Różowe historie: drużynówka

Pogoń drużynowych pociągów w cronometro a squadre otworzy tegoroczne Giro d'Italia.

Drużynówki, przez jednych znienawidzone i uznane za niepotrzebne, przez innych ubóstwiane za mnogość technicznych szczegółów składających się na dobry wynik. Na trasie Giro d'Italia nie są czymś obcym lub nieznanym. Na przestrzeni 98 edycji drużyny musiały stanąć do wspólnej walki z czasem 24 razy.

Pierwsza drużynowa czasówka w historii Giro d'Italia rozegrała się w 1937 roku pomiędzy Viareggio a Marina di Massa. Chociaż może się to wydawać zaskakujące, to włoski wyścig sprzed 78 lat był bardzo... współczesny. Organizatorzy odpowiadając na zarzuty o układanie trasy sprzyjającej konkretnym zawodnikom wyszli z niezwykle zrównoważoną propozycją. Ciężkie podjazdy, krótka czasówka i nowość w postaci drużynowej jazdy na czas miały stworzyć wyścig otwarty dla wszystkich faworytów. 3835 kilometrów podzielonych na 23 etapy nijak mają się do wyobrażeń kolarskich zmagań sprzed II wojny światowej: z kilkuset kilometrowymi etapami pokonywanymi nawet nocą.

Drużynową czasówkę w wielkim tourze po raz pierwszy wprowadził Henri Desgrange. Zdegustowany postawą drużyn i zawodników podczas płaskich etapów postanowił zmusić ich do kolektywnego wysiłku i tym samym uatrakcyjnić wyścigi. Pomysł utrzymał się i ewoluował, by stać się oddzielną kolarską dyscypliną. 10 lat później na takie urozmaicenie wyścigu zdecydowali się Włosi.

W środę, 12 maja, drużyny wyruszały w równych odstępach do pierwszego tego dnia etapu. Walka z czasem wzdłuż toskańskiego wybrzeża piątego dnia zmagań poprzedzała popołudniowy etap ze startu wspólnego. 60 km poprzez piękne toskańskie wzgórza najszybciej pokonała drużyna Legnano z obrońcą tytułu, Gino Bartalim, w składzie.

Kolarze jadący w charakterystycznych zielonych koszulkach na rowerach pomalowanych na metaliczny jaszczurzy zielony pokonali trasę w 82 minuty, osiągając lichą jak na współczesne nam standardy średnią 43,9 km/h. Pozostałe wyniki stanowiły spore zaskoczenie: Ganna straciła jedynie 18 sekund, a złożona z kolarzy bez drużyn i skompletowana na starcie Italiani all’Estero ponad 2 minuty. Największą porażkę na drużynówce poniósł odwieczny i największy rywal Legnano zarówno w peletonie, jak i na rynku rowerów: Bianchi.

Po tym etapie Gino Bartali po raz pierwszy w tej edycji założył różową koszulkę lidera, by po południowym etapie oddać ją innemu zawodnikowi. Jednak 30 maja, po ostatnim etapie 25. edycji włoskiego touru koszulka bezapelacyjnie należało do wielkiego „Gino Pobożnego”. Na trasie, która miała otworzyć drogę do zwycięstwa innym zawodnikom potwierdził swoją wielką klasę i umiejętności wygrywając o ponad 8 minut.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: