Giro Rosa 2016: Megan Guarnier versus Evelyn "ja nie jadę na generalkę" Stevens

Amerykańska dominacja na włoskich szosach.

Walka o zwycięstwo w 27. edycji Giro Rosa przerodziła się w pojedynek dwóch amerykańskich zawodniczek z holenderskiej ekipy Boels Dolmans. Megan Guarnier i Evelyn Stevens po siedmiu etapach przewodzą rywalizacji w najcięższej etapówce kalendarza kobiet i kontynuują dominację swojej ekipy na wyścigach klasy Women’s WorldTour.

Stevens triumfowała dziś na górskiej czasówce, wcześniej wygrywając dwa górskie etapy. Guarnier koszulkę liderki dzierży od szóstego etapu i po zwycięstwo w klasyfikacji generalnej jedzie ze wspomnieniami po nieudanej ubiegłorocznej kampanii, podczas której koszulkę straciła na trasie podobnej jazdy na czas.

Straciłam koszulkę liderki na czasówce przed rokiem, dziś było lepiej. Dałam wtedy siebie wszystko, ale i tak przegrałam. Dziś jechałam w maglia rosa i dałam radę

- mówiła na mecie w Varazze Guarnier, której do obrony prowadzenia wystarczyło czwarte miejsce i 29 sekund straty do drużynowej koleżanki.

Wrażenia z trasy?

Chyba już nie pamiętam, było tak ciężko

- zaczęła ze śmiechem mistrzyni Stanów Zjednoczonych w wyścigu ze startu wspólnego.

Na pierwszych czterech kilometrach trzeba było zachować spokój, a na podjazdach dać z siebie absolutnie wszystko. Przejechałyśmy trasę tylko raz, ale wciąż byłam zakończono jak długo ciągnęła się wspinaczka

- wyjaśniała chwilę potem.

Guarnier na dwa odcinki przed zakończeniem zmagań ma 34 sekundy przewagi nad Stevens i prawie dwie minuty nad Anną van der Breggen.

Kolejne etapy nie są tak trudne jak te, z którymi się mierzyłyśmy. Czuję się mocna, nie sprawdzałam jeszcze szczegółów trasy, ale celem jest obrona koszulki. Powinno być łatwiej taktycznie

- podsumowała dyplomatycznie liderka wyścigu.

megan-guarnier-2016-giro

O ile strata zawodniczki Rabo Liv jest dosyć duża i Guarnier musiałaby zaliczyć wyjątkowo słaby dzień by oddać koszulkę, różnica między nią a Stevens nie jest duża, a po ostatnich odcinkach widać wyraźnie, że obie zawodniczki zainteresowane są bardziej walką o partykularne cele niż zespołowym dowiezieniem koszulki liderki do mety.

Stevens od początku wyścigu uparcie powtarza, że nie przyjechała walczyć o miejsca w klasyfikacji generalnej, jednak jak dotąd przez trzy dni prowadziła w klasyfikacji generalnej i na koncie zapisała już trzy etapowe zwycięstwa.

To fantastyczne. Przyjechałam tutaj bez zamiaru walki o klasyfikację generalną, w ogóle się na to nie nastawiałam. Chciałam wygrać czasówkę, może etap, ale wygrać dwa górskie etapy i czasówkę to coś wspaniałego

- mówiła po dekoracji w centrum liguryjskiego Varazze.

O ile Guarnier na trasie wystąpiła na rowerze szosowym z zamontowaną kierownicą do jazdy na czas, jej drużynowa koleżanka zdecydowała się na rower czasowy.

Jechałam na rowerze czasowym, czuję się na nim bardzo pewnie i chciałem sprawdzić się przed Rio. Poszłam wszystko na podjeździe, na zjeździe po prostu starałam się nie przegrać. W końcówce to już był sprint, no dobra, „mój” sprint

- relacjonowała z uśmiechem.

Nie wiedziałam czy to wystarczy żeby wygrać. Myślę, że najlepsze czasówki to te, podczas których skupiasz się na momencie, na każdym obrocie, reszta nie ma znaczenia.

Guarnier i Stevens w obecności organizatorów i bardzo wąskiej grupki mediów zachowują zimny profesjonalizm, czasem złamany uśmiechem, acz w duecie, który w sierpniu reprezentować ma Stany Zjednoczone na igrzyskach olimpijskich, nie widać chemii. Amerykanki zmieniały się na prowadzeniu wyścigu z Marą Abbott (Wiggle High5), a Guarnier po koszulkę sięgnęła na szóstym odcinku, gdzie duet zajął dwa pierwsze miejsca na finiszu w sanktuarium Madonna della Guardia, na ostatnich kilometrach o sekundy walcząc samotnie.

Cieszę się, że Megan ma koszulkę, to był jej wielki cel. Fajnie, że go realizuje. Przed nami dwa dni ścigania, na pewno będą chętni do ataku, więc zobaczymy co się wydarzy

- zaznaczyła Stevens.

Obie zawodniczki wystąpić mają w barwach narodowych podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Potencjalny brak współpracy to nie jedyny kłopot amerykańskiej federacji – po tym jak USA Cycling ogłosiła skład olimpijskiej reprezentacji, o postępowanie arbitrażowe wystąpiła Carmen Small, uważając, że, jako mistrzyni kraju w jeździe na czas, spełniła kryteria kwalifikacji.

Stevens, która w Rio wystąpić ma w jeździe na czas i w wyścigu ze startu wspólnego, o swoją pozycję się nie obawia.

Dostałem miejsce w kadrze olimpijskiej. Zwycięstwo jest ważne w kontekście procesu arbitrażu, który się toczy, tak. Czuję się pewnie, jestem pewna siebie i uważam, że zasługuję na to miejsce. Dzisiejsza trasa miała profil bardzo zbliżony do Rio, co dodaje mi pewności siebie. Koncentruję się teraz tylko na igrzyskach

- podsumowała rekordzistka świata w jeździe godzinnej, która po zakończeniu Giro Rosa wraca do USA by do igrzysk w Rio przygotowywać się w Boulder, w Colorado.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: