Historie z Wyścigu Pokoju: Honza

Pierwsza gwiazda Wyścigu Pokoju: Jan Veselý.

W 1940 roku czeska Praga była świadkiem dość niecodziennych zawodów. Nad Wełtawą rozegrano kolarskie mistrzostwa praskich piekarzy. Rozwożenie wypieków na rowerach było bardzo popularną praktyką, więc na chętnych do zmierzenia się w kolarskim wyścigu nie brakowało.

Jako pierwszy linię mety przekroczył 17-letni Jan Veselý. Urodzony w Plástovicach na południu kraju, 3 lata wcześniej przeniósł się do stołecznej Pragi, gdzie przyuczał się do zawodu piekarza i, co oczywiste, rozwoził wypieki bicyklem. Z najwyższego stopnia podium uśmiechał się do prażan z mieszanką szarmanckości i łobuzerstwa.

Zaraz po wojnie związał się z klubem Sparta Praga i już w 1946 zdobył swój pierwszy tytuł Mistrza Czechosłowacji. Charakterystyczny uśmiech miał się pojawiać już tylko na podiach, a nie w piekarni.

Popularny „Honza”, jak go nazywano nad Wełtawą, stanął na starcie pierwszej edycji Wyścigu Pokoju z Warszawy do Pragi. Już pierwszy etap z metą w Łodzi padł łupem Czecha. Wygrał w takim stylu, że stał się solidnym kandydatem do zwycięstwa w całym wyścigu. Plany pokrzyżował mu jednak fatalny stan dróg i regulamin zakazujący pomocy zawodnikom przy defektach. Do Wrocławia „Honza” przyjechał po defekcie z ponad 10 minutową stratą, a sędziowie dołożyli mu kolejne minuty za niedozwoloną pomoc. Czech był w świetnej formie i niepowodzenia w klasyfikacji generalnej powetował sobie zwycięstwami etapowymi. Na 5 rozegranych etapów wygrał 3, w tym ostatni w Pradze.

W kolejnym sezonie drugą edycję Wyścigu Pokoju postanowiono rozegrać już tylko „w jedną stronę”: z Pragi do Warszawy. Na starcie oprócz reprezentacji krajów demokracji ludowej znaleźli się również budzący wielkie zainteresowanie kolarze francuscy. To między nimi, a Veselým miała toczyć się walka o zwycięstwo w całym wyścigu.

Zwycięstwami na pierwszych dwóch etapach Czech pozbawił swoich rywali jakichkolwiek złudzeń - był w niesamowitej formie. Na kole ciągle siedzieli mu jednak „Trójkolorowi” z Garnierem na czele. Brak bonifikat czasowych na finiszach sprawił, że pretendenci do zwycięstwa w Warszawie klasyfikowani byli z tym samym czasem. Dopiero wygrywając swój czwarty etap w tej edycji wyścigu „Honza” zdołał zyskać… 1 sekundę przewagi. Na kolejnym etapie Francuzi nie odpuszczali i próbowali zorganizować akcję, która dałaby ich liderowi bezpieczne prowadzenie.

Zamiast wymarzonego sukcesu Garniera dopadł pech. Po pierwszym defekcie z pomocą kolegów udało mu się dojść do peletonu, po drugim został sam i przyjechał na metę w Łodzi z kilkunastominutową stratą. Dla bezpieczeństwa i własnej satysfakcji Veselý zaatokował samotnie 60 kilometrów przed metą wygrywając po raz piąty i przed ostatnim etapem zapewniając sobie zwycięstwo w wyścigu. Niemal 12 minut przewagi nad drugim zawodnikiem na zawsze pozostało największą różnicą dzielącą zwycięzcę od pierwszego przegranego.

Pokaz absolutnej dominacji katapultował przystojnego Czecha na szczyty popularności. W kolejnych latach nie udało mu się ponownie wygrać Wyścigu Pokoju, ale cały czas był wysoko. Z drużyną Czechosłowacji wygrał wyścig drużynowo w 1950 i 1951. W 1952 musiał uznać jedynie wyższość fenomenalnego Iana Steela, a w 1955 innej gwiazdy Wyścigu Pokoju „Täve” Schura. Łącznie wygrał aż 16 etapów.

Pod koniec sezonu 1955 praktycznie zawiesił swoją karierę sportową z powodów zdrowotnych. Komunistyczne władze zmusiły go jednak do wzięcia udziału w jubileuszowej 10. edycji Wyścigu Pokoju. Dawna wspaniała forma pozostała jedynie wspomnieniem i słabo jadący Czech wycofał się na 7. etapie.

Bezsensowność sytuacji w jakiej znalazł się Veselý opisał w swojej książce „Gdy ci się nie udaje” czeski pisarz i reporter sportowy Ota Pavel. Dla dziennikarza lubującego się w aspektach moralnych i psychologicznych przypadek „Honzy” był wymarzonym tematem. Czechosłowaccy decydenci nie skupiali się za bardzo na metafizycznych wartościach ludzkiej natury i uznali występ Veselý’ego za zdradę.

Władze pozbawiły go tytułu Zasłużonego Mistrza Sportu i zdyskwalifikowały na dwa lata. Zrzucony z piedestału zarabiał na życie jako kierowca ciężarówki. Na Wyścigu Pokoju pojawiał się jako gość dopiero od swojej rehabilitacji po praskiej wiośnie z 1968 roku. Nie zaangażował się w ponownie w kolarstwo ani jako działacz, ani jako trener. Wybrany czechosłowackim kolarzem XX wieku zmarł w swojej Pradze w 2003 roku.