Kilka wniosków po Ronde van Vlaanderen

Za nami Ronde Van van Vlaanderen, jeden z najważniejszych kolarskich wyścigów w całym sezonie. Warto zatrzymać się na chwilę i podsumować to, co wydarzyło się w minioną niedzielę.

Triumfatorem "Flandryjskiej Piękności" został Alexander Kristoff (Katusha), który zaprezentował w pełnej krasie swoją moc i kolarskie umiejętności, pokonując na finiszu Nikiego Terpstrę (Etixx-Quick Step). Na najniższym stopniu podium zameldował się Greg Van Avermaet (BMC Racing Team).

Pan kolarz Alexander Kristoff

Co tu dużo mówić Alexander Kristoff wyrasta na jednego z największych kolarzy w peletonie. Już w ubiegłym sezonie wygrał swój pierwszy monument Mediolan-San Remo i dołożył do tego dwa etapy Tour de France, Vattenfall Cyclassics i kilka innych wyników w mniejszych imprezach. Obecny rok jest dla niego fenomenalny. Zmagania rozpoczął w Katarze od trzech zwycięstw etapowych, wygrał etap w Omanie, zajął 2. miejsce w Kuurne-Bruksela-Kuurne i triumfował na odcinku Paryż-Nicea. Później przyszedł czas na Mediolan-San Remo, gdzie musiał zadowolić się tylko 2. miejscem. Solidnie zaprezentował się w belgijskich klasykach - 4. w E3 Harelbeke i 9. w Gandawa Wevelgem, a następnie nie pozostawił złudzeń konkurencji wygrywając 3 etapy i klasyfikację generalną wyścigu 3 Dni de Panne.

W doskonałej formie przystąpił do Ronde van Vlaanderen i pojechał jak profesor. Wszyscy spodziewali się, że Norweg będzie czekał na finisz z większej grupy, a on przed kluczowymi wzniesieniami postanowił zaatakować. Pomknął z nim tylko Niki Terpstra, który jest uważany za lepszego w jeździe po brukach. Na ostatnim hellingen - Paterbergu Holender próbował zgubić Kristoffa, ale mało brakowało, aby stało się odwrotnie. Dwójka zmierzała do mety. Nikt nie mógł im zagrozić. Zawodnik Etixx-Quick Step próbował oszczędzać siły na finisz, ale to nic nie dało. Kristoff był tego dnia najmocniejszy i sięgnął po drugi monument w karierze. W tej chwili nie ma lepszego zawodnika, który łączy w sobie umiejętność jazdy po brukach i dynamikę. Jeśli Norwega nie opuści forma to za tydzień stanie przed szansą wygrania trzeciego monumentu w swojej karierze (choć zastrzega, że trasa do Roubaix tak mu nie leży). Dalej czeka Tour de France i mistrzostwa świata w Richmond, na których Norweg będzie jednym z głównych  faworytów.

Terpstra ma nosa

Drużyna Etixx-Quick Step przegrała kolejny brukowy wyścig. Na szczęście tym razem nie był to tak spektakularne jak na Omloop Het Nieuwsbald. Warto zwrócić uwagę, że Niki Terpstra po raz kolejny zakręcił się w czołówce brukowego monumentu, ale co ważniejsze po raz drugi w karierze zabrał się w odjazd, który okazał się zwycięski. Niestety, teraz Terpstra nie dał rady wygrać, był po prostu słabszy od Kristoffa. Należy jednak pamiętać, że rok temu zaatakował w odpowiednim momencie i wygrał Paryż-Roubaix. Holender posiadł tą umiejętność. Cechuję go chłodna głowa i zimna kalkulacja. Wygląda na zawodnika czującego się bardzo dobrze na brukach i na pewno osiągnie na nich jeszcze nie jeden sukces.

Niemoc Van Avermaeta trwa

Kolejny "niewygrany" wyścig dla Grega Van Avermaeta (BMC Racing Team). Belg był w niedzielę w bardzo dobrej formie, najlepiej wyglądał na Paterbergu, gdzie ruszył do przodu za Kristoffem i Terpstrą, ale było już na to  za późno. Po dokładniejszych obserwacjach można dostrzec, że 29-latek nie potrafi wybrać odpowiedniego momentu do ataku, gotuje się i skacze w najmniej odpowiednich miejscach, w efekcie niepotrzebnie traci siły. Na tej płaszczyźnie wydaje się być kompletnym przeciwieństwem Nikiego Terpstry. Może to jest przyczyna braku klasowych zwycięstw na jego koncie? Okazja do rehabilitacji już za tydzień.

Sagan nadal marzy

Peter Sagan (Tinkoff-Saxo) ciągle nie może odnieść zwycięstwa w monumencie i chyba poczeka na to co najmniej rok. W obecnym nie przygotował odpowiedniej formy. Słowak zajął 4. miejsca w Mediolan-San Remo i ostatnim Ronde Van Vlaanderen, ale ani przez chwilę nie emanowało od niego nic, co wskazywałoby na to, że może odnieść zwycięstwo. Impas ciągnie się za nim już dwa lata i jeśli Peter nie wymyśli czegoś specjalnego w następnym tygodniu to będzie to ciążyło na nim nadal. Sagan to niewątpliwie wspaniały zawodnik, ale może zbyt młodo osiągnął maksimum formy i teraz nie jest w stanie do niej nawiązać. Przyszłość da nam odpowiedź.

Benoot potwierdza umiejętności

Ostatnio pisaliśmy, że Tiesj Benoot (Lotto Soudal) powoli wyrasta na następcę Toma Boonena. Ktoś śmiało mógłby popukać się w głowę, ale po Ronde van Vlaanderen zrobiłby to z dużo mniejszą pewnością. 21-latek już w pierwszym sezonie jako zawodowiec pokazuje spore umiejętności. Po odpowiednio 4. miejscu w Le Samyn, 3. w Handzame Classic, 6. w Ronde Van Zeeland Seaports i Dwars door Vlaanderen oraz solidnej jeździe w E3 Harelbeke przyszedł czas na "Flandryjską Piękność". Młodziak nie był liderem i pracował na rzecz Jurgena Roelandtsa, a mimo to został sklasyfikowany wyżej od niego. Benoot pojechał bardzo inteligentnie i skończył zmagania na wysokim 5. miejscu. Potencjał drzemie w nim ogromny i teraz trzeba "tylko" odpowiednio nim pokierować. Swoją drogą ciekawe, jak zaprezentuje się w "Piekle Północy"...

Thomas zawiódł

Niestety Geraint Thomas nie liczył się w walce o zwycięstwo w Ronde van Vlaanderen. Chociaż przed wyścigiem był uważany za jednego z głównych faworytów do triumfu, to rzeczywistość brutalnie to zweryfikowała. Wydawało się, że Walijczyk jest w optymalnej dyspozycji, ale ostatnia faza rywalizacji pokazała, że jednak jest zbyt słaby. 28-latek nie miał nic do powiedzenia, gdy najlepsi odjeżdżali na Paterbergu i zawiódł nadzieje po zwycięstwie w E3 Harelbeke i 3. lokacie w Gandawa-Wevelgem. Nic nie wskazuje na to, że za tydzień miałoby to wyglądać inaczej. Może Thomas jest po prostu zbyt wszechstronny i musi się zdecydować,  bruk, albo góry?

20140709CY0017 fot. ASO

Pech Vanmarcke'a

To nie jest wiosna Sepa Vammarcke'a (Team LottoNL - Jumbo). Holendra ciągle prześladuje pech - niefortunne kraksy, pękające buty od pedałów i inne losowe przypadki. To nie pozwoliło mu wywalczyć żadnego dobrego miejsca na podium w tym sezonie. Tak było również w Ronde van Vlaanderen. Vanmarcke w pewnym momencie zniknął w grupki liderów. Następnie zobaczyliśmy 26-latka w szaleńczej pogoni i gdy był już blisko powrotu, to liderzy przyśpieszyli i odjechali mu. Mieliśmy już ochrzcić go mianem brukowego terminatora, ale należy z tym poczekać. Co najmniej tydzień.

Aktywny Greipel

Gdyby to był etap Tour de France to Andre Greipel (Lotto Soudal) otrzymałby czerwony numer. Niemiec był bardzo aktywny i obecny w prawie każdej akcji zaczepnej. Do tego pracował  na rzecz Jurgena Roelandtsa, a cały wyścig zakończył na 15. miejscu. Można sobie zadać pytanie, co gdyby drużyna Lotto Soudal była ustawiona pod Greipela? Czy powalczyłby o podium? Forma dnia na pewno mu dopisała, ale "Gorilla" tak po prostu jeździ w brukowanych monumentach, bo większych szans na zwycięstwo i tak by nie miał.

Przypomniał o sobie Elmiger

Martin Elmiger (IAM Cycling) zajął bardzo dobre 10. miejsce. Niby nic szczególnego, bo Szwajcar był już 9. w Ronde van Vlaanderen, ale trzeba powiedzieć, że nie on był liderem swojej drużyny. Planowo miał pracować na Sylvaina Chavanela i Heniricha Hausslera, którzy mają zdecydowanie większe doświadczenie na Ronde van Vlaanderen. Elmiger wykorzystał jednak swoją szansę i pojechał bardzo dobre zawody, co oznacza, że w dalszej części sezonu też należy się z nim liczyć.

fot. P.Ballet/ARN

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: