Michele Ferrari zaprzecza oskarżeniom

"Doktor Zło" nie ma sobie nic do zarzucenia i zdecydowanie odrzuca zarzuty o współpracy z ekipą Astana

Po ostatnich publikacjach La Gazzetta dello Sport, w coraz większych opałach znajduje się kazachska ekipa Astana. Tym razem włoscy dziennikarze twierdzą, że dotarli do materiałów ze śledztwa w Padwie, w których ponownie pojawiać się ma nazwisko osławionego Michele Ferrariego. Doktor, z którym współpraca i kontakty są ściśle zabronione, miał pojawić się na obozie treningowym zespołu Astana przed rozpoczęciem sezonu 2014.

Ekipa Alexandra Winokurowa milczy, jak dotąd nie doczekaliśmy się publikacji jakiegokolwiek oświadczenia. Głos zabrał za to... Michele Ferrari. Bohater dopingowych afer ostatnich dwóch dekad na blogu prowadzonym na nieczynnej dziś stronie internetowej wystosował jadowite oświadczenie, kategorycznie zaprzeczając oskarżeniom o kontakty z zespołem Astana.

Czuję się zobligowany, choć niechętnie, by po raz kolejny dać odpór bzdurom, które wypisują media, tym razem na temat mojej obecności ("w nocy" lub przy świetle dziennym, jeśli wolicie) na obozie przygotowawczym ekipy Astana w Montecatini w listopadzie ubiegłego roku. (W mieście byłem, o ile dobrze pamiętam, w 1994 roku, by skosztować słynnych wafli). Sensacyjna wiadomość o "cieniu dr. Ferrariego" jest absolutnie fałszywa i osoby odpowiedzialne za jej publikację odpowiedzą za to przed odpowiednimi sądami - mam nadzieję, że kazachska ekipa będzie dochodziła odszkodowań z tytułu naruszenia jej reputacji

- napisał włoski lekarz, pośrednio przyznając, że powiązania z nim rzutują bardzo niekorzystnie na wizerunek klienta.

Według włoskiej prasy, Alexander Winokurow miał poprosić Ferrariego o opiekę nad 12 zawodnikami ekipy Astana przed sezonem 2014. Nie pada tam wprawdzie nazwisko Vincenzo Nibalego, ale z dokumentacji przesłanej do Włoskiego Komitetu Olimpijskiego (CONI) wynika, że trener zwycięzcy Tour de France 2014, Paolo Slongo, pozostawał w regularnym kontakcie z "doktorem Zło".

Śledztwo przeciw Ferrariemu i jego synowi Stefano prowadzone jest już od lat. W 2012 roku Amerykańska Agencja Antydopingowa (USADA) w specjalnym raporcie udowodniła, że włoski doktor stał za sukcesami Lance'a Armstronga, którego ów raport wszystkich wygranych w Tour de France pozbawił. Ferrari otrzymał dożywotni zakaz współpracy ze sportowcami, a władze antydopingowe we Włoszech posunęły się do tego, że za kontakt z 61-latkiem grożą trzy miesiące zawieszenia.

Artykuł w Gazzetta dello Sport twierdzi, że mieszkam w Lugano i Ferrarze, co jest tylko jednym z mocno mylących twierdzeń. Od zawsze mieszkałem w Ferrarze, od 26 lat pod tym samym adresem, w Lugano nigdy nie byłem, nie mam tam także domu ani pracowni. Jeszcze kilka lat temu trenowałem kilku kolarzy Astany, w tym Vinokurowa. Nigdy nie było to sekretem, nie ukrywaliśmy tego, byliśmy na zgrupowaniach, gdzie było wielu zawodników, a wszystko to w biały dzień. Co ciekawe, Teide czy St. Moritz, kiedyś określane przez UCI jako "podejrzane" miejsca, dziś są już czyste i cieszą się niezwykłą popularnością wśród kolarzy i ekip

- pisze Ferrari.

Śledztwo prowadzone przez prokuraturę w Padwie nie skupia się jednak tylko na stosowaniu zabronionych środków, ale także na malwersacjach podatkowych i finansowych machlojkach.

Michele Ferrari to uczeń profesora Francesco Conconiego, odpowiedzialnego za wprowadzenie dopingu erytropoetyną do zawodowego kolarstwa. Ferrari na kartach historii sportu dwóch kółek pojawia się regularnie od początku lat 90. XX wieku, zawsze w kontekście zabronionego wspomagania. W 2004 roku został skazany na karę więzienia (w zawieszeniu) po zeznaniach Filippo Simeoniego, w lipcu 2012 dożywotnio zdyskwalifikowany przez USADA.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: