Giro d'Italia 2016: wypowiedzi po 9. etapie

Chociaż każdy już słyszał o życiowej historii Primoza Roglica, który ze skoczka narciarskiego stał się zawodowym kolarzem, to nadal robi ona wrażenie. Tym bardziej, że dzisiaj na 9. etapie Giro d’Italia Słoweniec odniósł swój pierwszy poważny międzynarodowy sukces triumfując w czasówce o smaku wina.

Zawodnik teamu LottoNL-Jumbo na czas walczyć potrafi. Swój talent w tej konkurencji udowodnił już na samym początku wyścigu, który wystartował w Holandii. W Apeldoorn był drugi. Dzisiaj wykorzystał sprzyjającą mu pogodę i zwyciężył w Chianti z dziesięcioma sekundami przewagi nad Matthiasem Brändle (IAM Cycling).

Tak się cieszę z mojego zwycięstwa, że z tej radości mógłbym nawet wybuchnąć. Przed czasówką miałem pewne problemy, musiałem skorzystać z rezerwowej maszyny. A po pokonaniu dziesięciu kilometrów zgubiłem mój komputerek oraz bidon. Moja motywacja spadła, spuściłem z tonu. Ale pod górkę czułem się znakomicie, dla funu dałem z siebie wszystko

– tłumaczył 27-latek.

Bob Jungels wykręcił szósty czas, nadal prowadzi w klasyfikacji młodzieżowej i niewiele brakowało, by został nowym liderem generalki.

Już po tegorocznym Strade Bianche przyjrzałem się bliżej dzisiejszej czasówce. Oprócz tego dysponowaliśmy materiałem video, dlatego każdy w drużynie świetnie wiedział, co nas czeka. Trasa mi leżała. Jednak pogoda rozdawała w niedzielę  karty. Czasówka była ciężka. Choć podjazdy nie były strome, to jednak długie i kosztowały sporo energii. Na zjeździe nieco zaryzykowałem

– powiedział młodzian z Etixx-Quick Step.

Jego kolega z ekipy wyprzedza Jungelsa w klasyfikacji generalnej o sekundę. Gianluca Brambilla stracił do triumfatora dnia ponad dwie minuty.

Chyba zasłużyłem sobie dzisiaj na maglia rosa, nieprawdaż? Ciężki dzień za nami, ciężkie warunki atmosferyczne, w ogóle było ciężko. W ostatni zakręt wszedłem poniekąd na hamulcu ręcznym, bo widziałem, jak w tym miejscu kilku innych kolarzy upadło. Było ślisko, nieprzyjemnie. Uratowałem koszulkę

– mówił Brambilla.

Na 20. lokacie rywalizację zakończył Mikel Landa, który z głównych faworytów musiał ustąpić jedynie Vincenzo Nibalemu (Astana). Do „Rekina z Mesyny” Hiszpan stracił siedem sekund.

Bardzo pieczołowicie przygotowałem się do tej czasówki. Nie byłem jednak ani zbyt wielkim optymistą czy pesymistą. Deszcz mi sprzyjał. Wiedziałem, że nie wygram, nie chciałem jednak też przegrać. Przegrać wyścigu. Ogólnie był to dla mnie pozytywny dzień

– oznajmił reprezentant Sky, który w generalce awansował na ósmą pozycję.

22-letni Stefan Küng (BMC Racing) był z kolei najmłodszym zawodnikiem w czołowej dziesiątce. Szwajcar na trasie zaprezentował się bardzo dobrze, mimo padającego deszczu, a miejscami, nawet gradu:

Na trasie było dużo wody, miejscami pięć centymetrów stojącej wody. Znałem trasę, wiedziałem gdzie przyspieszyć, ale w takich warunkach priorytetem było bezpieczeństwo. Czasówki jeżdżę bez skarpetek, więc miałem buty pełne wody. Nic więcej nie można było zrobić w takich warunkach, na zakrętach zwalniałem do 20 km/h. Świadomość, że tracisz czas rozbija koncentrację, każdy się z tym mierzył

- wyjaśniał siódmy na mecie Küng.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: