Vuelta a Espana 2015: wypowiedzi po 12. etapie

Jeden się cieszył, a drugi się smucił na mecie 12. etapu Vuelta a Espana. W samej końcówce peleton dogonił jeszcze ostatniego uciekiniera dnia odbierając mu zwycięstwo.

Wyścig był po prostu dzisiaj za długi, za długi o 200 metrów. 200 metrów z 178 km. To nic. Gdyby finał był płaski albo gdybyśmy na kilometr do celu mieli dziesięć sekund przewagi, dojechalibyśmy

– mówił rozczarowany Maxime Bouet (Etixx-Quick Step).

Francuz uciekał m.in. z Alexisem Gougeardem (Ag2r), który na ostatnich kilometrach zaatakował.

Odjechałem, ponieważ współpraca nie układał się już tak, jak powinna. Myślałem, że wygramy ten etap. Ale mój atak był chybiony, pomyliłem się

– powiedział Gougeard. Po nim odskoczył jeszcze Jaco Venter (MTN-Qhubeka), którego złapał Bouet, zanim ten nie został doścignięty przez rozpędzoną grupę zasadniczą.

Na kresce najszybszy okazał się Danny van Poppel (Trek). 22-latek na 11 km do mety miał defekt techniczny, lecz w czas się z nim uporał.

Wygrałem etap wyścigu WorldTour. Dla mnie jest to wielkie zwycięstwo, z którego niezwykle się cieszę. Miałem trochę stresu, kiedy złapałem kapcia, ale moi dyrektorzy sportowi powiedzieli, że mam nie panikować. W pogoni pomogli mi koledzy. Idealny wręcz timing, chociaż nie wiedziałem, czy z przodu może czasem nie znajduje się jakiś inny uciekinier. Nikogo nie widziałem. Musiałem bardzo wcześnie rozpocząć mój sprint, jednak dysponowałem dobrymi nogami, cały dzień czułem się wyśmienicie

– tłumaczył syn Jean-Paul van Poppela, który w swojej zawodowej karierze triumfował na dziewięciu odcinkach Vuelty.

Liderem pozostał Fabio Aru z Astany.

Szkoda Chrisa Froome’a (Sky). To zła wiadomość, że musiał się pożegnać z wyścigiem, który przestanie być taki spektakularna. Lecz z jego kontuzją nie sposób dalej kręcić. Czwartek był dla nas w miarę spokojny. Finał jednak żył szybkością. Kolejne etapy są ciężkie. Patrzymy z dnia na dzień

– stwierdził Włoch pedałujący w czerwonej koszulce.

Równie spokojny była dzisiejsza rywalizacja dla czwartego w generalce Rafała Majki.

Dzisiejszy etap przebiegł dla mnie dość spokojnie, miałem szansę zregenerować nieco siły po wczorajszej, morderczej walce. Ten i jutrzejszy dzień to wstęp do tego, co czeka nas od soboty, czyli trzech ciężkich etapów górskich. Myślę już o nich, jednocześnie starając się koncentrować na tym co tu i teraz, żeby nie stracić gdzieś niepotrzebnie czasu. Bardzo wspiera mnie w tym cała drużyna Tinkoff-Saxo, za co serdecznie dziękuję!

– napisał kapitan na Tinkoff Saxo na swojej stronie rafal-majka.pl.

fot. Graham Watson/Unipublic

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: