Vuelta a Espana 2015: Podsumowanie drugiego tygodnia

Drugi tydzień ścigania po hiszpańskich szosach przyniósł nie mniej emocji niż dziesięć otwierających etapów.

Harce Chavesa i Dumoulina zastąpiła walka na sekundy między Aru i Rodriguezem. Dwa etapy, anonsowane jako najtrudniejsze w historii wyścigu, wprowadziły sporo zamieszania, ale nie dały ostatecznej odpowiedzi na najważniejsze pytania związane z układem klasyfikacji generalnej. Dogrywka w trzecim tygodniu.

Królewskie etapy

W pierwszym dniu przerwy temat numer jeden był oczywisty: nadchodzący etap w górach Andory. Stwierdzenie, że to królewski etap, nie oddawało całej skali trudności. Niemal 5000 metrów przewyższenia na 138 kilometrach mówiło samo za siebie. W projektowaniu tych katuszy brał udział sam Purito Rodriguez, który mieszka w tamtej okolicy, nic więc dziwnego, że kolarzy nogi bolały już od samego patrzenia na profil etapu. Przebieg etapu dostarczył mnóstwo emocji. Najpierw tych mniej przyjemnych, bo upadł Froome i dojechawszy na odległej pozycji, następnego dnia już nie wystartował. W dalszej części etapu Movistar i Katiusza robiły co mogły, ale mocnych na Astanę nie było. Mikel Landa, wbrew woli zespołu, wygrał po całodniowej ucieczce, a Fabio Aru okazał się najmocniejszym wśród faworytów. Landa po sezonie odchodzi z kazachskiej ekipy, mógł więc sobie pozwolić na małą niesubordynację i potwierdzić, ze jest jednym z najlepszych górali 2015 roku.

Wczorajszy etap natomiast wymęczył faworytów tak, że ataków nie zobaczyliśmy aż do ostatnich kilometrów. Na piekielnie stromym zboczu Alto Ermita de Alba starli się w końcówce zaciekle atakujący Rodriguez z Aru, który ostatkiem sił bronił swojej jednosekundowej przewagi. Włoch nie wyszedł obronną ręką i teraz to Purito prowadzi z najmniejszą możliwą przewagą. Blisko jest jednak niezatapialny Dumoulin, który wobec swojej odporności na ataki rywali, wyrasta na jednego z kandydatów do końcowego tryumfu.

Rafał Majka

Czy Majka wygra kiedyś Wielki Tour? Bardziej zasadne wydaje się raczej pytanie o to, kiedy się to stanie. Polak nie przestaje zadziwiać i ani myśli być statystą w pasjonującym spektaklu odgrywanym na hiszpańskiej ziemi. Wspina się razem z najlepszymi i tylko na ostatnich metrach traci sekundy do Aru i Rodrigueza. Do dyspozycji ma oddaną i zaskakująco długo pracującą drużynę, w której wyróżnia się Paweł Poljański. Ewidentnie Majka rozkręca się z dnia na dzień i aż szkoda, że wtorkowy etap był ostatnim w tym wyścigu, który kończył się metą pod górę.

Tuż za plecami górala z Zegartowic wyrasta Tom Dumoulin, którego atutem będzie środowa czasówka. O podium Majka będzie więc musiał bardzo mocno walczyć, ale szanse są spore. Polak jedzie świetny wyścig i nie przytrafiła mu się w drugim tygodniu ani chwila słabości. Może właśnie tą regularnością uda mu się wywalczyć podium, którego w Vuelcie nie mieliśmy nigdy? Widać jak na dłoni, że mamy specjalistę od trzytygodniowych wyścigów i niezależnie od miejsca, które zajmie w Madrycie, jego jazda po dwóch tygodniach zasługuje na ogromne uznanie.

Patrząc na wyczyny Majki, nie można zapomnieć o roli jaką odgrywa w tym wyścigu Poljański. Jest zawsze tam, gdzie być powinien, w końcówkach pomaga jak może i rwie peleton na strzępy. I tego jest mu mało, bo zabiera się w ucieczki i stara się o etapowy sukces. Do zawodowego peletonu dołączył w ubiegłym sezonie, więc na jego sukcesy jeszcze chwilę poczekamy, ale jazdą w tegorocznej Vuelcie udowadnia, że stać go na wiele.

