Giro d'Italia 2015: wypowiedzi po 19. etapie

O dzisiejszym triumfie Fabio Aru w Cervinii Velonews napisał „back from the dead”. Coś w tym jest. Po ostatnich etapach, na których zawodnik Astany bardziej cierpiał, niż kręcił, tym razem młody Włoch mógł się cieszyć z idealnego przebiegu dnia.

Na mecie płakali wszyscy: Aru rozpoczął już na ostatnich metrach, za kreską płakała jego dziewczyny. Płakali też włoscy kibice tym bardziej, że 24-latek w Alpach wrócił na drugie miejsce w generalce.

Znałem ostatnie 100 kilometrów z mojego ulubionego wyścigu dla orlików Giro Val d’Aosta. Czuję się bardzo związany z tym regionem kraju. Na finałowych metrach nie wiedziałem, co mam w ogóle myśleć. Przez 20 dni Astana na mnie pracowała, koledzy byli bardzo blisko mnie. A dzisiaj zaaranżowali dla mnie super ściganie. Od początku do końca mój zespół jechał fantastycznie

– mówił Aru, trzeci zawodnik ubiegłorocznego Giro d’Italia.

Zapytany, jak się czuje po triumfie, odpowiedział:

Widzieliście mnie na Mortirolo? Cierpiałem. Podobne uczucie miałem dzisiaj na ostatnich 50 km. Na tym polega ten sport: na cierpieniu. Łatwo jest wygrywać, kiedy czujesz się wyśmienicie. Kiedy coś nie idzie po twojej myśli, już nie jest tak łatwo. Ostatnie 7 km było straszne, ale nie poddałem się. Nauczyłem się tego w ostatnich dniach, kiedy bardziej pedałowałem głową, niż nogami

– dodał Aru, który sięgnął po drugą wygraną etapową w Giro w swojej karierze. W 2014 roku był najlepszy na odcinku do Montecampione.

Kolejny już raz mało zadowolony był Ryder Hesjedal. Doświadczony Kanadyjczyk uplasował się na drugiej pozycji.

Chyba nie powinienem próbować gonić Aru, kiedy mnie złapał. Eksplodowałem, nie mogłem dalej. Może gdybym trochę wyczekał, później bym do niego dojechał i wygrał w sprincie? Mój występ i sposób jazdy w tym Giro jest chyba lepszy niż zajmowana pozycja. Wynik jest tylko konsekwencją takiego stylu jazdy. Kiedyś wygrałem Giro, teraz nie kręcą mnie piąte czy siódme miejsca w generalce

– powiedział kolarz teamu Cannondale-Garmin, który aktualnie w klasyfikacji generalnej jest siódmy z ponad 12-minutową stratą do lidera Alberto Contadora.

A jakimi swoimi myślami podzielił się „El Pistolero”? Kapitan Tinkoff Saxo cieszył się razem z Aru.

Dzisiejszy etap był naprawdę ciężki, a Fabiu pojechał świetnie i sobie po prostu zasłużył. Osobiście nie zależy mi na wygrywaniu etapów. Chcę wygrać wyścig, na tym się koncentruję. Pewnie, chciałbym przesądzić na moją korzyść etap, jednak nie jest łatwo. Grupa czołowa była dzisiaj bardzo mała, ja nie miałem kolegów, którzy pracowali w pierwszej części etapu. Tak czy siak uważam, że piątek skończył się dla mnie bardzo ok.

– tłumaczył Hiszpan.

Marek Rutkiewicz jechał w ucieczce dnia (CCC Sprandi Polkowice).

Dziś sporo zawodników chciało pójść w odjazd.  Na początku „szedł niesamowity gaz” i nasza grupka zaczęła się formować na niewielkim podjeździe, ok. 20 kilometrów po starcie. Bardzo mocno goniły nas ekipy prokontynentalne, które też chciały mieć swojego przedstawiciela w ucieczce. Trzymali nas na ok. 35-40 sekund, ale w końcu odpuścili. Później wypracowaliśmy sobie prawie 5 minut przewagi, ale Astana znowu zrobiła swój show i szybko zaczęła zmniejszać stratę.

Na początku pierwszego podjazdu 1.kategorii, odpuściłem gdy Visconti zaatakował. Wczoraj brałem udział w kraksie, przez którą odczuwam ból w ścięgnie pod kolanem i nie byłem w stanie od razu odpowiedzieć. Po 3-4 kilometrach wspinaczki poczułem się lepiej i doszedłem czołówkę, ok.3 kilometry przed szczytem. Na zjazdach ciągnąłem grupę. Gdy na kolejnym podjeździe Visconti znowu przyspieszył próbowałem za nim pójść, ale przez ból w prawej nodze nie byłem w stanie. Poza tym trzeba przyznać, że Włoch był dzisiaj bardzo mocny i zmęczył nas tymi skokami.

fot. ANSA/CLAUDIO PERI

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: