo dopadają kłopoty ze zdrowiem. A to błąd, bo sportowcy aktywni i bez oporów udzielający się w mediach są odbierani zupełnie inaczej. Nie tylko w kolarstwie.

Szermierze fejsbukowych komentarzy

W internecie każdy jest ekspertem. Zza monitora na treningu zna się każdy, kolarza zdiagnozuje jednym screenshotem. Jego możliwości rozwoju oceni jednym rzutem fachowego oka na kolarską łydkę błyszczącą hiszpańskim słońcu na plazmowym ekranie. Brak formy natychmiast przypisze ściśle określonemu czynnikowi, który zaobserwował między pisaniem komentarza na Facebooku, a udostępnieniem zdjęcia innego kolarza, któremu akurat podaje noga.

Kibicu, oglądasz jeden z najcięższych sportów świata. Jesteś w stanie wytłumaczyć rodzinie, dlaczego Cavendish nie wygrywa Tour de France, choć przecież wygrał w Paryżu. Wiesz co to jest gruppetto i odróżniasz sprintera od górala.

Rusz głową.

Kolarstwo proste do zrozumienia nie jest. Gdyby było choć takie jak linia sprintu Nacera Bouhanniego, byłoby łatwiej. Ale nie jest.

Na dyspozycję kolarza składa się niezliczona ilość rzeczy. Stan zdrowia. Współpraca z trenerem, odpowiedni dobór obciążeń treningowych. Sprzęt. Szczęście. Pogoda. Kraksy, których nie widać. Sprawy osobiste. Skupienie na treningu bądź jego brak. Zajęcia poza kolarstwem i ich wpływ na trening. Rywale. Presja. Dyspozycja dnia.

Cokolwiek to jest – na pewno nie jest to coś, o czym wiedział będziesz Ty. Jakiekolwiek są powody słabszej dyspozycji czy pecha, kim jesteś Ty, kibicu, aby oceniać i autorytatywnie wygłaszać wyroki? Wiedział będzie sam zainteresowany, jego otoczenie, ekipa. To oczywiście scenariusz optymistyczny, zakładający, że kolarz wie, co nie gra.

Roczny budżet Team Sky przekracza 30 milionów euro. Ekipa przoduje w technologicznych innowacjach. Ma sztaby ludzi od treningu, od logistyki, mediów, nawet wymiany materaców i ogarniania dziewięciu pralek, jednej na każdego zawodnika na Tour de France. Serio chcecie powiedzieć, że znacie się lepiej? Jakąż trzeba mieć w sobie pychę, żeby uważać, że wie się wszystko o kimś, kogo zna się tylko z ekranu telewizora.

Sportowiec też człowiek

Powiecie, że przecież ja mam prawo być niezadowolony, ekscytować się, emocjonować. Wszystko prawda. Tylko dojrzałego kibica poznać po tym, że nie ekscytuje się jak małe dziecko i nie spamuje w sieci mądrościami wyciągniętymi spomiędzy gry komputerowej, a teczki z papierami z pracy. Kibic powinien wspierać, kibic ma być z zawodnikiem / zawodniczką, kiedy Ci go potrzebują - w chwilach trudnych.

I tu ciekawostka. Większość kolarzy prowadzi sama lub z niewielką pomocą swoje media społecznościowe. Oni są takimi ludźmi jak Wy. Czytają, śledzą to wszystko (lub większość tego co się pisze) kiedy leżą do góry nogami po wyścigu. Oni widzą te komentarze.

Z kolarskiego na nasze. Wracasz do domu po 9 godzinach w pracy. Rozbiłeś telefon, w pracy wydarł się na Ciebie szef, a do tego znajomy ma jakieś humory i pretensje nie wiedzieć o co. Dzień do zapomnienia, wracasz do domu i co chciałbyś usłyszeć? Że jesteś fajtłapą, bo zapomniałeś wynieść śmieci albo że przeciekający pod zlewem odpływ to Twoja wina? A może wolałbyś dostać kubek herbaty i kilka miłych słów? Że to nie koniec świata, że tak czasem bywa? Że jutro piątek, a potem już weekend?

Pomyśl.

Myślenie widać tutaj - pod świeżym wpisem "Kwiatka". Brawo dla tych, którzy rozumieją co to znaczy kibicować. Do nich NIE jest skierowany ten tekst.

Kultura kibicowania

To co? Nie komentować? Nie narzekać? Ależ jasne, róbcie jedno i drugie. Ale na poziomie. Wspierajcie, zauważcie dłuższą perspektywę i swój brak wiedzy. Nie wymagajcie. Nie wypisujcie bezsensownych słów krytyki, które mają z rzeczywistością tyle wspólnego co Mark Cavendish ze zwycięstwem na Mont Ventoux. Niech nie bolą zwroty "myślę, że", "moim zdaniem...", "czy na pewno wszystko dobrze z... ?". Od razu inny wydźwięk komentarza jest inny.

Kolarza chcecie podsumować? Zróbcie to po sezonie. Nie jęczcie z zawodu po każdym nieudanym starcie (na marginesie: występ Kwiatkowskiego we Vuelcie należy zaliczyć do udanych, dziś dopadł go pech), a jeśli natura podszeptuje Wam by poinformować świat o przeprowadzonej analizie słabości lub nieszczęścia kolarza, ugryźcie się w palce.

Bo jeśli zapomnieliście w szale kibicowania, to przypominam. Od kolarza wymagać mogą: ekipa (bo mu płaci), sponsor (tak samo), ewentualnie koledzy z ekipy (bo prawdopodobnie wypruli sobie na niego żyły na trasie i głupio by było gdyby to zmarnował). I on sam.

Na tym lista się kończy.

Kibic nie ma prawa stawiać wymagań, kibic ma wspierać. Pomagać. Podnosić na duchu. Jeśli sportowcowi nie idzie, jeśli pojawiają się kłopoty, jasne, należy stawiać pytania o to, co poszło nie tak. Ale można to robić kulturalnie, można to pisać w sposób wyważony. Trzeba zacząć od przyznania, że tak naprawdę niewiele się wie o przyczynach słabości zawodnika, niewiele wie się o nim samym. A nie ferować wyroki z wysokości kanapy i otwartego na komputerze czy tablecie streamu.