MSR 2015: pech Cavendisha, Kwiatkowskiego i Stybara

Pech i kraksy prześladował zespół Etixx-Quick Step na trasie "wiosennych mistrzostw świata".

Nie tak końcówkę wyścigu Mediolan - Sanremo wyobrażali sobie kolarze Patricka Lefevere'a. Trójka zawodników belgijskiego Etixx-Quick Step miała rozdawać karty w finale w nadmorskim miasteczku, wszyscy wymieniani byli w węższych i szerszych gronach faworytów. Plan gry na Marka Cavendisha, Zdenka Stybara i Michała Kwiatkowskiego szedł dobrze, by po ponad 280 kilometrach wziąć, dosłownie, w łeb.

Nie czułem się dobrze, forma, którą prezentowałem przed chorobą była jedynie wspomnieniem. Chłopaki wyprowadzili mnie na dobrą pozycję na podjazdach, walczyłem ze wszystkich sił by tylko dojechać na finisz. Na Cipressie, na wypłaszczeniu, miałem defekt, spadł mi łańcuch

- tłumaczył Cavendish, który do mety dotarł dopiero na 46. miejscu.

Brytyjczyk przed startem Tirreno-Adriatico skarżył się na wirusa, którego nabawił się w RPA. Jego skutki "Maxman" odczuwał na deszczowych etapach "wyścigu dwóch mórz", a dziś nie najlepsza dyspozycja kosztowała go utratę pozycji na Cipressie i Poggio.

Na Poggio dojechałem, ale znalazłem się za kimś, kto akurat puścił koło. W tym wyścigu takie rzeczy decydują. Nie miałem już siły by przyspieszyć. To był dobry wyścig, Degenkolb zasłużył na zwycięstwo

- podsumował zwycięzca "Primavery" z 2009 roku.

O ile w przypadku Brytyjczyka mówić można o słabszej dyspozycji, o tyle jego dwóch kolegów - Czecha Zdenka Stybara i mistrza świata Michała Kwiatkowskiego - o prawdziwym pechu. Dwaj kolarze na zjeździe z Poggio znajdowali się na czołowych pozycjach, ale kraksa na jednym z wiraży wykluczyła ich z rywalizacji.

Trzecie podejście do Mediolan-San Remo. "Prawie" dojechałem do mety. Zjazd z Poggio to szmata

- napisał na gorąco mistrz świata z Ponferrady na Twitterze, po chwili dodają zdjęcie kasku i zaznaczając, że tylko jego obecność na głowie uratowała mu życie.

Miejmy nadzieję, że gdy obudzę się jutro, nie będę czuł skutków tego upadku. Dziś jest OK i z tego muszę się cieszyć. Pech, polecieliśmy we dwóch na ziemię. Wyścig wyglądałby inaczej, koledzy bardzo nam pomogli, a ja po raz pierwszy dojechałem na Poggio

- relacjonował 24-latek.

Czułem się naprawdę dobrze, jechaliśmy w sporej grupie. Kiedy zorientowaliśmy się, że Cavendish odpadł, wiedzieliśmy, że wciąż mamy kilka opcji, obaj dobrze się czuliśmy. Cóż, pech, w tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak tylko cieszyć się z faktu, że nic się nie stało

- podsumował "Kwiato".

Podobne odczucia miał zwycięzca tegorocznego Strade Bianche Zdenek Stybar. Mistrz Czech znajdował się w wyśmienitej dyspozycji, na podjeździe na Cipressę kasując ataki zawodników BMC Racing, jednak drugie zetknięcie z włoskim asfaltem przekreśliło nadzieje o jakimkolwiek wyniku.

Leżałem dwa razy. Raz na zjeździe z Capo Berta, ktoś zaliczył dzwona i nie dałem rady się wywinąć. Podniosłem się szybko i dojechałem. Na zjeździe z Poggio ktoś poleciał na ziemię przed Kwiatkiem, to był koniec naszego wyścigu

- wyjaśniał niezadowolony 29-latek.

Szkoda, bo mimo pierwszej kraksy miałem się dobrze i mogliśmy walczyć. Miałem nogę, szkoda, że nie mogliśmy zagrać na finiszu - po 300 kilometrach sprint jest dziwny, różne rzeczy się dzieją. Mam parę obtarć, ale to nic poważnego

- podsumował.

fot. ANSA/DANIEL DAL ZENNARO

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: