Giro d'Italia 2015: Colli czuje się ok, Contador musi uważać

„Tylko” złamana ręka. Tak zakończył się wczorajszy etap Giro d’Italia dla Daniele Colliego, który w finale upadł po kolizji z kibicem wychylającym się za barierki.

Peleton finiszował z prędkością ponad 60 km/h. Nie było czasu na reakcję. Colli po prostu runął na asfalt pociągając za sobą innych swoich kolegów, w tym m.in. Alberto Contadora (Tinkoff Saxo). 33-letni Włoch długo leżał na ziemi, założono mu kołnierz ortopedyczny, a potem przetransportowano do szpitala.

Jestem ok. Nie miałem możliwości porozmawiać ze wszystkimi moimi przyjaciółmi, dlatego chcę tą drogą podkreślić: czuję się ok. Pamiętam nieco kolizję. W sprincie zostałem czymś trafiony, upadłem, moja ręka wykonała bardzo nienaturalny ruch. Bałem się, bo w ogóle jej nie czułem

– mówił zawodnik teamu Nippo-Vini Fantini.

Contador przystąpił do piątkowego etapu – po nieprzespanej nocy ze zwichniętym barkiem. Staw zwichnął dwa razy. Najpierw po kraksie, potem na podium.

Leżąc instynktownie go sobie nastawiłem, bałem się jednak, że to coś gorszego, że złamałem obojczyk. Nie wiem, jaki to ból, mieć złamany obojczyk, bo do tej pory ta kontuzja mnie omijała. Niestety, podczas ceremonii znowu mi on wypadł

– tłumaczył „Księgowy”.

Hiszpan z tego powodu nie założył maglia rosa.

Nie byłem po prostu w stanie. Boli, nie powiem. Muszę teraz bardzo uważać, by czasem go sobie znowu nie zwichnąć

– dodał przed długim etapem do Fiuggi. Contador dojechał z największymi konkurentami w grupce trzy sekundy za triumfatorem Diego Ulissim (Lampre-Merida).

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: