Rafał Majka: "to oczywiste, że chcę wygrać"

Rafał Majka opowiada o swoich planach na Giro i resztę sezonu

Poprzedni sezon był dla Rafała Majki pełen skrajnych emocji. Początkowo szło ciężko - król gór Tour de France 2014 nadspodziewanie wcześnie odpadał na podjazdach. Nie lepiej zresztą spisywała się cała drużyna Tinkoff-Saxo, w pierwszych czterech miesiącach sezonu 2015 odnosząc zaledwie dwa zwycięstwa.

Jako powód tych niepowodzeń szybko podano przetrenowanie, a choć zespół nie komentował problemów publicznie, szybko stało się oczywiste, że w przypadku sporej grupki zawodników problemem były zbyt intensywne przygotowania pod okiem trenera Bobby’ego Julicha.

Zmiany w przygotowaniach przyniosły rezultaty w drugiej części sezonu. Majka wygrał swój trzeci etap na Tour de France, a we wrześniu stanął na podium hiszpańskiej Vuelta a Espana.

Sukces z Hiszpanii tylko potwierdził, że Majka jest jednym z najlepszych kolarzy wieloetapowych młodego pokolenia. Majowe Giro d’Italia jest głównym celem sezonu dla młodego Polaka i to włoskiemu wyścigowi podporządkowane są wszystkie jego przygotowania.

Mam dom, rodzinę. Wiadomo, że brakuje mi domu. Nie widziałem żony od dwóch miesięcy. Tak samo rodziców i rodzeństwa. Spotkam się z nimi dopiero po Giro, po trzech miesiącach. To długo, ale z celem w głowie, z Giro, muszę być w 100 procentach skoncentrowany na tym, co robię. Na szczęście moja żona to rozumie

– wyznaje.

julich2015-majka-1

fot. Tinkoff-Saxo

Julich pożegnał się z ekipą w zeszłym sezonie, a nowym trenerem Rafała został Patxi Villa. Cykl przygotowań zmienił się zupełnie, a dotychczasowa jazda zawodnika Tinkoff napawa optymizmem.

Z Bobym trenowałem za dużo i za mocno. Zapłaciłem za to na początku sezonu. Jestem jeszcze młody i to było kolejne doświadczenie. W tym roku początek sezonu był o wiele lepszy, na samym początku byłem już 7. w Argentynie

W tym sezonie przyzwoicie pościgał się już w argentyńskim Tour de San Luis, Vuelta a Andalucia i Paryż-Nicea, gdzie był najważniejszym pomocnikiem walczącego o zwycięstwo Alberto Contadora.

Ostatnie tygodnie przed Giro Majka spędził na obozie treningowym Tinkoff na Cyprze. Wyspa położona na Morzu Śródziemnym jest kompletną nowością w katalogu kolarskich obozów przygotowawczych.

Są tu dobre drogi, cisza i mały ruch. Rok temu trenowałem na Teide, gdzie jest może wyżej, ale tu też są dobre i długie podjazdy. No i podczas treningów mamy 25 stopni

– tłumaczy kolarz z Zegartowic.

Przed wylotem do Holandii na start włoskiego touru Rafał pojechał Liege-Bastogne-Liege, a od wtorku zmierzy się z szosami we francuskojęzycznej części Szwajcarii na Tour de Romandie.

Nie mam jeszcze formy na 100 procent, ale wiem z doświadczenia, że najważniejsze to trafić w szczyt podczas ostatniego tygodnia Giro. To wtedy wyścig się wygrywa, albo przegrywa. Teraz trenujemy długie podjazdy, ale nie jedziemy w trupa. Przed Giro mamy jeszcze wciąż Romandię. Niestety w niedzielę upadłem, co może wpłynąć na moją formę w Szwajcarii. W trakcie wyścigu zobaczę jak będę się czuł, chcę dopracować dyspozycję przed pierwszym wielkim tourem sezonu. Mam silny zespół, trasa mi odpowiada, liczę że poprawię siódme miejsce z zeszłego roku

– mówi Majka.

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

Podczas Giro góry nie będą dla mnie problemem. Myślę, że bardzo ważna będzie długa czasówka, a także etap w Toskanii do Arezzo z odcinkami bez asfaltu. Pierwsze 6 kilometrów tego podjazdu jest normalne, z asfaltem, ale ostatnie 6 wiedzie już po szutrze. Mimo wszystko, jak jest się w dobrej formie, to nie trzeba się niczego obawiać. Ja dam z siebie wszystko, nie ważne jaki to będzie etap

– podsumował optymistycznie.

