Prawdziwe ściganie

Prawdziwe ściganie czas zacząć!

Belgijskie szosy i bruki przywitają po niemal roku przerwy zawodników spragnionych sukcesów, a na horyzoncie widać już marcową wyprawę ku nicejskiemu słońcu. Choć wyścigi na całym świecie trwają od połowy stycznia, to teraz właśnie zaczyna się okres, w którym większość kolarzy wchodzi na wyższe obroty. Imprezy najwyżej punktowane w kalendarzu i przez dziesięciolecia budujące swoją markę przeniosą nas z pustynnych klimatów Bliskiego Wschodu na północ Europy, gdzie zawodników przywita wiatr i szaruga. Prawdziwe ściganie czas zacząć.

Kolarstwo szosowe w zawodowym wydaniu to również biznes. Nie ma tu miejsca na próżnię. Ściganie trwa niemal cały rok i tylko dwa miesiące pozostawione są na odpoczynek, regenerację i przygotowanie do nowego sezonu. Sponsorzy chcą być widoczni cały rok, coraz więcej podmiotów dostrzega szansę zarobku organizując wyścig kolarski. Tym sposobem, początek roku zdominowany jest przez imprezy w Argentynie, Australii oraz krajach bliskowschodnich.

Mniejsze imprezy europejskie też jednak przyciągają duże nazwiska. Dziś sezonu nie zaczyna się w marcu – strata do najmocniejszych rywali mogłaby się bowiem okazać nie do odrobienia w dalszej części sezonu. Contador wygrał już w Portugalii, Froome błyszczał w Australii, a popis mocy w Andaluzji dał Valverde. Alexander Kristoff ma już na koncie pięć zwycięstw i to zdecydowanie rozgrzewka a nie szczyt formy. Mniejsze wyścigi oczywiście istnieją już od dawna, ale presja dobre występy od lutego to relatywnie nowe zjawisko. Tego właśnie oczekują sponsorzy.

Znakiem czasów jest również to, że w ostatnich latach organizatorzy pierwszych wyścigów lubują się w jak największym utrudnianiu życia kolarzom. Coraz cięższe etapy z morderczymi kombinacjami podczas Giro oraz kilkanaście górskich finiszy na Vuelcie stało się już normą. Obecnie jednak, już od pierwszych startów, zawodnicy mają dosłownie pod górkę, czego najlepszym przykładem była ubiegłoroczna edycja wyścigu w Andaluzji. Pojedynek Froome’a z Contadorem, zakończony minimalnym zwycięstwem tego pierwszego, był dla widzów atrakcyjny, ale również na tym etapie sezonu niespotykany. Kalendarz w ostatnich latach się rozrósł i o ile niektóre imprezy z powodów finansowych upadły, to ich miejsce zajęły nowe, nie zawsze w środowisku popularne. Nic więc dziwnego, że organizatorzy chcą przyciągnąć zainteresowanie, a najprostszym sposobem są ciężkie trasy.

Zwykło się mówić, że Valverde jest jedynym zawodnikiem w peletonie, który na najwyższym poziomie kręci równo przez cały rok. W tej chwili jednak wszyscy mają po brzegi wypełniony kalendarz startów i od styczniowej lub lutowej rozgrzewki aż do październikowych klasyków są w gotowości.

W takiej właśnie atmosferze pośpiechu i pogoni za pomniejszymi tryumfami, Belgia wita kolorowy peleton. Zaczynają się wyścigi, które wielu uznanych zawodników zaznacza w kalendarzu jako docelowe i do których przygotowuje się przez cały sezon. Dotychczasowe ściganie o ile było intensywne i wymagające, to nie przynosiło wielu emocji. Prawdziwa uczta dla kibiców zaczyna się dopiero teraz. Brukowe klasyki, włoskie wybrzeże, na którym zakończy się La Primavera, hiszpańskie tygodniówki oraz niedostępne Ardeny to esencja pierwszej części sezonu.

Styczeń i luty można było poświęcić na zaznajomienie się z nowym układem kolorów i sił w peletonie. Teraz czas ocenić, kto najlepiej wykorzystał zimowe miesiące i najlepiej poradzi sobie na trasach legendarnych wyścigów.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: