Criterium du Dauphine 2015: wypowiedzi po 6. etapie

Działo się na dzisiejszym deszczowym etapie Criterium du Dauphine. Prowadzenie w generalce oddać musiał Tejay van Garderen (BMC Racing), koszulkę założył Vincenzo Nibali (Astana), gorzej poszło Chrisowi Froome (Sky), a na kresce cieszył się Rui Costa (Lampre-Merida).

Mistrz świata z Florencji (2013) wyprzedził Nibalego na 300 metrów do mety i mógł się cieszyć z pierwszego triumfu w tym sezonie.

Kiedy na ostatnich dwóch kilometrach przyspieszał Nibali, spokojnie kręciłem dalej swoje, by zaoszczędzić siły. Nie przestałem bowiem myśleć o zwycięstwie etapowym. Jednak tak naprawdę nadzieja na osiągnięcie sukcesu pojawiła się w samej końcówce, gdy zauważyłem, że mogę doścignąć i prześcignąć Enzo

– powiedział Portugalczyk, który w trzech ostatnich sezonach wygrywał Tour de Suisse, tym razem zdecydował się na start w „Delfinacie”.

Nibali w Villard-de-Lans-Vercors uplasował się ostatecznie na drugiej pozycji, ale to wystarczyło, by objąć prowadzenie. To właśnie „Rekin z Mesyny” zareagował na atak Tony’ego Martina (Etixx-Quick Step) na podjeździe Col de la Croix Haute. Podążyli za nim Costa, Tony Gallopin (Lotto Soudal) oraz Alejandro Valverde (Movistar).

Szczerze powiedziawszy myślałem, że dzisiaj raczej będę miał możliwość wygrania etapu, niż sięgnięcia po koszulkę. Wiem, że bycie w formie już na Criterium du Dauphine nie jest zbyt optymalnym rozwiązaniem. Ale cóż. Aktualnie prowadzę i chcę ten żółty trykot obronić. Patrząc na dwa ostatnie etapy, nie będzie to łatwe zadanie. Może zostanę pierwszym włoskim zwycięzcą tego wyścigu

– tłumaczył "Enzo", który koncentruje się przede wszystkim na Tour de France.

Nie tylko Froome i van Garderen nie mogą być zadowoleni z przebiegu 6. odcinka. Również Romain Bardet (Ag2r) – wczorajszy bohater – nie tryskał humorem. Francuz upadł na 5 km do końca nie odnosząc poważniejszych obrażeń.

Van Garderen, do etapu przystępujący jako lider, zdecydował się na ryzykowną grę i ostrożnie szafował siłami.

Wiedziałem, że nie mogę sam kasować wszystkich ataków, skupiłem się więc na Froomie i Bardecie. Kolarze w ucieczce mieli po dwie minuty straty, ale także sporo doświadczenia. Gdybym próbował kontrować każdego z nich, zajechałbym się

- wyjaśnił Amerykanin, który na dwa odcinki przed końcem zajmuje 5. miejsce, 42 sekundy za prowadzącym Nibalim.

W trudnej końcówce najlepiej poradził sobie za to młodziutki Simon Yates. Brytyjczyk jeżdżący w barwach australijskiej Orica-GreenEdge zaatakował na ostatnim podjeździe i nadrobił pół minuty nad rywalami, w klasyfikacji generalnej przesuwając się na 4. miejsce.

To był niesamowity dzień. Jechaliśmy ile fabryka dała od samego startu. Trzeba było bardzo uważać, wszystko działo się w deszczu. Kiedy zobaczyłem, że zostało nas tylko 50, postanowiłem, że spróbuję coś nadrobić. Nie wiedziałem co się dzieje, byłem zmęczony. Nikt nie mógł być świeży po takim dniu

- wyjaśniał na mecie.

22-latek do pierwszego z dwóch górskich odcinków przystąpi w koszulce najlepszego młodzieżowca, jednak dwa górskie finisze nie pozwalają mu spokojnie myśleć o jej obronie.

Miałem już w życiu ciężkie dni z deszczem i zimnem, ale przy takiej prędkości i z taką ilością ataków... no nie wiem. Jestem najlepszym młodzieżowcem wyścigu, ale nie mam pojęcia czy uda mi się utrzymać koszulkę, wszystko się może wydarzyć

- podsumował.

fot. ASO/X.Bourgois

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: