Przygotowania do najważniejszego sezonu w karierze

Ostatni rok w kategorii młodzieżowej, czyli najważniejszy sezon w życiu przede mną.

Cześć wszystkim! Od dawna nie odświeżałem swojego bloga, więc postaram się trochę to nadrobić i kronikarsko opowiedzieć (w skrócie) co się działo u mnie, bo pierwsze starty tuż tuż.

Sezon 2015 skończyłem dość późno, bo 11 października. Cały miesiąc odpoczywałem, sporadycznie wsiadłem na rower, jak już to z nudów, w ramach ruchu zdarzały się jakieś dłuższe spacery po lesie. Spędziłem mnóstwo fantastycznego czasu z znajomymi i rodziną, od kilku lat tak się świetnie nie bawiłem i naprawdę odpocząłem psychicznie i fizycznie od wszystkiego.

Rower i motywacja wróciły już w listopadzie, zacząłem też dużo częściej chodzić na siłownię oraz basen z sauną. W grudniu odbyło się już pierwsze zgrupowanie ekipy w Hiszpanii, dzięki czemu mogłem poznać lepiej nowych zawodników i obsługę w drużynie – obok zmiany sponsora mamy też sporo nowych kolegów, ze starego składu zostało nas raptem pięciu. Ogólnie świetnie przepracowane zgrupowanie, naładować baterie mogłem spokojnie przez święta, mając już jakiś plan na sezon w głowie.

Zaraz po Nowym Roku wróciłem do Hiszpanii i od tego czasu jestem tutaj cały czas. Wprawdzie pierwsze zgrupowanie trwało tylko od 4 do 15 stycznia, ale później zostałem na miejscu z kolegą, mistrzem Portugalii Nuno Bico. Prawie miesiąc mogłem sam potrenować, naprawdę bardzo tego potrzebowałem. Jeździłem dość dużo, ale spokojnie i byłem zadowolony z każdego kilometra na rowerze. Nie był to trening przegadany w 12-osobowej grupie, tylko solidny wysiłek, co było widać w danych, krótko mówiąc waty się zgadzały. O to mi chodziło.

kasper2016

hmm, trening grupowy czyli let me take a selfie;)

Styczeń zleciał szybko, piszę bloga, a tu już luty i się kolejne zgrupowanie kończy. Prosto z Hiszpanii lecę jeszcze do Włoch, spokojnie potrenować jeszcze i odpocząć przed pierwszymi startami, które już coraz bliżej. Trochę inne drogi, inni ludzie, myślę, że dobrze mi to zrobi.

Sezon zaczynam 28 lutego na GP Izola (1.2) w Słowenii, skąd jadę na dwa tygodnie prosto do Chorwacji. Nie, nie na wakacje, będziemy spokojnie trenować i znów się ścigać, najpierw w dwóch klasykach Trofej Umag (1.2) i Porec Trophy (1.2), a później w wyścigu etapowym Istrian Spring Trophy (2.2). Trochę jak w 2014 roku, kiedy tymi startami zaczynałem ściganie w Bauknechcie.

Taka karuzela do połowy marca, potem w końcu wracam do domu 🙂 Chwilę odetchnę, ale chyba też nie za długo, bo następnym startem będzie kolejna etapówka, Le Triptyque des Monts et Chateux (2.2), a to chyba pierwsze dni kwietnia.

Tak to w skrócie wyglądało u mnie na początku roku. Będzie to ważny sezon, w końcu olimpijski. Czas leci za szybko, ja jestem zmotywowany jak nigdy, to w końcu jest najważniejszy sezon w moim życiu, ostatni rok w kategorii U23. Trzymajcie kciuki 🙂

banner