Paweł Poljański: "powoli zaczynam dostawać okazje dla siebie"

fot. Jakub Zimoch/rowery.org

Kolarz rosyjskiej ekipy Tinkoff-Saxo podsumowuje pierwszą część sezonu.

Zakończone w niedzielę Criterium du Dauphine było dla niego szóstym ukończonym wyścigiem etapowym w sezonie 2015. Paweł Poljański pokazał się na trasie francuskiego przetarcia przed Tour de France i powoli podsumowuje znajdujący się na półmetku rok.

Polak znajduje się w szerokim składzie zespołu Tinkoff-Saxo na Tour de France, aczkolwiek ostateczna decyzja co do startu jeszcze nie zapadła. Alternatywą dla startu w "Wielkiej Pętli" są występy w Austrii, Polsce i hiszpańskiej Vuelta a Espana.

Pierwsza część sezonu naznaczona była trudnościami, nie tylko dla 25-latka z Rumi, ale także dla większości zawodników ekipy Olega Tinkova. Kolarze w jasnożółtych trykotach nie błyszczeli, brakowało im świeżości i zapowiadanych wcześniej sukcesów. Od początku sezonu wytłumaczeniem tego stanu rzeczy było przetrenowanie w okresie zimowym, o czym kilkukrotnie wspominali zawodnicy rosyjskiej ekipy.

W maju lider zespołu - Alberto Contador - wygrał Giro d'Italia, w kluczowych momentach radząc sobie jednak w pojedynkę. Zespół przygotowywany na Tour ma być o wiele mocniejszy by pomóc 32-letniemu Hiszpanowi w osiągnięciu historycznego wyniku - dubletu Giro-Tour w jednym roku.

Na nieco ponad dwa tygodnie przez rozpoczęciem "Wielkiej Pętli" rozmawiamy z Pawłem o pierwszej części sezonu i widokach na przyszłość.

Za Tobą start w Criterium du Dauphine. Z jakimi zamierzeniami do niego przystępowałeś?

Tak naprawdę nie wiedziałem w jakiej formie będę się znajdował, bo przystępowałem do startu po miesięcznej przerwie. Wiedziałem tylko, że po Tour de Romandie przepracowałem każdy dzień tak jak należy, więc głowę miałem spokojną. Forma była tam, gdzie być powinna, a z każdym dniem czułem się coraz lepiej, więc z Francji wyjechałem spokojny o dalszą cześć sezonu.

Na górskich etapach łapałeś się w top20. Nogi kręciły lepiej z dnia na dzień po takiej przerwie?

Może udawało mi się wskoczyć do tej drugiej dziesiątki, ale to częściej przez przypadek, sam raczej nawet o takie miejsca walczyć nie chciałem. Liderem był Robert Kiserlovski, na te ostatnie kilometry zawsze zostawałem z nim i mu pomagałem. Gdybym miał wolną rękę, to miejsca może byłyby lepsze, ale miałem jasno określone zadania.

Na etapie na Mont Blanc wyglądałeś na bardzo mocnego w tym odjeździe. Za długo czekałeś?

Na tym etapie dostałem wolną rękę od dyrektorów sportowych. Chciałem iść w odjazd. W pierwszy się nie udało zabrać i dopiero na podjeździe odskoczyliśmy z [Pierrem] Rollandem i [Danielem] Navarro. Dojechaliśmy do kolarzy z przodu, ale współpraca się nam nie układała, bo było nas zwyczajnie za dużo. To prawda, może za bardzo zwlekałem z atakiem, ale chciałem stracić jak najmniej sił. Była duża szansa na wygranie etapu, miałem to w głowie i zabrakło niewiele. Teraz nie ma co gdybać, sezon jest jeszcze długi.

poljan2015-02-romandia
Przetrenowanie w pierwszej części sezonu odbiło się na startach i formie sporej liczby zawodników w ekipie. Jak było w Twoim przypadku?

Tak, to niestety prawda. Nie chcę nikogo obwiniać ani zwalać na innych, bo to też w pewnym sensie moja wina, ale w okresie przygotowawczym mieliśmy naprawdę duże obciążenia treningowe. Nowy system, nowi trenerzy, jeszcze nigdy tak ciężko nie trenowałem grudniu i styczniu. Każdy trening zaplanowany co do minuty, zmiany w diecie i wiele innych rzeczy, których wcześniej nie robiłem. Na początku roku czułem się świetnie, na treningach w lutym miałem wyższe numery na liczniku niż w najlepszych dniach z sezonu 2014. Potem już jednak tak kolorowo nie było, no i z tej pierwszej części sezonu zadowolony nie jestem.

Wróćmy jeszcze do tych pierwszych miesięcy. Po starcie w kwietniowym Tour de Romandie miałeś jechać Giro d'Italia. Wyszło inaczej, czemu?

Tak naprawdę od Tour of Oman cały czas szukałem formy. Po Paryż-Nicea zrezygnowałem z nowych metod treningowych, powróciłem do swojego dawnego trybu i w jakimś stopniu odżyłem dopiero na Vuelta al Pais Vasco i Tour de Romandie. Mogłem jechać na Giro, ale nie chciałem, bo nie wiedziałem w jakiej formie będę. Rozmawiałem z ekipą, powiedziałem, że po Tour de Romandie chcę odpocząć, wrócić do swoich dawnych treningów i przygotować się na drugą część sezonu.

Jesteś w szerokim składzie na Tour de France?

Tak, ale czy pojadę do Francji - nie wiem. Nie miałem w kalendarzu Touru, wyszło tak dopiero po Dauphine. Jeśli nie pojadę do Francji, to zobaczycie mnie na trasie Tour of Austria, Tour de Pologne i Vuelta a Espana.

Gdzie trenujesz teraz, do czego się szykujesz? Wystartujesz w mistrzostwach Polski?

Odpoczywałem chwilę w Toskanii. Od środy znowu trenuję na wysokości, jestem w Livigno, byłem tutaj też przed Dauphine. Na mistrzostwach Polski niestety nie będę, zostaje w górach do 30 czerwca, a potem polecę albo do Francji albo do Austrii.

Na koniec trochę refleksji na temat Twojej pozycji w zespole. Jak Ty widzisz siebie w ekipie i jak jesteś postrzegany?

W ekipie staram się wykonywać zadanie powierzane mi na każdym z wyścigów przez dyrektorów. Wiem, że w zeszłym roku było za wcześnie na marzenia, że w jakimś wyścigu dostanę wolną rękę, więc tak naprawdę do teraz zawszę pomagałem innym. Jest jednak duża szansa, że jeśli nie polecę do Francji, to w Austrii i w Polsce dostanę wolną rękę. Chcę się na taką ewentualność jak najlepiej przygotować, bo wiem, że powoli zaczynam dostawać okazje dla siebie.

fot. Jakub Zimoch/rowery.org