Organizatorzy wyścigów co raz częściej eksperymentują z nietypowymi etapami. Szutry, bruki, a nawet promenada przy plaży, stają się powoli stałymi elementami wyścigów.

Wiele się zmieniło w kolarstwie, ale to wszystko dla widzów przed telewizorami. Jak jedziemy etapy po szutrze albo czasówkę po plaży, jak rok temu na Vuelcie, to jest dla widzów. Dla nas, kolarzy, nie jest to łatwe, ale robimy to dla dobra i rozwoju kolarstwa

– zauważa.

Po zapowiedzi przez Olega Tinkova zakończenia finansowania zespołu wraz z końcem sezonu, drużyna i zawodnicy muszą poważnie walczyć o swoją przyszłość. Rafał ma ważny kontrakt na przyszły rok, ale w obecnej sytuacji nie jest to żadna gwarancja.

Nie wiem, co będzie z drużyną i nie zajmuję się tym. Może coś się zmieni, ale ja pracuję jedynie z moim trenerem i menadżerem. Moją pracą jest jazda na rowerze, a nie zamartwianie się. Chciałbym pojechać świetne Giro, być z najlepszymi. Wszystko, żeby potem mieć więcej swobody na wyścigach i jeździć na własne konto

Włochy zajmują specjalne miejsce w sercu Rafała. To tutaj rozpoczynał jazdę na własne konto w wielkich tourach, ale przede wszystkim to tu spędził ostatnie 7 lat swojego życia. Toskańska Lucca stała się dla Majki drugim domem, ale nie początki na Półwyspie Apenińskim nie były najłatwiejsze.

Początki we Włoszech to były jedne z najtrudniejszych dni w moim życiu. Przez pierwszy miesiąc było strasznie ciężko, inna kultura, bez rodziny, wszyscy mówili po włosku, a ja umiałem tylko boungiorno i buonanotte. Uczyłem się z książek, po trzech miesiącach mówiłem już coś więcej i od tego momentu było już łatwiej. Ale te trzy lata w U23 były najtrudniejsze w mojej karierze

– wspomina.

W wieku 15 lat poszedłem do szkoły dla sportowców i to miał być mój zawód, żadnego innego fachu po niej nie miałem. Musiałem postawić wszystko na jedną kartę i zrobić wszystko, żeby zostać zawodowcem. Wyjazd do Włoch był bardzo trudny. Musiałem być absolutnie profesjonalny. Dałem sobie trzy lata, żeby zostać zawodowcem. Nie skończyłem ostatniego roku U23, bo miałem już kontrakt z Saxo

– zakończył.

Początki Majki w Saxo są nierozerwalnie związane z dwoma postaciami. Bjarne Riisem i Alberto Contadorem. Pochodzący z Danii dyrektor sportowy miał wielki wpływ na karierę Polaka. To on zaoferował mu kontrakt po testach na Majorce i to on nadawał ton rozwojowi kariery kolarza z Zegartowic. Riis utwierdził Majkę w jego świetnych zdolnościach do regeneracji.

Mój poprzedni trener, jeszcze w juniorach, kazał mi zrobić testy wydolnościowe. Wyszło, że bardzo szybko się regeneruję, ale ja w to nie do końca wierzyłem. Potem w 2014 pojechałem Giro, a Bjarne poprosił, żebym pojechał jeszcze Tour. Powiedziałem mu, że jestem ciągle za młody, że to za trudne, że jeszcze nie odpocząłem i nie zregenerowałem się. Riis mówił mi tylko, że wszystko będzie OK, że się zregeneruję i będę w świetnej formie na dwa ostatnie tygodnie. Okazało się, że miał racje. Pierwszy tydzień cierpiałem, ale potem wygrałem dwa etapy, koszulkę górala, Tour de Pologne i pojechałem jeszcze Colorado

– wspomina z uśmiechem.

Po ciężkim początku sezonu dla Tinkoff-Saxo, drogi Riisa i właściciela Olega Tinkoffa rozeszły się na dobre. Ich relacje nigdy nie należy do najlepszych i były raczej obopólnym wyborem mniejszego zła. Słabe wyniki całej drużyny doprowadziły Rosjanina do skraju cierpliwości i rozstania się z menadżerem niemal ubóstwianym przez część zawodników.

Bjarne miał wielki wpływ na moją karierę, ale w kolarstwie wszystko się zmienia. Pierwsze miesiące bez Bjarne nie były łatwe, ale potem wszystko minęło. Nie ma go już z nami, więc trzeba było się z tym pogodzić i ruszyć dalej. Mamy dobrego sponsora. Oleg zainwestował w zespół mnóstwo swoich pieniędzy i mam za to wielki szacunek

– ucina.

