Adam Kuś: w drodze do SMSu

Otwierając tego bloga wraz z Adamem chcieliśmy przybliżyć naszym Czytelnikom treningi i ściganie zawodników w młodszych kategoriach wiekowych. Mamy nadzieję, że wspomnienia z wyścigów pozwolą Wam zrozumieć drogę i warunki, w jakich wychowują się młodzi kolarze w Polsce.

Cześć wszystkim!

To mój pierwszy wpis na blogu, więc wypadałoby napisać parę słów o sobie.

Nazywam się Adam Kuś. Miłością do kolarstwa zaraził mnie tata, który kiedyś także był kolarzem. Od małego miałem więc styczność z kolarstwem i pewnie dlatego zacząłem jeździć. Pierwszy „wyścig” zaliczyłem w wieku 6 lat. Była to raczej zabawa rowerowa rozgrywana na 1 kilometr, ale wtedy było to dla mnie bardzo poważne wyzwanie! Pamiętam, że ukończyłem go na 5 miejscu. Tak się to zaczęło - wkręciłem się w kolarstwo.

W wieku 9 lat tata pierwszy raz zabrał mnie na wyścig – jedną z edycji Bike Maratonu. Zaliczyłem wtedy 30 km po całkiem sporych górach. Cały wyścig przejechałem wtedy za wujkiem, który opiekował się mną na trasie. Dla mnie był to pierwszy tak potężny wysiłek. Od tamtej pory wiedziałem już kim chcę zostać w przyszłości. Postanowiłem zapisać się do klubu kolarskiego i w wieku 10 lat zapisałem się do MLKS Wieluń, w którym nadal jeżdżę i trenuje.

Moim pierwszym poważniejszym sukcesem było zdobycie srebrnego medalu mistrzostw makroregionu w młodzikach na szosie ze startu wspólnego i brązu w wyścigu MTB. Jako młodzik zająłem jeszcze 7. miejsce w nieoficjalnych przełajowych Mistrzostwach Polski i 6. miejsce w Mistrzostwach Polski MTB. W „młodziku” wygrałem jeszcze w swojej kategorii klasyfikację generalną Bike Maratonu.

W juniorze młodszym zaczęło się poważniejsze ściganie. W pierwszym roku za swój największy sukces uważam 6. miejsce na Górskich Mistrzostwach Polski. Poza tym kilka razy udało mi się stanąć na „pudle”. W drugim roku juniora młodszego było jeszcze lepiej. Zaczęło się od wygrania prestiżowego wyścigu Grand Prix Częstochowy. Potem przyszły dwa medale mistrzostw Polski LZS: srebro z jazdy indywidualnej na czas i brąz ze startu wspólnego. Na ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży (Mistrzostwa Polski) udało mi się zająć 10. miejsce na czas. Także Górskie MP, choć bardzo pechowe, udało mi się ukończyć na 8. miejscu. Pomiędzy tymi wyścigami wchodziłem wielokrotnie na pudło, a kilka razy nawet na najwyższy stopień. Sezon zakończyłem z przytupem w belgijskich wyścigach.

W październiku zeszłego roku wraz z kadrą szkolną udałem się na dwa wyścigi do Belgii. Podróż minęła w bardzo dobrej atmosferze, a zaraz po przyjeździe zaliczyliśmy przejażdżkę na rowerach. Co mnie najbardziej zaskoczyło to zachowanie wobec kolarzy. Wszyscy przechodnie klaskali albo nam machali. Czułem się jak zawodowiec! W takich warunkach można trenować 😉

W pierwszym dniu mieliśmy do pokonania 70 km. Postanowiliśmy, że pomożemy wygrać Mikołajowi. Emocje przed tym startem były duże, ponieważ to był mój pierwszy wyścig w Belgii i nie wiedziałem, czego się spodziewać. Przygotowania poszły bardzo dobrze - zadbali o nas trenerzy, a każdy z nas był zadowolony z ich wkładu w nasz start. Wyścig ułożył się dobrze, chociaż ściganie Belgów mnie zaskoczyło, to bardzo mi pasowało. Było pełno akcji i ucieczek, a wyścig stał na naprawdę na wysokim poziomie. Mikołajowi udało się wygrać, więc nasza praca przyniosła owoce. Organizacja wyścigu była bardzo sprawna, a wszystko toczyło się bez żadnych komplikacji. Nagrody to kolejne zaskoczenie: nagrody pieniężne aż do 40. miejsca, a do tego kilka premii.

Drugiego dnia wystartowaliśmy w Criterium Appelterre. Taktyka przed wyścigiem była prosta: każdy miał jechać na własne konto, bez wsparcia ekipy. Oczywiście w praktyce nie do końca tak było, ponieważ kolarstwo to jednak sport drużynowy.

Przed startem nie byłem już tak zdenerwowany. Do wszystkiego podchodziłem spokojnie, bez większych nerwów. Po starcie jechałem bez szału i nie czułem się za mocno. Pierwsze 20 z 50 km, przejechałem spokojnie w grupie. Jakoś po 20 km poczułem, nogę i postanowiłem spróbować szczęścia. Odskoczyłem od rywali i pojechałem na solo. Moja przewaga wynosiła około 30 sekund i utrzymywała się. I tak przez pół wyścigu uciekałem sam przed peletonem, zbierając przy tym wszystkie premie. Pod koniec doskoczył do mnie jeden z Belgów, a peleton bardzo się zbliżył. Niestety rywal był bardziej świeży i dlatego nie dałem rady pokonać go na finiszu i zająłem drugie miejsce. Peleton spóźnił się o 6 sekund, a finisz wygrał Mikołaj. Mieliśmy więc dwa miejsca na podium! Byłem bardzo szczęśliwy z wyniku, ale pozostał mały niedosyt.

Od ubiegłego roku jestem uczniem Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Świdnicy. W kolejnym wpisie postaram się Wam przybliżyć, jak wygląda życie, nauka i trenowanie w SMSie.