Tour de France 2016: wypowiedzi po 17. etapie

Spełnienie planu Zakarina, pełny spokój Froome'a i konsekwentność Majki.

Ilnur Zakrin to szósty w historii rosyjski kolarz, któremu udało się wygra etap Tour de France. Zawodnik Katushy większą część dnia spędził dziś w odjeździe, a po doskoczeniu do Rafała Majki i Jarlinsona Pantano na finałowym podjeździe do Finhaut-Emosson długo nie czekał i niemal natychmiast przeszedł do kontrataku.

Byłem bardzo zawiedziony po kraksie na Giro, ale też szybko się pozbierałem. Nie traciłem czasu, przygotowywałem się do startu w Tourze. Przez pierwsze dwa tygodnie jedynym celem było spokojne przejechanie wyścigu i pomoc Alexandrowi Kristoffowi. Celem było wygranie etapu w trzecim tygodniu i jestem niezwykle szczęśliwy, że mi się udało

- mówił na mecie zwycięzca szwajcarskiego odcinka.

26-latek w maju tego roku zmierzał po miejsce w okolicach podium Giro d'Italia, ale jego szanse na jakikolwiek wynik pogrzebała kraksa na 19. etapie. Pochodzący z Tatarstanu kolarz złamał obojczyk i lewą łopatkę, ale nie porzucił myśli o walce o wygraną w największych imprezach globu.

W przyszłości chciałbym wygrać Grand Tour, a "Wielka Pętla" jest tutaj oczywiście priorytetem. Będziemy analizowali dokładnie ten sezon by zdecydować, na którym wyścigu trzytygodniowym będę się skupiał w kolejnych latach

- wyjaśniał.

Jarlinson Pantano ponownie dumnie reprezentował kolory zespołu IAM Cycling. Kolumbijczyk, który wygrał już 15. etap tegorocznej Grand Boucle, nie był specjalnie zawiedziony drugim miejscem na 17. odcinku.

Ja jestem zadowolony. Byłem blisko kolejnej wiktorii... cóż, ważne, że dałem z siebie wszystko. Mam nadzieję, że kibice w Kolumbii są zadowoleni. Robiłem co było w mojej mocy, ale utrzymanie się za Zakarinem było bardzo trudne, nie miałem szans w starciu z nim

- mówił.

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

Smutny nie był też trzeci na kresce Rafał Majka. Zawodnik grupy Tinkoff przed etapem stwierdził, że w odjazd się nie wybiera, ale godzinę potem, wspomagany przez Petera Sagana, kręcił już w dużej grupie prowadzącej.

Nie jestem zawiedziony, taki jest sport. Nie wygrałem etapu, prawda, ale ucieczki pozwoliły mi na zgromadzenie sporej ilości punktów w klasyfikacji górskiej. Moim celem jest dowiezienie jej do Paryża, tak jak celem Piotrka jest obrona zielonej. Sagan to maszyna, świetnie jechał i pomagał na podjazdach. On jest po prostu mocny zarówno na płaskim, jak i w górach. A dziś był dzień Zakarina, nie mogliśmy go powstrzymać

- podsumowywał polski as, który w klasyfikacji górskiej zgromadził 173 punkty i o ponad 80 oczek wyprzedza drugiego Thomasa de Gendta (Lotto Soudal).

Podczas gdy uciekinierzy rozstrzygali między sobą kwestie punktów i wygranej etapowej, za ich plecami peleton prowadził pociąg zespołu Sky. Do walki z przybocznymi Christophera Froome'a - Mikelem Landą, Mikelem Nieve, Geraintem Thomasem i Sergio Henao - stanąć próbowali kolarze Astany, ale ich możliwości nie dorównały sile brytyjskiego zespołu.

Jestem zadowolony z tego etapu. Po dniu przerwy nigdy nie wiadomo jak się pojedzie. Czułem się bardzo dobrze, a koledzy ochraniali mnie przez cały etap. Jechałem spokojnie i wszystkich obserwowałem, atak nie był planowany. Zobaczyłem jednak szansę na zyskanie sekund i udało się, choć i tak jestem w komfortowej pozycji

- mówił na mecie Froome, który nie tylko obronił koszulkę lidera, ale na ostatnim kilometrze zdystansował rywali na kilka lub kilkanaście sekund.

Po 17 etapach w czołowej dwudziestce Touru jest czterech kolarzy Sky - prowadzący Froome, 14. Henao, 15. Thomas i 18. Nieve.

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

Pierwszy poważny atak z grupy faworytów wyprowadził nie kto inny jak Richie Porte (BMC). Tasmańczyk, niegdyś pomocnik Froome'a, a prywatnie wciąż jego przyjaciel, na tegorocznym Tourze zdaje się być jedynym, który ze stosunkową łatwością odpowiada na przyspieszenia lidera Team Sky na podjazdach.

Chcę być na podium, więc trzeba atakować. Czułem się naprawdę dobrze i cieszę się z tego jak to się skończyło. Cieszę się rolą lidera w w ekipie BMC, patrzę co wyścig przynosi. Przed nami trzy ciężkie etapy, jutro czasówka. Pokazałem, że potrafię się wspinać w takim towarzystwie, a to daje zastrzyk pewności przed jutrzejszą czasówką

- mówił 31-latek, który w klasyfikacji generalnej jest już szósty i do słabnącego Nairo Quintany traci już tylko minutę.

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

Porte przed sobą ma także Romaina Bardeta (Ag2r La Mondiale), Adama Yatesa (Orica-BikeExchange) oraz wspomnianego Quintanę, a niewielkie różnice na kolejnych etapach staną się przyczynkiem do zażartej walki o miejsca na podium.

Nairo Quintana po dniu przerwy przeżywał dziś trudne chwile. Lider ekipy Movistar nie wytrzymał tempa w końcówce i zanotował 28 sekund straty do Porte'a, Froome'a, ale także do młodego Yatesa.

Mój organizm jest w dobrej dyspozycji, jak w poprzednich latach. Jest dobrze, dziś był po prostu słabszy dzień. Mam nadzieję, że wrócę na swój najlepszy poziom, który pozwoli mi na rywalizację na poziomie Touru. Przed nami jeszcze kilka etapów, ale ja mam dopiero 26 lat, przede mną jeszcze lata na wygranie tego wyścigu

- zapowiedział nieprzekonująco Kolumbijczyk, między wierszami przyznając, że tegoroczna edycja nie idzie zgodnie z jego planem.

Tour de France jutro wraca do Francji, a kolarze zmierzą się z trasą 17-kilometrowej górskiej jazdy indywidualnej na czas.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: