Moto-doping: kim jest Stefano Varjas?

skanowanie roweru tabletem w poszukiwaniu silniczka

Dziennikarze francuskiej stacji Stade 2, którzy nie tak dawno dzięki kamerom termowizyjnym we współpracy z włoskimi kolegami wykazali pewne anomalie w ramach rowerów kilku kolarzy biorących udział w Strade Bianche oraz Settimana Coppi e Bartali, są na tropie kolejnej „afery”.

Podobno jeden z dyrektorów technicznych UCI Mark Barfield, ten sam, który na początku maja bronił metody skanowania stosowanej przez kontrolerów Unii, przekazywał informacje firmie Typhoon. Typhoon produkuje... e-rowery. W ten sposób planowane dochodzenie policyjne nie doszło do skutku.

Rok temu w trakcie Tour de France żandarmeria wzięła na celownik obywatela Węgier, który chciał sprzedać kilku zespołom silniczki do rowerów. UCI świetnie o tym wiedziała, Barfield wysłał maila do szefów koncernu Typhoon, który jest oficjalnym partnerem federacji w walce z dopingiem mechanicznym, z zapytaniem, czy podejrzanym nie jest czasem Stefano Varjas. Varjas pracował wówczas dla Typhoon.

Varjas pożegnał się ze swoim pracodawcą w grudniu 2015 roku, zaprzeczał, jakoby pojechał na „Wielką Pętlą” w znanym celu. Kierownictwo Typhoon na podstawie rachunków stwierdziło jednak, że w lipcu Varjas jednak gościł we Francji.

Zarówno UCI, jak i Typhoon bronią Barfielda tłumacząc, że wymiana maili dotyczyła tylko niewiążącego pytania i odpowiedzi. Listy zostały przekazane policji. UCI zamierza przeprowadzić oprócz tego wewnętrzne śledztwo, by zobaczyć, czy maile ich pracowników nie wydostały się na zewnątrz i nie dostały się w ręce osób trzecich.

W wywiadzie dla Stade 2 Christian Prudhomme, dyrektor Amaury Sport Organisation (ASO), apelował, by powołać do życia specjalne niezależne gremium zajmujące się moto-dopingiem. Prudhomme nie potrafi pojąć, dlaczego UCI koncentruje się tylko na jednym sposobie kontroli. Podobnego zdania jest inny Francuz David Lappartient, przewodniczący Europejskiej Unii Kolarskiej (UEC).

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: