Historie z Wyścigu Pokoju: Walka na Pompki

Narodziny ponadczasowej legendy o tym, jak Królak złoił skórę Sowietom.

Polscy kibice na zwycięzcę znad Wisły czekali już niemal dekadę. Biało-czerwoni wygrywali etapy, ale ciągle brakowało nam zawodnika zdolnego zabrać koszulkę lidera do domu. Liderem polskiej drużyny na 9. Wyścig Pokoju mianowano Stanisława Królaka. Uparty i ambitny kolarz w każdym starcie w wyścigu poprawiał swoje miejsce w klasyfikacji generalnej. Pozostawało pytanie, czy ta edycja będzie przełomowa zarówno dla niego, jak i biało-czerwonego kolarstwa.

Peleton na starcie po raz kolejny obfitował w mistrzów zarówno z krajów demokracji ludowej, jak i kolarzy z Zachodu. Królak na pierwszych etapach niestety zamiast zyskiwać tylko tracił cenne minuty. Wszystko zmieniło się na etapach prowadzących po szosach Wschodnich Niemiec. Królak przebudził się i agresywną jazdą systematycznie wyszarpywał prowadzenie z rąk Rosjanina Kolumbieta. Po rozgrywanym w apokaliptycznych warunkach etapie do Karl-Marx-Stadt Polak nałożył żółtą koszulkę lidera. Podczas etapu nie tylko dogonił uciekającego kilka minut przed peletonem Włocha, zostawiając z tyłu Rosjan, ale przypieczętował swoją popisową jazdę zwycięstwem etapowym. Na kolejnych etapach na Królaka nie było już mocnych i w Pradze został koronowany pierwszym polskim zwycięzcą Wyścigu Pokoju.

Zwycięstwo w Wyścigu Pokoju i pokonanie Sowietów wystrzeliły Królaka na szczyty popularności. W historii tego wyścigu było coś jeszcze, co uczyniło z niego prawdziwą legendę. Rosjanie znani z dosłownie, agresywnej jazdy rozpychali się w peletonie na pierwszym etapie do Warszawy. Ich łobuzerstwo miało doprowadzić do problemów również u polskich zawodników. Królak postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i, jedyną bronią jaką miał przy sobie, zaprowadzić porządek. W tunelu prowadzącym na bieżnię stadionu zdzielił jednego z Sowietów rowerową pompką.

Historia jest oczywiście nieprawdziwa i nikt nie wie skąd się wzięła. Polscy kibice nie dociekali nigdy czy Królak rzeczywiście bił Rosjan, czy nie. Sama idea, że najpierw zdzielił ich pompką a potem upokorzył na trasie wyścigu, była wystarczająco zadowalająca. Jazda na rowerze uczyniła z Królaka gwiazdę, wyobraźnia i potrzeby tłumu na stałe wpisały go do panteonu bogów polskiego kolarstwa. Bohater tłumów wiele razy starał się wyprostować to nieporozumienie, problem polegał na tym, że nikt nie chciał słuchać!

Co ciekawsze, podobna historia miała miejsce u naszych Zachodnich sąsiadów. Z tą różnicą, że Manfred Weissleder naprawdę sięgnął po pompkę. Reprezentant Niemieckiej Republiki Demokratycznej w 1960 roku wygrał aż 3 etapy. Rok później obok Schura i Ecksteina miał być filarem niemieckiej reprezentacji. Na stadion w Poznaniu zmierzała grupka 7 kolarzy, w tym najszybszy z nich Weissleder, lider wyścigu Melichow i jego drużynowy kolega, Petrow. Lider postanowił zwiększyć szansę kolegi na zwycięstwo i przytrzymał Niemca za koszulkę. Petrow wygrał wyścig, a Weissleder w złości zdzielił Melichowa swoją pompką. Niemiec momentalnie stał się bohaterem Polskich kibiców, a gdy wieść o jego wyczynach dotarła do jego ojczyzny również tam. Po latach ludzie nie wspominają jego zwycięstw, a ten jeden raz gdy pokonał Rosjan pompką.

Vox populi, vox dei.

banner