Adam Kuś: treningi i cierpliwość

Od ostatniego wpisu udało mi się zarówno dobrze potrenować, jak i trochę się pościgać.

Wielu z Was zastanawia się pewnie jak wygląda przeciętny dzień w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Jest intensywny, to na pewno! Po pobudce o 6:30, mamy 15 minut na ubranie i ogarnięcie. Potem wychodzimy na rozruch, jemy śniadanie i o 8 rozpoczynamy zajęcia lekcyjne. Lekcję kończą się o 10.30, a my udajemy się na odprawę, podczas której omawiamy jaki trening będziemy jechać. Rozmawiamy także o wszystkich sprawach organizacyjnych. Potem mamy czas na przyszykowanie sprzętu i przebranie się.

Najczęściej o 11.30 wyjeżdżamy na trening, który, w zależności od okresu przygotowań, trwa od 1 do 4 godzin. Po treningu oczywiście szybki prysznic, obiad, chwila na regenerację i zaczynamy popołudniowe lekcje. Na szczęście popołudniowe zajęcia nie są zazwyczaj tak ciężkie jak poranne. W okresie zimowym po popołudniowych lekcjach mamy jeszcze zajęcia na sali, gdzie gramy w koszykówkę, albo ćwiczenia na siłowni. Po tym wszystkim przychodzi czas na kolację i czas wolny na regenerację.

Początek marca spędziłem wraz z kadrą szkoły na obozie w Chorwacji, gdzie szykowaliśmy formę na zbliżający się sezon. Dzięki pięknej pogodzie, która dopisywała przez cały wyjazd, długie treningi mijały bardzo szybko. A do tego piękne tereny! Wszystko to napędzało do treningów. Cały obóz poszedł zgodnie z planem i został solidnie przepracowany, dlatego mogę z optymizmem patrzeć na nadchodzący sezon.

Po pierwszych startach w sezonie mam mieszane uczucia. Pierwszym wyścigiem było kryterium w Dzierżoniowie. Start ogólnie nie taki zły, lecz kraksa na sam koniec wyścigu trochę popsuła morale. Na szczęście oprócz stłuczeń i szlifów nic poważnego mi się nie stało. Dzień później odbył się Ślężański Mnich w Sobótce. Tam z kolei nie czułem się dobrze i zdecydowałem się na akcję na początku wyścigu, która szybko się zakończyła. Do końca wyścigu żałowałem tej decyzji, kończąc zmagania na 35 miejscu.

Dwa tygodnie później przyszły kolejne wyścigi. Postanowiłem trochę urozmaicić starty i wziąłem udział w pierwszej edycji Bike Maratonu w Miękini. Start pod kątem szkoleniowym wniósł bardzo dużo pozytywnej energii! Zwyciężyłem na dystansie Mega w kategorii junior, a w kategorii Open zająłem dobre 23 miejsce. Dzień później odbył się wyścig, tym razem szosowy, w Chrząstowicach. Pierwszą połowę wyścigu pojechałem aktywnie i starałem się reagować na wszystkie ataki. Niestety ten najważniejszy przegapiłem... Sama końcówka wyścigu to już pomoc koledze.

W poprzedni weekend wystartowałem w Pucharze Polski w Grudziądzu. Start ogólnie oceniam na duży plus. Jeżeli chodzi o jazdę na czas to nie było najlepiej, ponieważ zająłem odległe 29 miejsce. Trochę zawiniło słabe przygotowanie roweru, ale przede wszystkim ja. W drugim dniu było już lepiej na trasie jechałem z „zimna głową”, bo czułem się bardzo dobrze. W połowie wyścigu zdecydowałem się na przeskok do ucieczki, co mi się udało. Ucieczka podzieliła się, odjechało od nas 3 zawodników, a ja na 15 do mety postawiłem wszytko na jedną kartę i spróbowałem znowu sam odskoczyć. Po kilku kilometrach doskoczyli do mnie zawodnicy z Torunia i Kalisza. Po drodze razem złapaliśmy zawodnika z Grudziądza. Na 5 km do mety kolarz z Kalisza odskoczył, a ja zaatakowałem na 2 km do mety, ale zabrakło sił na dogonienie czołówki i ostatecznie zająłem 4 miejsce

Plany na najbliższy czas to spokojnie trenować, być cierpliwym i czekać aż ta właściwa forma przyjdzie 😉 Trzymajcie kciuki i do następnego razu!