Podczas obozu na Majorce, gdzie Rafał zyskał kontrakt z Saxo, był jedynym, który utrzymał koło Contadorowi na jednym z podjazdów. Hiszpan, wówczas był już bardzo utytułowanym zawodnikiem, a dla młodego Polaka wielkim idolem.

Nasze relacje nie zmieniły się za bardzo przez ten czas. Gdy dołączyłem do zespołu, miałem 21 lat i przy stole na obozie siedziało wiele wielkich nazwisk. Potem jechałem z Alberto moją pierwszą Vueltę w 2012, tę którą wygrał. Wiele się zmieniłem od tego czasu, mam teraz więcej doświadczenia, ale wciąż darzę go olbrzymim szacunkiem. Jest wielkim zawodnikiem. Wygrał przecież wszystkie wielkie toury. Uczę się ciągle od niego, ale też od innych doświadczonych zawodników.

– podsumowuje krótko polsko-hiszpańskie relacje.

fot. ASO/G.Demouveaux

fot. ASO/G.Demouveaux

Majka od kilku lat jest jednym z najważniejszych pomocników Contadora w górach. Mimo wszystko ambicje młodego Polaka doprowadziły do pojawienia się w mediach artykułów oskarżających go o celowe sabotowanie pracy na rzecz Hiszpana. Majka podkreśla, że jest gotowy jechać na swojego idola podczas lipcowego Tour de France. Jednocześnie przyznaje, że od „El Pistolero” wciąż można wiele się nauczyć:

Contador jest zawsze w 100 procentach skoncentrowany i przygotowany. Ja też się staram, ale on ma świetną głowę! On też przecież cierpi, jest mu ciężko, a mimo to jedzie. Tego się ciągle od niego uczę. Myślę, że taka głowa przychodzi z wiekiem. Jak jesteś młody, a pogoda jest zła, to nie jest łatwo, bo myślisz sobie, że dzisiaj nie ma pogody na trening. Prawda jest taka, że musisz mieć silną głowę i myśleć o celu. To przychodzi z wiekiem i widzę to u siebie. On cały czas atakuje. Tak jak teraz na Paryż-Nicea, przegrał tylko o 4 sekundy, ale zrobiliśmy wszystko, co było można

Giro to niezaprzeczalnie wielki cel dla Rafała, ale od maja do końca sezonu jest jeszcze wiele czasu i wiele wyścigów. Polak najprawdopodobniej pojedzie do Francji pomóc Contadorowi odnieść kolejne zwycięstwo w "Wielkiej Pętli". Po Tour de France są jeszcze Igrzyska Olimpijskie, które są marzeniem Rafała.

Byłem na trasie olimpijskiej po Argentynie, z Pawłem, Peterem i Bodim. Trasa jest bardzo ciężka, nie będzie łatwo. Igrzyska dla wszystkich zawodników to wielki cel, wygrać albo w ogóle zdobyć medal. Nie tylko trasa jest ciężka, ale i klimat – jest bardzo gorąco i wilgotno. Trasa jest dla górali. To ciągle góra-dół i spore przewyższenia. Myślę, że to będzie finisz z małej grupy. Zjazdy są trudne i zdradliwe, ale nawierzchnia jest bardzo dobra.

majka-kwiatkowski-tvp

fot. Langteam

Rafał Majka wraz Michałem Kwiatkowskim stali się symbolami polskiego kolarstwa, nie tylko na Zachodzie, ale przede wszystkim w kraju. Ich zaangażowanie i sukcesy mogę pchnąć sport do przodu i przynieść więcej sukcesów w przyszłości.

Staram się pomagać polskim młodym kolarzom dostać się do Włoch. To dobra szkoła kolarstwa. Pomagam mojemu krakowskiemu zespołowi. Wraz ze Specialized dostarczyliśmy im kaski, buty. Takim małym drużynom trzeba pomagać, bo inaczej jest im ciężko.

Teraz czuję na sobie odpowiedzialność. Ludzie w Polsce wiedzą kim jestem i gdy nie jestem w czołówce pojawiają się różne komentarze. Jak jesteś dobry masz wielu przyjaciół, ale gdy coś nie idzie to nie ma nikogo. Tak było rok temu na początku sezonu. Staram się nie czytać informacji na swój temat, to nie ma sensu

– podsumowuje.

Przed zbliżającym się Giro, prawdopodobnie jednym z najważniejszych startów jego kariery, Rafał nie traci optymizmu.

Jak kończysz na podium, to oczywiście, że chcesz wygrać wielki tour. To nie jest łatwe, ale chce walczyć przynajmniej o pudło, potem zobaczymy jak to się potoczy dalej.