Historie z Wyścigu Pokoju: Prolog

1 maja 1948 roku odbyła się pierwsza edycja wyścigu znanego przez dekady jako Wyścig Pokoju.

Decyzje „wielkiej trójki” zostawiły Polskę i Czechosłowację po złej stronie żelaznej kurtyny, a władzę na wschód od Berlina przejęły marionetkowe rządy odpowiadające jedynie przed Stalinem. Pomimo wojennych dramatów i powojennych rozczarowań ludzie spragnieni byli zwykłych rozrywek, sportu i jego bohaterów. Odrobiny kolorytu w świecie pełnym szarych ruin.

W różnych miastach zaczęto organizować zawody rowerowe, które szybko zyskały zainteresowanie zarówno publiki, jak i lokalnych aparatczyków. Początki Wyścigu Pokoju sięgają jednak Wszechsłowiańskiego Turnieju Bokserskiego jaki odbył się w 1946 w stolicy Czechosłowacji. Praskie dyskusje Zygmunta Dalla, dziennikarza „Głosu Ludu”, i Jana Blecha reprezentującego „Rudé Právo” nadały biegu wydarzeniom mającym doprowadzić do międzynarodowego wydarzenia sportowego łączącego oba narody.

Czechosłowacy początkowo chcieli zorganizować wyścig samochodowy. Obie strony szybko doszły jednak do wniosku, że w powojennych czasach ciężko było nie tylko o odpowiednie samochody, ale przede wszystkim o paliwo. Wyścig kolarski wydawał się czymś o wiele łatwiejszym do zorganizowania. Dodatkowo, kolarstwo zawsze cieszyło się niesamowitą popularnością wśród publiki.

Jednak organizacja wyścigu kolarskiego w cieniu ruin przysparzała zupełnie innych problemów. By pokonywać mordercze etapy, kolarze potrzebowali przecież niewyobrażalnych ilości jedzenia. Publiczność zaprzyjaźniona z nieodłącznym uczuciem głodu z ciekawością śledziła prasowe doniesienia na temat kolarskiej diety. Łaskawie zaakceptowano chleb, ziemniaki, jajka i smalec, ale dodatkowa kostka cukru wzbudziła spore kontrowersje.

Gdy prasa pełna radości donosiła, że polska drużyna pojedzie na najlepszych rowerach sprowadzonych z Włoch, pracownicy polskich fabryk rowerów głośno zaprotestowali. Ostatecznie biało-czerwoni ruszyli do wyścigu na rodzimych rowerach o wdzięcznej nazwie „Bałtyk”. Według zapewnień pracowników fabryk, wcale nie gorszych od swoich włoskich odpowiedników.

Pierwsza edycja Wyścigu Pokoju, nazywanego jeszcze Międzynarodowym Biegiem Kolarskim Warszawa–Praga–Warszawa, składała się z dwóch wyścigów biegnących równolegle w przeciwnych kierunkach. Jeden wyścig prowadził z Polski do Czechosłowacji, a drugi z Pragi do Warszawy. Patronat nad imprezą, nie bez przyczyny rozpoczynającą się 1 maja, objęli Bolesław Bierut i Klement Gottwald, a organizacją i relacjonowaniem przebiegu zajęły się największe organy komunistycznej propagandy, wspomniane już „Rudé Právo” i „Głos Ludu”. Nie było zaskoczeniem, że zmagania spotkały się z wielkim zainteresowaniem po obu stronach Karkonoszy.

Kolejne edycje zdecydowano się rozgrywać w nieco bardziej tradycyjnym formacie: jednego wyścigu biegnącego na przemian z jednej stolicy do drugiej. W 1949 roku Pablo Picasso, będący zaangażowanym komunistą, podarował wyścigowi jego największy symbol: gołąbka pokoju na błękitnym tle. W tym samym czasie Polski Komitet Obrońców Pokoju ufundował nagrodę dla zwycięskiego zespołu w klasyfikacji drużynowej. Impreza przyjęła swoją ostateczną nazwę: Wyścig Pokoju.

W 1952 roku do organizatorów z Polski i Czechosłowacji dołączył ich wschodnio-niemiecki odpowiednik, dziennik „Neues Deutschland”. W pamięci publiczności winy z przeszłości wciąż były świeże toteż ciężko powiedzieć, by Niemców witano z otwartymi ramionami. Dla wykluczonych z życia dyplomatycznego i sportowego obywateli NRD dołączenie do Wyścigu Pokoju było niebywałą nobilitacją.

Wyścig odbywał się w cieniu powiewających czerwonych flag i wielkich portretów narodowych przywódców, a starty i finisze na stadionach piłkarskich były masowymi wydarzeniami propagandowymi. Wielotysięczny tłum zbierał się na kilka godzin przed finiszem by dać wyraz duchowi socjalizmu. Pracownicy fabryk, rolnicy i uczniowie prześcigali się w upamiętnianiu bohaterów krzewiących idee socjalizmu przemierzając niezliczone kilometry na rowerach.

Wyścig cieszył się olbrzymią popularnością nie tylko dzięki wysiłkom komunistycznej propagandy i aspektom sportowym. W szarej codzienności kolorowy peleton był powiewem radości i normalności. Co więcej, impreza stała się areną cichej, aczkolwiek brutalnej, walki z odwiecznymi wrogami: Niemcami i Rosjanami. Każdy triumf naszych rozpalał tłumy do, nomen omen, czerwoności, a zwycięstwa Sowietów… No cóż, płonęły gazety i latały butelki, a z powodu trwających wiele godzin zamieszek propagandowa machina miała sporo zajęcia.

Na przestrzeni lat Wyścig Pokoju na szosach trzech państw przemierzył niezliczoną liczbę kilometrów i uradował miliony szczelnie otulających trasy jego przebiegu. Dla kolarstwa NRD, Polski i Czechosłowacji był wybawieniem, a jednocześnie podwalinami pod sukcesy, z których cieszymy się do dzisiaj. Bez Schura, Szurkowskiego i Veselý’ego kolarstwo trzech sąsiadów znalazłoby się prawdopodobnie w opłakanym stanie. Wielowymiarowość Wyścigu Pokoju ciężka jest do opisania.

banner