Życiowe sukcesy...

Poljański niezaprzeczalnie jedzie najlepszy wyścig w karierze, ale i paru innych zawodników miło będzie wspominać etapy drugiego tygodnia. Na górskim etapie w Andorze wszystkich zadziwił młody Amerykanin Ian Boswell, który ostał się z ucieczki i finiszował tuż za rozpędzonym Fabio Aru. Wiadomość ta nieco poprawiła humory w brytyjskiej ekipie Sky, przejętej bardziej stanem zdrowia Froome’a.

Następnego dnia finisz z peletonu w Lleidzie rozstrzygnął na swoją korzyść młody Danny Van Poppel, syn sławnego Jeana-Paula, seryjnego zwycięzcy etapowego na Wielkich Tourach. Oznaki talentu dawał wielokrotnie, choć dotychczas jego największym sukcesem było podium wiosennego klasyku Scheldeprijs. Jego tryumf jest tym cenniejszy, że potrafił odnaleźć się w peletonie po defekcie, który przytrafił mu się kilka kilometrów przed metą, a potem jeszcze skutecznie zafiniszować.

Nelson Oliveira również podreperował swoje palmares. Życiowym sukcesem po oderwaniu się od towarzyszy ucieczki i następnie wielokilometrowej samotnej jeździe na czas, zyskał sobie sympatię kibiców. Waleczność i odwaga zostały docenione i niepozorny Portugalczyk dał swojemu krajowi pierwsze od 39 lat etapowe zwycięstwo w hiszpańskim narodowym wyścigu.

... i powroty

W pewnym sensie życiowy sukces odniósł również Alessandro de Marchi, tryumfując na szczycie Fuente del Chivo, powyżej stacji narciarskiej Alto Campoo. Włoch od początku sezonu zmagał się z zapaleniem ścięgna i po długiej przerwie wrócił do ścigania podczas Tour de Pologne. Wygrywając etap Vuelty, powtórzył wyczyn z ubiegłego roku. Szefostwo BMC, dla którego jeździ De Marchi, nie mogło dostać lepszego prezentu, jako że zmagało się też ostatnio z przewlekłymi urazami Phinneya oraz Stetiny i wreszcie mogło zaobserwować, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Przypomniała o sobie również dwójka z Treka. Najpierw okazało się, że Haimar Zubeldia jedzie w wyścigu i kiedy już zabrał się do ucieczki tak dobrze mu szło, że na finałowym podjeździe zaatakował wprawiając wszystkich w zakłopotanie, bo ataki doświadczonego Baska są rzeczą tak niespotykaną, jak zwycięstwa Rojasa na finiszu.

Dzień później do akcji ruszył Fränk Schelck. Starszy z braci nie prezentuje już dawnego poziomu od jakiegoś czasu, ale moment do ucieczki wybrał idealny. Razem z kompanami zyskał nawet 21 minut przewagi. Różnica ostatecznie się zmniejszyła, ale Schleck wrażenie robił świetne i nie dając sobie chwili wytchnienia odczepiał kolejnych rywali. Wygrał w stylu, jakim pochwalić może się niewielu uciekinierów w tym sezonie i z występu w tegorocznej Vuelcie jest na pewno rozliczony .

Trzeci tydzień

Dzisiaj kolarze odpoczywają, ale już w środę wielkie wyzwanie: niemal czterdziestokilometrowa czasówka w Burgos. Teren nie jest specjalnie wymagający, trudności może przysporzyć za to kręta końcówka. Zdecydowanym faworytem tej próby jest Dumoulin, ale i Majka na straconej pozycji nie stoi. Aru i Rodriguez będą starali się zminimalizować straty i zachować jak najwięcej ze swej przewagi. Mety trzech następnych etapów nie są usytuowane na podjazdach, co będzie pewnym utrudnieniem dla górali walczących o końcowy tryumf z Dumoulinem, ale nieregularność terenu z pewnością pozwoli na ataki. Trzeci tydzień wyścigu niezależnie od trasy potrafi być zdradliwy i walka toczy się do samego końca. Zwycięzcę poznamy dopiero w Madrycie.

fot. Javier Belver / Unipublic

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: