Jim Ochowicz: "nikt nie jest przygotowany na to, by rozjechał go motor"

BMC Racing ma pecha do motocyklów. Rok temu podczas Clasica San Sebastian potrącony został pewnie zmierzający po zwycięstwo Greg van Avermaet, teraz na trasie La Drome motor zmiótł Danilo Wyssa.

Ostatni weekend w ogóle stał pod złą gwiazdą. W Kuurne-Bruksela-Kuurne prawie że rozjechany został Stig Broeckx (Lotto-Soudal). Na motorze, który poturbował Belga (złamany obojczyk oraz żebro), siedział... jeden z lekarzy wyścigu.

Lotto-Soudal zastanawia się nad wniesieniem oficjalnej skargi oraz przesłuchanie kierującego. Po zeszłorocznych „incydentach” m.in. w Vuelta al Pais Vasco i wprowadzeniu w życie protokołu pogodowego wydawało się, że kwestie bezpieczeństwa w peletonie brane są zupełnie na poważnie.

Jim Ochowicz, właściciel BMC Racing, uważa jednak, że tak naprawdę UCI nie zrobiła nic, by zapewnić zawodnikom poczucie bezpieczeństwa. We wrześniu 2015 roku wystosował do federacji list, w którym domagał się zajęcia się problemem. Teraz sporządził kolejny.

Od tego czasu problem stał się jednak coraz to większy, a my mogliśmy się tylko przyglądać rozwojowi wypadków. Teraz zwracam się ponownie do Unii z żądaniem, by coś w końcu zrobiła. Tylko w ten weekend dwóch kolarzy leżało z winy motocyklistów. Jest to niewiarygodne. Sportowcy zasłużyli sobie na większy szacunek niż otrzymują na razie od odpowiedzialnych za bezpieczeństwo osób. Zdajemy sobie sprawę z tego, że wytyczone trasy mogą być niebezpieczne przez takie a nie inne uwarunkowanie terenu, nikt niej jest jednak przygotowany na to, by zostać potrącony od tyłu przez pędzący motor na zamkniętej drodze. Skandal! Musimy coś uczynić, by w przyszłości nie wydarzyło się jeszcze coś gorszego

– tłumaczył Ochowicz.

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: