Anne Gripper: "momentem zmiany był 2008 rok"

Była szefowa antydopingu UCI komentuje raport CIRC i wskazuje momenty zmian.

Publikacja raportu Niezależnej Komisji ds. Reformy Kolarstwa (CIRC) wywołuje kolejne reakcji i komentarze. Tym razem głos zabrała wymieniana w raporcie Anne Gripper, szefowa antydopingowego wydziału Międzynarodowej Unii Kolarskiej w latach 2006 - 2010.

Zawsze mówiłam, że muszą zostać przekute dwa balony zanim kolarstwo zrobi krok naprzód. Pierwszy to Lance, drugi to UCI, nad którą ciążyło tyle zarzutów. Mam nadzieję, że to ostatnie trupy w szafie i że teraz można wejść na nową drogę

- powiedziała jedna z autorek programu paszportów biologicznych w rozmowie z portalem Cyclingnews.

Gripper chwalona jest w raporcie za wiele działań, ale na jej głowę spada krytyka za dopuszczenie Lance'a Armstronga do ścigania w 2009 roku. Według zasad UCI, powracający do sportu zawodnik musi odbyć sześciomiesięczny okres kontroli antydopingowych przed jakimkolwiek startem. Amerykanin dopuszczony został na 13 dni przed jego zakończeniem by móc wystartować w Tour Down Under.

Ugięłam się pod presją organizatorów. Z praktycznego punktu widzenia nie było różnicy - dopuściliśmy go na 13 dni przed końcem półrocznego okresu badań. A badaliśmy go znacznie częściej niż kogokolwiek innego

- przyznała Gripper.

Była szefowa antydopingowej jednostki rzuca także nieco więcej pozytywnego światła na byłego prezydenta UCI - Pata McQuaida.

Dobrze pracowało mi się z Patem, myślę, że ma on spore zasługi na polu eliminacji dopingu z kolarstwa. Kilkukrotnie mógł odpuścić, ale zachęcał mnie do dalszej pracy, by umocnić program antydopingowy. Po tym jak Winokurow wpadł na transfuzji na Tourze w 2007 roku, zrobiliśmy test Kaszeczkinowi i wiedzieliśmy, że następny będzie pozytywny. Mieliśmy 2 tygodnie, a on pojechał na wakacje do Turcji. Poszłam do Pata, było to po Tourze, gdzie mieliśmy już 4 pozytywy, i powiedziałam, że możemy mieć kolejny, jeśli kontrola pojedzie do Turcji. Odpowiedź brzmiała: "niech jedzie, złapcie go"

- wspominała, malując prezydenta UCI jako silnego zwolennika walki z dopingiem, choć ograniczanego przez słuchanie rad Philippe'a Verbiesta, prawnika UCI.

Gripper, która z UCI odeszła w 2010 roku, wskazuje momenty zmian. Podobnie jak raport CIRC, umieszcza je po sezonach 2006/07.

Dla mnie momentem zmiany był 2008 rok. Bob Stapleton [założyciel HTC Highroad] przyszedł do UCI i zapytał co trzeba zrobić, żeby zorganizować czystą ekipę, ile by to kosztowało i czy da się wciągnąć w to inne zespoły. Chodziło o to, żeby zebrać kilka ekip jeżdżących czysto, pozwolić im się rozreklamować, a potem pokazać, że zmiana jest realna, gdy zaczną wygrywać ich zawodnicy

- wyjaśniła, podkreślając, że w porównaniu z innymi dyscyplinami sportu kolarstwo jest na czele pod względem walki z dopingiem.

Ekipy Team Columbia i Garmin-Chipotle były jednymi z pierwszych w tamtym czasie, które otwarcie mówiły o jeździe bez dopingu. W 2008 roku kontrole antydopingowe na Tour de France przejęła AFLD, co zaowocowało wpadkami Stefana Schumachera, Bernharda Kohla, Emanuele Selli oraz ekipy Saunier Duval - Riccardo Ricco i Leonardo Piepolego - wszystkich na trzeciej generacji EPO - CERA. Na EPO wpadł też Manuel Beltran, a nieco później stosowanie CERA na igrzyskach olimpijskich udowodniono Davide Rebellinowi.

Przełomem był Tour 2011. Fakt, że Cadel wygrał to zwieńczenie pewnego procesu, ale były też inne dobre znaki - Francuzi mieli swoich bohaterów, wygrywali etapy - wyglądało to prawdziwie, a czasy były wolniejsze

- oceniła Gripper, podkreślając, że francuskie ekipy, w jej ocenie, były na początku ubiegłej dekady pierwsze jeśli chodzi o zaprzestanie stosowania dopingu.

fot. Fabio Ferrari/Lapresse

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: