Historie z Wyścigu Pokoju: Täve

Pierwsza wielka gwiazda Wyścigu Pokoju: Gustav Adolf Schur

Z początkiem lat 50-tych ubiegłego wieku aparatczykowie ze Wschodnich Niemiec musieli zmierzyć się z poważnym problemem. Wiele światowych organizacji, w tym sportowych nie uznawało istnienia dwóch niemieckich krajów i oczywiście, w większości przypadków, bardziej skłonni byli uznać istnienie demokratycznych Niemiec Zachodnich. Ciągłe napięcia i niekryta wrogość na linii Berlin-Bonn doprowadziła ostatecznie do wyrzucenia Niemieckiej Republiki Demokratycznej ze wszystkich ważniejszych stowarzyszeń. Do tego dochodził problem osobowości Wschodnich Niemiec.

Władze szybko odkryły, że to z czym propaganda ma problem, sport radzi sobie błyskawicznie. Żeby zjednoczyć mieszkańców wschodu kraju i dać im bohatera wystarczyło wygrać jakąś ważną imprezę. Wobec wykluczenia z szeregów FIFA piłka nożna odpadała ale kolarstwo było równie popularne. Co więcej, start w organizowanym na terenie Polski i Czechosłowacji Wyścig Pokoju nie powinien stanowić większego problemu. Zarówno Polacy, jak i Czechosłowacy przyjęli wiadomość o starcie reprezentacji NRD z, nazwijmy to, niezadowoleniem. Mimo wszystko, enerdowscy kolarze wystartowali w wyścigu w 1950 roku. Dwa lata później trasa biegła również przez Berlin.

Kolejnych pięciu lat potrzeba było, żeby wykreować gwiazdę, która porwie tłumy. Chociaż powiedzieć „wykreować” o Gustavie Adolfie Schurze, to nadużycie. „Täve” był ideałem partii zanim po raz pierwszy wystartował w Wyścigu Pokoju. Początku swojego czwartego wyścigu Schur nie mógł uznać za udany. Jednak w tamtych czasach, na tym wyścigu, odrabianie wielominutowych strat nie było niczym niezwykłym. „Täve” rozpoczął swój marsz po koszulkę lidera na niemieckiej ziemi wygrywając etap w Karl-Marx-Stadt. Potem było już tylko lepiej, w Berlinie nałożył żółtą koszulkę lidera. Tłumy szalały, a Niemiec nie zamierzał oddać jej już aż do Warszawy. 100 000 polskich kibiców zgromadzonych w Warszawie musiało jakoś znieść widok przystojnego Schura na najwyższym stopniu podium.

Zwycięstwo w Wyścigu-Pokoju, wielkiej międzynarodowej imprezie, było początkiem fenomenu „Täve”. Ludzie mieli swojego bohatera, a partia nie mogła wymarzyć go sobie lepiej. Schur był zagorzałym komunistą i podkreślał to na każdym kroku. Przystojny, uśmiechnięty i odnoszący sukcesy skradł serca i umysły w cełej NRD. Jego zwycięstwa należały do wszystkich: rolników, lekarzy, policjantów, matek… Był to miód na serce dla
socjalistycznych aparatczyków.

„Zwycięstwo w Wyścigu Pokoju zmieniło moje życie na zawsze. Tysiące ludzi przysyłało mi listy, 500 dziewcząt czekało przed naszym dormitorium [klubu sportowego – JZ]. Uświadomiłem sobie, że wspierały mnie miliony. Każdy był częścią tego sukcesu i każdy czuł, że to był jego sukces. Technicznie rzecz biorąc reprezentowałem kraj, ale nie było przecież podziału między kraj a ludzi. W NRD ludzie byli krajem. W kapitalizmie każdy robił swoje. Zawodowiec zawsze mógł powiedzieć „dobra, dzisiaj nie mam nogi, mam wystarczająco dużo pieniędzy, wiec nie ma znaczenia czy dzisiaj będę się ścigał”. Dla mnie to tak nie działało. Nie ścigałem się dla pieniędzy czy sławy, ale rozumiałem, że za każdym razem, gdy staje na starcie broniłem wartości mojego kraju i mojego społeczeństwa”* - wspominał po latach.

9 razy z rzędu był ogłoszony sportowcem roku w NRD, a po latach w narodowym plebiscycie został uznany za jej najlepszego sportowca. Po zakończeniu swojej bogatej w sukcesy kariery sportowej zajął się polityką i zasiadł w niższej izbie parlamentu aż do upadku Muru Berlińskiego. W zjednoczonych Niemczech udzielał się w kolejnych wcieleniach partii socjalistycznej. Jegoo poglądy polityczne i lekceważąca opinia na temat zorganizowanego dopingu w NRD wywołały wiele kontrowersji i kosztowały go miejsce w galerii sław niemieckiego sportu. Dziś prowadzi sklep rowerowy w Magdeburgu i jest jednym z kuratorów pamięci o Wyścigu Pokoju.

*The Race Against the Stasi, Herbie Sykes