IO 2016: wyrachowany van Avermaet, zdeterminowany Fuglsang, szczęśliwy Majka

Komentarze po jednym z najbardziej widowiskowych wyścigów tego sezonu.

Golden Greg. Złoty Greg. Greg Van Avermaet dał Belgii drugi olimpijski medal w kolarstwie w XXI wieku. 31-latek, na co dzień kolarz BMC Racing, poprawił osiągnięcie Axela Merckxa z 2004 roku, który w Atenach zdobył brąz.

Van Avermaet na ponad 235-kilometrowej trasie wykazał się niesamowitą wytrzymałością, która cechuje tylko najlepszych specjalistów od wyścigów jednodniowych. Belg jechał w zasadzie bez drużyny i zaatakował stosunkowo wcześnie, a w końcówce zjednoczył siły z Jacobem Fuglsangiem, dogonił Rafała Majkę i pewnie wygrywał sprint po miejsce w annałach historii.

Wielu zawodników upadło, nie ryzykowałem na zjeździe, zacząłem się oglądać. W końcówce wyszło perfekcyjnie. Nogi podawały tak jak powinny, a to była naprawdę gorączkowa końcówka. Wszystko dobrze się skończyło. Kilka razy w karierze byłem blisko, ale nie wygrywałem. Złoto olimpijskie wszystko wynagradza

- mówił szczęśliwy złoty medalista belgijskiej gazecie Het Nieuwsblad.

Van Avermaet od kilku lat regularnie bardzo wysoko przyjeżdża w klasykach na bruku, a mimo usilnych prób nie udało mu się jeszcze wygrać Ronde van Vlaanderen, na którego podium stał już dwukrotnie. W tym roku wygrał Tirreno-Adriatico oraz etap Tour de France, który był dla niego głównym sprawdzianem przed wylotem do Brazylii.

Na dole zacząłem liczyć zawodników, bo nie wiedziałem jaka jest sytuacja. Zobaczyłem, że jestem jednym z szybszych, a finisz z Majką i Fuglsangiem był idealnym scenariuszem. To jest najpiękniejszy dzień w moim życiu

- tłumaczył z kolei przed kamerami Sporza.

Belgowie na selektywnej trasie dość szybko stracili Tima Wellensa. Chwilę potem odpadł Philippe Gilbert, problemy miał też Laurens de Plus. Van Avermaet ruszył na pierwszej rundzie Vista Chinesa i do końca zachował zimną krew. Gdy na ostatnich kilometrach grupka nie mogła zdecydować się na pogoń za samotnym Rafałem Majką, van Avermaet wziął sprawy medali w swoje ręce.

Fuglsang, który w pierwszej części wyścigu polegał tylko na Chrisie Ankerze Sorensenie i Christopherze Juulu-Jensenie, na ostatnich rundach miał podobną kalkulację i duet zgodnie ścigał Polaka.

Miałem dobre nogi, chciałem pojechać po medal. Było trudno, chyba do mnie to jeszcze nie dociera. Ale jestem zadowolony, to bardzo miłe uczucie wygrać srebro

- tłumaczył na mecie Duńczyk w rozmowie z BBC Sports.

To był trudny zakręt, czułem, że to pułapka na poprzednich przejazdach. Jak się ktoś do tego źle zabrał, to efekty widzieliście

- komentował wypadek Sergio Henao i Vincenzo Nibalego, którzy wyłożyli się na zjeździe.

W końcówce zobaczyłem, że mam na kole van Avermaeta. Pomyślałem, "walić to", potrzebuję go, żeby mieć medal. Pracowaliśmy i udało się złapać Majkę

- dodał.

io2016-majka

Trzeci na mecie Majka dał Polsce pierwszy medal 31. Letnich Igrzysk Olimpijskich. Pierwszy medal w kolarstwie od czasu srebra w wyścigu drużynowym z 1988 roku, pierwszy indywidualny medal od czasu pamiętnego wyścigu w Moskwie w 1980 roku i srebra Czesława Langa.

Polak zrobił jak zapowiadał - nie pojechał na przejażdżkę, pojechał walczyć i na trasie zostawił sporo zdrowia.

Jestem szczęśliwy. Zawsze się staram jechać to, co mam pod nogą. Zrobiłem to dla całej drużyny, dla mojej żony Magdy i dla całej rodziny

- mówił na mecie 26-latek przed kamerami Telewizji Polskiej.

Majka i Kwiatkowski oraz wspomagający ich Gołaś i Bodnar po raz kolejny dali pokaz jazdy zespołowej. Reprezentacja Polski, od czasu zwycięstwa Kwiatkowskiego w Ponferradzie i heroicznej pracy "złotej dziewiątki", otrzymała wzór działania - zawodnicy i zawodniczki od juniora do elity zobaczyli, że rywalizacja o krążki na imprezach mistrzowskich jest możliwa, jeśli cała ekipa podłoży się bez zastrzeżeń na lidera, który ma na tyle pod nogą by pracę zespołu wykończyć.

Jestem zmęczony, dałem z siebie wszystko, jak zawsze. Miałem skurcze na koniec. Taktyka była taka, jaka miała być. Michał był w odjeździe, zaczekał na mnie i mi dużo pomógł. Zaatakowaliśmy na zjeździe, choć widziałem, że skurcze go już też łapały

- tłumaczył Majka, dziękując swojemu koledze za blisko200-kilometrową ucieczkę i pomoc w kluczowym momencie.

Kwiatkowski większą część wyścigu spędził na czele zmagań, na zjeździe z przedostatniej wspinaczki odpuszczając i czekając na jadącego w głównej grupie Majce. Duet szybko zabrał się do roboty - na zjeździe nie przespał akcji Włochów, a dzięki pracy byłego mistrza świata grupka liderów utrzymała przewagę nad goniącymi.

Majka, na trasie jadący z jednym wydanym przez organizatora numerem startowym i drugim awaryjnie dorabianym przez selekcjonera Piotra Wadeckiego, na ostatnim podjeździe był jednym z trzech najmocniejszych obok Nibalego i Henao. Dwójka wywróciła się na zjeździe w kierunku mety, a Polak został sam, desperacko próbując kilkunastosekundowe prowadzenie dowieść do mety.

Chłopaki na początku dużo mi pomogli. A ja na ostatniej górze dawałem z siebie wszystko. Nie chciałem puścić Nibalego. Męczyłem się, ale każdy się męczy. Po Giro d'Italia i Tour de France... nie wiem, może jutro to do mnie dojdzie jak wrócę do domu. Na razie jestem szczęśliwy, że moja kariera się tak rozwija dobrze

- dodał krańcowo zmęczony brązowy medalista, który w pierwszej chwili na pytania Sebastiana Parfjanowicza zaczął odpowiadać w języku angielskim.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: